ROZDZIAŁ 16

Zaskoczeni, że przychodzę z rozdziałem? Ja też. Nie spodziewałam się, że po dłuższym czasie słabości, w efekcie którego zakończyłam to opowiadanie, spadnie na mnie niesamowita fala motywacji, weny i wielkich chęci, by to jednak dokończyć. Nie sądziłam, że dam radę. Ale przyszłam z rozdziałem, właściwie najtrudniejszym w całym tym fanfiction. Przed nami już tylko epilog, który dodam za kilka dni. No i hej, nie martwcie się spojlerem, jaki walnęłam w tamtej notce — oprócz weny na dokończenie, przyszła też wena na lepsze zakończenie. ;) A haniebna nota słabości zniknęła z bloga i strasznie mnie to cieszy.
Teraz życzę miłego czytania i zapraszam do dłuższej notki pod rozdziałem.

Rozdział nie sprawdzony, bo dosłownie 10 minut temu go skończyłam, więc jeśli ktoś gdzieś znajdzie błąd/literówkę, to napiszcie mi w komciu gdzie. ;)  


music:

 Od trzech dni mieszkałyśmy w Gnieździe — na wpół zawalonym budynku, który w miarę przetrwał bombardowanie, w najbardziej zniszczonej przez wojnę dzielnicy. Od jakiegoś czasu stanowił centrum dowodzenia akcjami Jaskółek — Jaskółki, o których usłyszałam ostatniej nocy w domu Caluma, okazały się właśnie organizacją, w której się znalazłyśmy. Wyjaśnił się też motyw znajomego logo, jakie kiedyś zobaczyłam na biurku Caluma — był to znak Jaskółek, ich element rozpoznawczy. Nazywali siebie też partyzantką, chociaż różniła się ona od tej znanej z Drugiej Wojny Światowej. Wszyscy mieszkańcy, łącznie ze mną i Chloe, mieszkali w czterech pomieszczeniach w piwnicy i starali się nie wychodzić za dnia na powierzchnię.
Tego dnia, gdy przerażony Calum wysłał nas w „podróż w nieznane” ciemnym tunelem, poziom mojego strachu zwyczajnie przekroczył granicę. Nawet podczas aukcji nie bałam się tak, jak podczas tych kilku godzin w ciemnościach, idąc i nie wiedząc gdzie zmierzam. A gdy już prawie traciłam nadzieję, że kiedykolwiek wyjdziemy z tunelu, przed nami wyrosły drzwi. Wielkie, masywne i drewniane.
Szczęściu z dojścia do celu towarzyszyły krzyki i wrzaski, gdy obie z małą Chloe uderzałyśmy pięściami w drzwi. Ustąpiło ono jednak przerażeniu, gdy po drugiej stronie czekali na nas sami mężczyźni. Starsi i młodzi, chociaż tych pierwszych było więcej. Zasypali nas pytaniami — kim jesteśmy, jak znalazłyśmy się w tunelu — i zanim wszystko się wyjaśniło, minęło sporo czasu, a Chloe zasnęła w moich ramionach.
Jimy — chłopak w wieku zbliżonym do mojego, z twarzą naznaczoną mocnym trądzikiem i wiecznie roztrzepanymi włosami — jako jedyny od razu zdobył moje zaufanie i podczas długich rozmów, gdy grupa mężczyzn wypytywała mnie od wszystko, trzymałam się blisko niego. Miał łagodny uśmiech, który dodawał mi otuchy, a do tego na wstępie poczęstował Chloe czekoladą, narażając samego siebie na nieprzyjemności. Czekolada była jednym z tych produktów, który na rynku uchodził za drogi.
Znalazłam więc sojusznika wśród osób napawających mnie niepokojem. Chloe natomiast niemal od pierwszych chwil nawiązała dobry kontakt z Nathanem, chłopcem starszym od niej o sześć lat. Polubił małą od razu, a ona wpatrywała się w niego jak w obrazek. Ojciec Nathana był kucharzem i cichym, miłym panem, jednak kilkakrotnie w ciągu trzech dni i nocy pokazał, że potrafi wyrazić własne zdanie i postawić na swoim.
Otrzymałyśmy małe pomieszczenie, w którym wcześniej mieszkało pięciu mężczyzn, gdzie zostawili nam pojedynczy materac i kilka koców — od trzech dni to był nasz nowy dom. Dom, w którym czekałyśmy na przyjście Caluma. Każdej nocy nie potrafiłam zasnąć, a gdy zmęczenie dawało się mocno we znaki i w końcu zasypiałam, sen miałam bardzo płytki i budził mnie każdy najmniejszy dźwięk. Obawiałam się, że któryś z mężczyzn, których imion wciąż nie znałam, przyjdzie do mnie w nocy, a to zwyczajnie nie pozwalało mi się odprężyć. Śpiący za ścianą Jimy nie dawał mi w nocy bezpieczeństwa — byłam zdana na samą siebie, a pod opieką miałam Chloe.
I cholernie tęskniłam za Calumem.


