ROZDZIAŁ 13

Z dedykacją dla Sovbedlly ;)

Moi drodzy, najpierw kilka ważnych słów: rozdział oddaję wam od razu po skończeniu, a jako iż ostatnio nawala mi OpenOffice, może zawierać sporo literówek. Miejcie to na uwadze. Poprawki naniosę jak będę miała ferie.

•••


Drobne dłonie mamy ściskały mnie w pasie, podczas gdy ja ciężko oddychałam, wciąż nie mogąc uwierzyć w to, co właśnie miało miejsce. Kroki Caluma oddalały się coraz bardziej, a wraz z nimi czułam, jak oddala się coś jeszcze.
– Mamo – szepnęłam.
Cofnęłam się o krok i spojrzałam jej prosto w oczy. Ona też była zaskoczona zachowaniem Cala, widziałam to po niej. Lekko się odwróciłam. Calum już zszedł z pagórka, a ja czułam jak coś w środku mnie ściska się i wykręca.
– Kochanie, wracajmy do domu – cicho powiedziała mama.
Nie odpowiedziałam. Mogłam jedynie stać nieruchomo, z bijącym sercem, i patrzeć jak Calum oddala się coraz bardziej i bardziej. Słyszałam, jak mama cicho odmawia modlitwę nad grobami. Nie bacząc na to, że przerywam w nieodpowiednim momencie, podeszłam do niej i ujęłam jej twarz w obie dłonie.
– Przepraszam – szepnęłam i cofnęłam się o krok.
Spojrzałam na mamę po raz ostatni i uśmiechnęłam się lekko, a potem – bojąc się, że się rozmyślę – odwróciłam się i pobiegłam alejką w dół zbocza. Calum zbliżał się już do wyjścia z cmentarza, więc przyspieszyłam. Nawet jeśli mnie słyszał, nie odwrócił się, uparcie idąc w przód. Gdy byłam już wystarczająco blisko, przytuliłam się mocno do jego pleców, rękoma obejmując go w pasie. Zatrzymał się zaskoczony, ale nie wykonał więcej żadnego ruchu.
– Proszę, chcę wrócić z tobą – szepnęłam tak cicho, że przez kilka następnych minut zastanawiałam się, czy usłyszał, bo nic nie odpowiedział.
Potem nagle położył dłonie na moich i odsunął je od siebie. Lekko się obrócił i spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem, a następnie uniósł lekko głowę, patrząc do góry. Podążyłam za jego wzrokiem i moje serce ścisnęło się boleśnie na widok matki, patrzącej na nas z samej góry zbocza, tuż obok pomnika.
– Calum?
– Chodź – opowiedział chłodno i ruszył szybkim krokiem do wyjścia.
Przez całą drogę powrotną żadne z nas nie odezwało się ani słowem.


– Przebierz się w to co zawsze – powiedział, gdy tylko oboje wysiedliśmy z auta, a następnie, nawet na nie mnie czekając, zniknął w głębi domu.
Nie dziwiłam mu się. Byłam prawdopodobnie jedyną niewolnicą, jakiej pozwolił wrócić do starego życia, a z całą pewnością jedyną, jaka wróciła do niego z własnej nieprzymuszonej woli. Nie musiał się martwić, że ucieknę, więc nie było potrzeby, aby na mnie czekał. Powoli oddalałam się od auta, z każdym krokiem będąc bliżej otwartych drzwi, niemo zapraszających do środka. Gdy przechodziłam przez próg, poczułam się dziwnie. I chociaż wiedziałam, że przełomowym momentem w moich relacjach z Calumem był ten dzień w lesie, wchodząc do domu poczułam, że znowu coś się zmienia.
Zamknęłam za sobą drzwi i powoli wspięłam się po schodach na górę. Zatrzymałam się i spojrzałam w stronę sypialni Caluma. Drzwi były otwarte, a moim oczom ukazał się przedziwny widok, którego nie potrafiłam zinterpretować. Brunet stał do mnie tyłem, oparty łokciami o komodę; palcami mierzwił i przeczesywał włosy, mamrocząc coś pod nosem, a nagle wyprostował się i z gniewnym rykiem uderzył mocno zaciśniętą pięścią w ścianę. Wzdrygnęłam się, niemal czując jego ból, ale nie potrafiłam odwrócić oczu od niego. Oparł czoło o ścianę w miejscu, w które uderzył. Lewą dłoń opierał obok, a ta, która na pewno musiała go boleć, wisiała luźno przy jego boku.