— Daisy? — Jimy postawił przede mną miskę z zupą. Objęłam ją dłońmi i uśmiechnęłam się do niego w podziękowaniu. — Chloe śpi?
— Tak — potwierdziłam. — Budziła się w nocy trzy razy.
— A ty wyglądasz, jakbyś nie spała całą noc — odparł cicho, siadając przy stole obok mnie.
— Bo nie spałam. To już czwarty dzień...
— Martwisz się o Hooda?
Kiwnęłam głową. Zacisnął usta, zamyślając się.
— Nie powinnaś — powiedział w końcu i przyłożył miskę do ust, przechylając ją i pijąc zupę. — Ach — westchnął. — Ale pyszna. Jedz.
— Dlaczego nie powinnam? — Ciągnęłam temat, mimo że próbował go zmienić.
— Bo to standardowa procedura — odparł, jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie.
— To znaczy?
W Jimym irytowało mnie to, że mimo przyjemnego usposobienia, czasem trzeba go było długo i dokładnie ciągnąć za język.
— Jak Alden się dowie, że ci mówię, to znów mi się oberwie. — Westchnął i dopił posiłek. — Dlaczego nie jesz?
Spojrzałam na miskę, którą wciąż ściskałam w dłoniach. Przyjemnie ogrzewała moje zmarznięte palce. W końcu powoli sięgnęłam po łyżkę i zaczęłam jeść. W Gnieździe codziennie podawali identyczne posiłki, więc smak zupy był mi dobrze znany.
— Gdy ktoś dołącza, musi się pojawić w nocy, bo w dzień może sprowadzić na nas kłopoty. Rozumiesz, ktoś go może zobaczyć i narobić problemów. Trzeba też coś przynieść, na przykład jedzenie lub kilka ubrań. I w miarę możliwości nie pojawiać się za często. Calum musi poczekać, aż nasi wrogowie przestaną go obserwować. Potem musi coś zdobyć i dopiero wtedy może tu dotrzeć. Oczywiście, pod osłoną nocy.
Pokiwałam głową, zaczynając powoli rozumieć, w jaki sposób działała cała organizacja. Obawiałam się jednak, że z tą wiedzą tym bardziej nie będę potrafiła w nocy spać.
— Nic nie przyniosłam, czy dlatego Alden łypie na mnie groźnie?
Po pierwszym śniadaniu w tym miejscu zdążyłam się zorientować, że dowódcą jest Alden. Miał obłąkany i groźny wzrok, więc starałam się nie rzucać mu w oczy. Większość czasu spędzałam w przydzielonym nam pomieszczeniu, obserwując Chloe bawiącą się z Nate'em.
— Nie. Alden to w rzeczywistości miły gość. — Posłał mi uśmiech. — Gdy ma do kogoś zaufanie.
— A do mnie nie ma.
— Ciebie nie zna. Pojawiłaś się w tunelu, chociaż nikogo się nie spodziewaliśmy i przyprowadziłaś ze sobą dziecko. Musisz zrozumieć, że nigdy nie gościły tu kobiety i... — Wzruszył ramionami.
Kiwnęłam głową i dokończyłam jedzenie.
— Dzisiaj mamy akcję wypadową. — Jimy dodał po chwili milczenia.
— Będziecie się obrzucać granatami z przeciwnikiem? — zapytała gorzko, brnąc w niewygodny temat.
— Nie, idziemy im rozwalić trochę ekwipunku. Donovan zdobył lokalizację magazynu. Wyruszamy jak się ściemni.
— Więc ty też idziesz?
— Zostaję. Mam was pilnować. Ale lubię mówić o Jaskółkach jako „my”, nawet wtedy, gdy muszę zostać..
Jego odpowiedź sprawiła, że odetchnęłam z ulgą. Bycie w Gnieździe z tłumem mężczyzn było przerażające, ale zostać tu sama z Chloe? Wolałam nie przewidywać takiego scenariusza.
— Czy to znaczy, że wolałbyś iść z nimi?
Pokręcił głową z lekkim uśmiechem, po czym oznajmił:
— W rzeczywistości jestem pieprzonym tchórzem.
Roześmiałam, się.
— Wracam do Chloe.
Wstałam od stołu, na nieszczęście zwracając na siebie niechcianą uwagę kilku mężczyzn. Jimy odprowadził mnie wzrokiem.


Obserwowanie, jak ponad tuzin mężczyzn przygotowuje się do akcji, napawało mnie coraz większym niepokojem. Chloe cicho bawiła się w pokoju, podczas gdy ja siedziałam w kuchni z glinianym kubkiem herbaty w dłoniach. Na dworze było już dostatecznie ciemno, by pierwsza grupa mężczyzn wyszła — jeden po drugim, w odstępie pięciu minut. Jimy wytłumaczył mi, że to kolejna taktyka. Każdy szedł osobno, by zmniejszyć ryzyko zauważenia przez nieodpowiednią osobę, albo złapania. Dwadzieścia minut po ostatniej osobie, wyszła kolejna grupa — składała się z następnych pięciu mężczyzn. Godzinę później zostaliśmy we czwórkę sami w Gnieździe.
Zaparzyłam kolejną herbatę, grzejąc zmarznięte dłonie na kubku i obserwując Nathana, który rozmową próbował odwrócić uwagę Chloe od nagle opustoszałego miejsca. Widząc, że dziewczynka jest bezpieczna, po raz kolejny myślami wróciłam do Caluma i tego, że w obliczu niebezpieczeństwa najpierw zadbał o moje i Chloe bezpieczeństwo. I zatęskniłam ponownie za jego obecnością.
Nie potrafiłam określić, jak długo z nim mieszkałam — ale wiedziałam jedno: Calum z początku i Calum z końca to dwie różne osoby. A ja byłam szczęściarą, nawet jeśli na krótko, że mogłam poznać tę dobrą jego część.
Ta noc była długa, a ja nie przespałam nawet pięciu minut.
Chociaż Jimy nalegał, bym podobnie jak dzieci, położyła się spać, zwyczajnie nie potrafiłam. Długi czas patrzyłam w jeden punkt na szarej ścianie. Nad ranem wszyscy zaczęli powoli wracać do Gniazda i chociaż nie znałam tych mężczyzn, którzy napawali mnie strachem, cieszyłam się, że wrócili cali i zdrowi. Niedługo później Gniazdo rozbrzmiało roześmianymi głosami i śmiechem. Dopiero wtedy, upewniając się, że z Chloe wszystko w porządku, pozwoliłam sobie na chwilę zasnąć.