Zasługiwał na prywatność, nie miałam prawa mu przeszkadzać, choćby samym patrzeniem, więc po cichu zaczęłam się oddalać do własnego pokoju. Mimo dość surowych warunków, polubiłam to pomieszczenie. Pchnęłam drzwi bez klamki i jeszcze raz spojrzałam w kierunku sypialni bruneta – wciąż stał w tej samej pozycji, jednak na zmianę zaciskał i prostował uderzoną dłoń. Weszłam do środka i od razu zdjęłam z siebie czarną koszulkę, jaką przyniósł mi rano.
Byłam zdezorientowana.
Nasze relacje były już na zupełnie innym poziomie i chyba dopiero na cmentarzu dotarło to do Caluma. Wyciągnęłam przed siebie ręce i spojrzałam smutno na trzymaną w dłoniach koszulkę. Miałam już pewność, że należała do mężczyzny, bo przez całą drogę towarzyszył mi intensywny zapach jego perfum. Próbowałam analizować jego zachowanie, cofałam się myślami w przeszłość i nie potrafiłam stwierdzić, czy zauważyłam wcześniej jakieś znaki, które by mi powiedziały o jego zamiarach. Ale najwyraźniej takich nie było. Pamiętałam, jak cudownie było zobaczyc mamę i pokazać jej, że żyję i właściwie nic mi nie jest. Jak cudownie było się do niej przytulić. Oraz jak zabolało mnie serce na widok jej takiej wychudzonej.
Zsunęłam z nóg spodnie i rzuciłam je na podłogę obok łóżka. Podobnie postąpiłam z bielizną, a potem, po raz kolejny spoglądając na koszulkę Caluma, ubrałam ją zamiast sukienki i zrezygnowana usiadłam na łóżku. Wtedy naszły mnie wątpliwości.
Czy aby na pewno postąpiłam dobrze, wracając z Calumem? Przecież go nie kochałam. Kupił mnie, traktował okropnie i dopiero niedawno zaczął się zachowywać jak człowiek. Było zbyt szybko. Co najwyżej mogłam go lubić. I lubiłam go. Ale nie kochałam – więc czemu to zrobiłam?
Nie miałam w domu wiele znajomych z moim wieku. Zawsze byłam samotna, wciąż w towarzystwie mamy. A on? Też nie miał tutaj łatwego życia, bez matki, z apodyktycznym ojcem, a później niemalże samotnie.
Z głośnym westchnieniem przechyliłam się do tyłu i opadłam plecami na miękki materac łóżka, ale ułamek sekundy później drzwi do mojego pokoiku otworzyły, a w środku pojawił się Calum. Wstałam, niepewna, co powinnam zrobić, ale zanim mogłam pomyśleć, jego twarz znalazła się tuż przed moją, a ręce mocno zacisnęły się na moich ramionach. Jego zawsze nieodgadnione, czasem łagodne, czekoladowe spojrzenie zmieniło się. Przemawiał przez niego gniew, właściwie nieuzasadniony i później domyśliłam się, że wywołany moją decyzją, która najzwyczajniej w świecie wytrąciła go z równowagi. Na jego policzkach widniały rumieńce złości, a on sam z głośnym sapnięciem popchnął mnie na łóżko. W ostatniej chwili wyciągnęłam przed siebie obie dłonie, co nieco zamortyzowało upadek na – miękki, ale jednak – mebel. Przekręciłam się na plecy i spojrzałam oburzona na młodego mężczyznę. Zdejmował właśnie spodnie i odrzucił je na ziemię, tuż obok moich ubrań.
Seks z nim nie był dla mnie już niczym dziwnym – w końcu działo się to prawie codziennie i przez pierwsze tygodnie wbrew mojej woli. Dopiero po jakimś czasie przestałam się brzydzić siebie, jego i tego, co robimy. Ale w tamtym momencie wiedziałam, czułam, że to nie będzie ten sam akt co zawsze. Nie chciałam, aby posiadł mnie w gniewie i złości, ale nic nie mogłam na to poradzić.
Odsunęłam się nieco do tyłu, ale na nic się to nie zdało – nie musiałam się bronić, sam wziąłby to, co chciał, ale mimo wszystko chciałam zachować jakieś resztki honoru. Calum pojawił się tuż obok, całkowicie już nagi i gwałtownym szarpnięciem przewrócił mnie na brzuch, aby następnie zacisnąć dłonie na moich biodrach i unieść je do góry. Jego czarna, duża koszulka, w której cały czas byłam, podwinęła się przez pozycję, w jakiej ustawił mnie Cal.
W momencie, gdy znalazł się we mnie, poczułam mocne uderzenie w prawy pośladek, chwilę później w lewy. Oba te miejsca zapiekły mnie, ale bałam się wydobyć z siebie choćby słaby dźwięk. Zacisnęłam mocno powieki, w głowie wracając myślami do pierwszych dni mojego pobytu w domu Caluma. Wtedy też robił ze mną różne rzeczy wbrew mojej woli. Złapałam mocno kołdrę, ściskając ją najmocniej, jak umiałam i starałam się nie myśleć o bólu, jaki wyrządzała mi osoba, która mimo wszystko stała się dla mnie ważna.
O bólu fizycznym.
A jeszcze bardziej o psychicznym.
Po moich policzkach bezgłośnie spływały łzy, gdy Calum całym ciężarem ciała opadł na mnie, wgniatając w materac – tak, że dobrze poczułam deski łóżka, znajdujące się pod nim. Chwilę później wstał.
– Czy naprawdę tego potrzebujesz do szczęścia? – zapytał i nie czekając na moją odpowiedź, wyszedł, zostawiając mnie samą, obolałą i zapłakaną, z jego nasieniem we mnie i zapachem, wciąż utrzymującym się w powietrzu.


Obudził mnie głośny płacz, jaki nagle rozniósł się po całym domu. Przez chwilę nie wiedziałam, gdzie się znajduję, ale chwilę później przypomniałam sobie całą sytuację sprzed kilku godzin, zanim zasnęłam. Przestraszona, że Calum nie wyładował całej złości na mnie i teraz atakuje małą Chloe, poderwałam się z łóżka, gotowa biec dziewczynce na pomoc. Zakręciło mi się w głowie i upadłam na kolana. Po kilku głębokich wdechach byłam w stanie się podnieść i szybko wyszłam z pokoju, jednocześnie naciągając czarny materiał koszulki w dół.
Na korytarzu było słychać głośne przekrzykiwanie się dwóch głębokich, ewidentnie męskich głosów, a po chwili tupot małych stóp na schodach. Moim oczom ukazała się zapłakana Chloe, która od razu podbiegła i przytuliła się do moich nóg.
– Chloe, kochanie, co się stało?
W odpowiedzi jedynie zapłakała głośniej.
– Czy Calum cię skrzywdził?
Nie mogłam się powstrzymać przed zadaniem tego pytania, chociaż doskonale wiedziałam, że jego stosunek do małej blondynki jest zupełnie inny niż do mnie i jej nigdy w życiu by nie skrzywdził. Chloe pokręciła przecząco głową i złapała mnie za dłoń.
– Zejdziemy na dół? – zapytałam łagodnie.
– Dobrze – odezwała się cichutko.
Powoli i ostrożnie zeszłyśmy obie na dół, gdzie podniesione głosy rozbrzmiewały dwa razy głośniej. Ciężkie drzwi od salonu były otwarte i to właśnie je wskazała mi palcem blondynka. Podeszłyśmy do nich obie.
Na kanapie siedział całkiem młody mężczyzna – na moje oko miał nie więcej niż trzydzieści-pięć lat. Na mój widok w jego oczy rozbłysły, a mnie przeszył dreszcz od spojrzenia, jakim mnie obrzucił. Długie, kręcone i brązowe włosy sięgały mu do ramion, a w dłoni trzymał szklankę z bursztynowym płynem. Naprzeciw niego stał Calum – ubrany w szare spodnie dresowe i pomiętą, białą koszulkę.
Na widok Chloe, obejmującej małymi rączkami moją dłoń i lekko się za mną chowającej, na twarzy nieznajomego pojawił się grymas złości.