Dokładnie tydzień od naszego pojawienia się w Gnieździe, dosłownie odchodziłam od zmysłów. Czas spędzałam albo trzymając równie cichą i otępiałą Chloe w ramionach, kołysząc się w przód i tył, albo próbując rozmawiać z Jimym, co niekoniecznie zawsze wychodziło. Nie umiałam skupić się na większości rzeczy, o jakie mnie pytał i zagadywał. Mogłam myśleć jedynie o tym, że skoro od tygodnia Calum nie daje znaku życia, tamten dzień mógł być ostatnim, gdy go widziałam. Sprawiało to, że miałam ochotę zwinąć się w kłębek i płakać. Płakać i nie robić nic poza tym.
Od popadnięcia w paranoję powstrzymywała mnie tylko Chloe. Wciąż powtarzałam sobie, że nawet jeśli najczarniejszy scenariusz się spełni, blondynka będzie potrzebowała oparcia, a tylko ja byłam w stanie jej go dać.
W ciągu tygodnia do Gniazda dołączyły trzy osoby. W związku z powiększającą się liczbą ludzi, Alden rozmyślał nad zburzeniem ściany oddzielającej naszą piwnicę od tej sąsiedniego budynku. Potrzeba było więcej miejsca. I gdy tego dnia, w południe, większość mężczyzn, którzy byli najwyżej w hierarchii Gniazda, debatowali nad wadami i zaletami tego pomysłu, siedziałam owinięta w koc, z kubkiem herbaty w dłoniach. Herbata była jedyną rzeczą, dzięki której w miarę funkcjonowałam. Zimne ściany i podłoga — wilgoć i chłód z każdej strony — dobijały mnie jeszcze bardziej, a trzymanie ciepłego kubka dawało choć trochę ciepła. Tak przeze mnie pożądanego.
I właśnie wtedy do drzwi piwnicy ktoś załomotał. W oka mgnieniu rozpętał się chaos. Mężczyźni się przekrzykiwali, głównie w celu uciszenia innych, co wychodziło odwrotnie od zamierzonego celu. Dość szybko jednak wszystko się uspokoiło, ale obecność Jimy'ego, który zasłonił wyrwę w ścianie oderwanymi drzwiami, jakie zwykle stały oparte w jednym z rogów, tym bardziej podsycił mój niepokój.
— Jest południe, kto to może być? — zapytałam cicho.
Jimy pokręcił głową, dając mi znać, że wie tyle samo, co ja.
Chloe podeszła i wsunęła się pod koc, przytulając do mojego ciała. Objęłam ją i przycisnęłam do siebie mocno.
— Wszystko w porządku, kochanie — szepnęłam jej do ucha, jednocześnie delikatnie gładząc jej ramię. — Wszystko w porządku — powtarzałam, chcąc przekonać także i siebie.
I nagle za ścianą rozległo się kilka okrzyków zaskoczenia, ulgi i złości jednocześnie. Zaciekawiony Jimy wyjrzał przez szparę między drzwiami a ścianą. Nie zdążyłam zobaczyć jego miny, ani zastanowić się, czy zobaczył coś ważnego, gdy w korytarzu rozległ się donośny, tak dobrze mi znany głos:
— Gdzie one są?
W jednej chwili wypuściłam z dłoni kubek i poderwałam do góry. Nie zwracając uwagi na herbatę, jaka wylała się na moje spodnie, ani na rozbity kubek, podbiegłam do drzwi i odsunęłam je razem z protestującym cicho Jimym.
Gdy zobaczyłam stojącego w korytarzu Caluma, nie wiedziałam, czy powinnam się do niego zbliżać, mimo szczęścia, że żyje i dotarł do Gniazda. Wyglądał fatalnie. Mimo ciemniej karnacji, w tamtym korytarzu wyglądał na jeszcze ciemniejszego — zaschnięta krew i kawałki ziemi były na prawie całej jego twarzy i we włosach. Worki pod oczami były ogromne, podobnie jak wystający spod kawałka przyczepionej ziemi siniec na szczęce. Jego warga świeżo krwawiła. Jedną ręką przytrzymywał drugą, jakby miał coś złamane. A gdy z błyskiem ulgi w oczach ruszył w moim kierunku, z przerażeniem zobaczyłam, że utyka.
Nie protestowałam, gdy ciasno oplótł mnie rękoma, przytulając mocno do klatki piersiowej. Z łzami w oczach odsunęłam się dopiero po chwili, mówiąc od razu:
— Jesteś ranny.
— To nic. To nic, Daisy. Ważne, że wy jesteście bezpieczne — odparł zmęczonym, ale szczęśliwym głosem i dopiero wtedy rozejrzał się wokół. — A gdzie Chloe?
— Z Nate'em i Jimym w pokoju. Trzeba cię najpierw opatrzyć.
— Chcę ją najpierw zobaczyć — oznajmił twardo.
Alden podszedł do Caluma i delikatnie dał mu do zrozumienia, że mała jedynie się przestraszy i rzeczywiście najpierw powinien doprowadzić się do porządku. A potem pociągnął go do kuchni, gdzie trzymano również wszystkie opatrunki. Calum złapał mnie za dłoń, tym samym dając znać, że nie ma innej opcji od pójścia z nim.
Uśmiechnęłam się lekko. Wrócił mój stanowczy i dominujący Calum.
I to wystarczyło bym wiedziała, że dalej będzie już tylko lepiej.



No i jeszcze raz wielkie, przeogromne i gorące podziękowania dla Agatki (spectrum), która wykonała dla mnie promo. Jesteś niezastąpiona! ♥



Nasza przygoda z Calumem dobiegła końca. No, prawie. Jeszcze epilog.
Gdy pisałam do was poprzednią notkę, że nie dam rady tego skończyć, że nie mam czasu, a przede mną ważna matura, naprawdę tak uważałam. Tej notki już nie ma, usunęłam ją chwilę przed dodaniem rozdziału. I sprawiło mi to cholerną przyjemność. Pokierowałam historią nieco inaczej, niż pierwotnie miałam w planie. I przepraszam serdecznie tych, którzy przez zakończeniową notkę mieli spojler. Życie potrafi zaskakiwać, wena także. I takim oto sposobem jednak wróciłam. Mam nadzieję, że w dobrym stylu. A zakończenie... będzie nieco inne, niż pisałam w haniebnej notce. 
Mam w planie, tuż po maturze, zabrać się za poprawianie całej Sprzedanej — głównie edycję pierwszych rozdziałów i lekką modyfikację późniejszych. Być może wtedy udostępnię w pdf'ie tę wersję, bo wiem, że niektórzy mają sentyment do pierwszych wersji i sama też chciałabym mieć w jednym kawałku historię, która dała mi pewnego rodzaju sławę wśród polskich 5sosfam i przy której dwa lata świetnie się bawiłam, mimo częstych upadków. I wzlotów, bo wzlotów też było sporo (jak ten dzisiejszy!). Ale szczegóły pojawią się dopiero pod koniec maja.