– Ten bachor miał iść na górę, do kurwy! – krzyknął.
– Przestań – odpowiedział mu spokojnie Calum. – Chloe, kochanie... Proszę cię, idź na górę i poczekaj tam na mnie, dobrze? Przyjdę, jak tylko załatwię sprawę z Harrym.
Więc to jest ten Harry. Harry, o którym Chloe mi mówiła, że go nie lubi i boi się go.
I wcale, a wcale się jej nie dziwiłam. Stałam w drzwiach, niepewna co robić, wciąż obolała po wcześniejszych wydarzeniach. W tamtym momencie marzyłam tylko o tym, aby wziąć tabletkę przeciwbólową i położyć się spać. Chloe mocniej ścisnęła moją dłoń i cofnęła się o krok.
– Daisy, idź z nią – rozkazał Cal.
Zdążyłam jedynie kiwnąć głową, gdy głosem nie znoszącym sprzeciwu odezwał się Harry:
– Niech zostanie. Chcę ją obejrzeć.
– Nie ma mowy – odparł pewnie Calum, nie wahając się ani przez sekundę.
Zrobiło mi się cieplej na sercu, ale zaraz potem w mojej głowie pojawiła się ponura myśl – lubi cię pieprzyć, nie lubi się dzielić. Wzdrygnęłam się ledwo zauważalnie.
– Idźcie na górę! – huknął, wytrącony z równowagi brunet.
– Spokojnie, Hood – zaśmiał się gość. Dopiero wtedy zorientowałam się, że nigdy tak naprawdę Calum mi się nie przedstawił. Nie znałam jego nazwiska, znałam jedynie imię. – Chyba nie muszę ci przypominać, że każda z twoich niewolnic to w rezultacie moja niewolnica. Odsyłasz mi każdą – rzucił z paskudnym uśmiechem. – Zawsze ci się nudzą i zawsze oddajesz je mi.
Powiedział to z taką pewnością siebie, że po prostu mu uwierzyłam.
Nagle pomyślałam, że Calum pozwolił mi odejść właśnie z tego powodu. Że znudził się mną, a wcale nie chciał, aby przejął mnie Harry. Wolał puścić mnie wolno.
Mimo tych wszystkich chwil, gdy pragnęłam, aby przestał robić to, co mi robił, aby zostawił mnie w spokoju, aby pozwolił mi wrócić do mamy – mimo tego wszystkiego, w momencie gdy przestałam się opierać, polubiłam wszystko.
To, jak się do mnie zwracał – czasem ostro, czasem niegrzecznie – to, jak mnie dotykał, jak delikatnie muskał mój brzuch i piersi i jak mocno zaciskał palce na moich biodrach. Uwielbiałam czuć jego usta na sobie.
Kochałam to i nienawidziłam jednocześnie. Byłam skrajnie rozbita. I kochałam to uczucie, ale też nienawidziłam. Tak samo, jak lubiłam Caluma, ale z początku czułam do niego obrzydzenie – zanim bardziej go poznałam. W życiu nic nie jest proste. Zwłaszcza w moim.
Po słowach Harry'ego, Cal spojrzał na mnie z dziwnym wyrazem twarzy.
– Jak mogłeś – wyszeptałam. – Jak mogłeś, po tym co zrobiłam...?
Mój głos załamał się pod koniec, a z oczy wypłynęły kolejne łzy, chociaż myślałam, że przed zaśnięciem wypłakałam wszystkie. Kręciłam powoli głową, patrząc mu prosto w oczy, a następnie cofnęłam się o krok i o kolejny.
– Nigdzie z nim nie pojadę – dodałam jeszcze ciszej.
A potem wyszłam z salonu, ciągnąc za sobą Chloe. Gdy byłam w odległości metra od schodów, zatrzymały mnie słowa Caluma, które dotarły do mnie nieco przytłumione grubymi ścianami:
– Myśl sobie, co tylko chcesz, ale ta dziewczyna jest dla mnie ważna i nie mam zamiaru nikomu jej oddawać, a już na pewno nie tobie. Więc zabieraj swoje dupsko z mojej kanapy i wracaj do Londynu. W moim domu nie masz już czego szukać.