W okolicach września pojawi się też mini opowiadanie o Chloe, którego akcja będzie się działa jakoś 10 lat po tym rozdziale. Muszę dograć szczegóły. Ale już dziś mogę was zaprosić do bloga, jaki stworzyłam i tam będą się pojawiały szczegóły i konkrety: zagubiona-shortstory.blogspot.com

Na ten moment to wszystko. Mam nadzieję, że jesteście zadowoleni z rozdziału (bo ja w sumie jestem). Nie obrażę się, jak chociaż trochę pokomentujecie. Tak dla kontrastu odpowiem na każdy komentarz (czytam naprawdę wszystkie, ale nie zawsze do tej pory odpowiadałam — dziś zrobię wyjątek). A jeśli ktoś wyskoczy z dyskusją, to już w ogóle będę w niebie. Zachęcam. :D



10 komentarzy:

  1. Jak ja się cieszę że Calum wrócił. Szczerze jak napisalas że go usmiercisz to moje serce pękło. I nie przesadzam...moja myśl od była taka ze ta historia nie może się tak skończyć po prostu nie. Oni zasługują na szczęśliwe zakończenie z fajerwerkami :d dziękuję ślicznie za ten rozdział i czekam na epilog :-) i proszę nie łam mi serca :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam. :c A tak serio, to po dłuższym zastanowieniu pomyślałam, że nie wypada uśmiercać Cala w drugim ff, skoro już raz to zrobiłam. XD
      To ja dziękuję!

      Buziaki xx

      Usuń
  2. Ale się zdziwiłam jak mi się rozdział pokazał :) ale cieszę się że wróciłaś i skończysz to opowiadanie mam nadzieję że ze szczęśliwym zakończeniem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierz mi, ja też byłam zdziwiona, jak zupełnie przypadkowo zaczęłam pisać rozdział. ;) Tak, epilog będzie jednak szczęśliwy. ;)

      Usuń
  3. Po tamtej notce nie wchodziłam na bloga, bo wiem, że nie miało to sensu. Dzisiaj z ciekawości go włączyłam. Ależ to był szok.
    Jestem mile zaskoczony tym wszystkim. Cieszę się, że postanowiłaś go nie uśmiercać, bo Calum jest moim fav i byłam smutna z tego powodu haha
    Cieszę się, że postanowiłaś do nas wrócić. Pozdrawiam :)x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że coś cię tknęło do wejścia tu. :D Stwierdziłam, że stare zakończenie nie miałoby sensu, skoro je napisałam w tamtej notce, więc przemyślałam wszystko i mam lepszy pomysł na epilog. ;)
      Buziaki xoxo

      Usuń
  4. Tak się cieszę, że wróciłaś! :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Weszłam tu dziś trochę na przekór, nie spodziewając się rozdziału, a tu proszę jakie cudowne zaskoczenie!Niezmiernie ciszę się, że wróciłas :) Co do rozdziału, jak zwykle niesamowity, powiedz mi tylko jedno. Skąd pomysł na tak oryginalną inną od wszystkich opowieść? Interesujesz się historią, czy to po prostu pomysł na bloga? Pozdrawiam, Duśka ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że coś Cię podkusiło do sprawdzenia. :D
      Pytasz o motyw wojny? Ogólnie mam rozszerzoną historię do matury i chociaż historia ogółem mało mnie interesuje, to właśnie IIWŚ to najciekawsze tematy. A jeśli pytasz ogólnie o fabułę całości, to inspiracji trochę było, jednak lekkich i nie, jedną z nich nie był Grey. ;)
      Buziaki! xoxo

      Usuń
  6. Hej!
    Informuję, że ocena twojego bloga już zaczęła się pisać, ale nie sama. I nawet nie ze mną samą, gdyż – jeśli pozwolisz – wesprze mnie stażystka. Przy czym obiecuję, że praca jest wspólna (grupowa) i nad wszystkim trzymam pieczę. Bez obaw :) oczekuj oceny w kwietniu/maju :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Pamiętaj, że każdy komentarz to motywacja do dalszego (i - w moim przypadku - częstszego) pisania! Dlatego zostaw po sobie ślad. Ja się uśmiechnę, a Ty szybciej dostaniesz kolejny rozdział. Czyż to nie proste? ;)

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.