W salonie zapadła cisza, a ja – zszokowana tym, co właśnie usłyszałam – wbiegłam po schodach na górę.
Nie wiedziałam, co mam o tym wszystkim myśleć.


Nie potrafiłam opisać sama sobie, jak czułam się, leżąc na łóżku w moim pokoju, na łóżku, na którym przydarzyła mi się nie raz krzywda i na łóżku, na którym doszło rano do czegoś, co nie było ani przeze mnie chciane, ani przyjemne.
Ten materac po raz kolejny wchłaniał moje łzy, które teraz wypływały z jeszcze większą mocą. Szlochałam głośno, nie potrafiąc się uspokoić. Po kilku minutach usłyszałam cichutkie pociągnięcie nosem i spojrzałam w stronę drzwi, gdzie stała Chloe, nieśmiało przestępując z nogi na nogę.
– Mogę się przytulić? – zapytała, ale ja nie miałam nawet siły, aby jej odpowiedzieć.
Kiwnęłam twierdząco głową, a blondyneczka szybko wdrapała się na łóżko i położyła obok mnie, wtulając głowę między moje piersi. Ona – w przeciwieństwie do mnie – nieco się uspokoiła. Prawdopodobnie była jedynie wystraszona tym, że ktoś podniósł na nią głos.
W mojej głowie wciąż i na zmianę rozbrzmiewały dwa zdania:
Czy naprawdę tego potrzebujesz do szczęścia?”
Myśl sobie, co tylko chcesz, ale ta dziewczyna jest dla mnie ważna i nie mam zamiaru nikomu jej oddawać”.
Calum – musiałam to przyznać – był dziwnym człowiekiem, pełnym kontrastów. Potrafił w ciągu sekundy zmienić nastawienie, swój nastrój i humor. W jednej chwili żartował, w drugiej był śmiertelnie poważny – a ja często przy nim czułam się niepewna. Nigdy nie wiedziałam, co mógłby zrobić, bo był zdolny do wszystkiego.
Mocniej przytuliłam Chloe, starając się powstrzymać szloch. Do naszych uszu dobiegł bardzo głośny trzask drzwi.
– Już poszedł – szepnęła Chloe. – Pan Harry poszedł.
W odpowiedzi jedynie pociągnęłam nosem.
– Nie płacz, Daisy. Daisy, kocham cię, nie płacz.
Dziewczynka chciała dobrze – wiedziałam o tym doskonale – ale mimo wszystko wybuchłam jeszcze większym płaczem. Pod wpływem silnych i – tym razem – bardzo pozytywnych uczuć. Uśmiechnęłam się przez łzy i cmoknęłam małą w sam środek czoła. Zachichotała.
– Ja ciebie też kocham, słońce – odpowiedziałam szeptem.
– Więc czemu teraz płaczesz bardziej? – zapytała smutnym, dziecięcym głosikiem.
– To ze szczęścia, kochanie.
Posłała mi uśmiech.
Przez kilkadziesiąt minut leżałyśmy wtulone w siebie nawzajem, obie cichutko pociągając nosem i wycierając ukradkiem łzy. Mała zasnęła, a ja też już byłam spokojniejsza. W pewnym momencie usłyszałam skrzypnięcie podłogi tuż obok pokoju. Zesztywniałam, bo doskonale wiedziałam, kto stoi za drzwiami. Byłam zraniona – właściwie podwójnie tego dnia. Fizycznie i psychicznie. I naprawdę nie miałam ochoty nawet go widzieć – chociaż, jakby nie patrzeć, to ja byłam w jego domu, właściwie na własne życzenie, a nie na odwrót. Zacisnęłam powieki, prosząc Boga, aby sprawił, że mężczyzna odejdzie i zostawi mnie póki co w spokoju.
Poczułam lekki podmuch powietrza, jaki zawsze towarzyszy ruchowi, na następnie materac nieco ugiął się pod ciężarem Caluma. Razem z Chloe zajmowałyśmy zaledwie połowę łóżka, więc brunet bez problemu się zmieścił. Położył się za mną i delikatnie objął mnie w pasie, przytulając się. Spięłam się, co zapewne zauważył. Ostrożnie zaczął masować moje ramię.
– Przepraszam – szepnął w moje włosy. – Tak bardzo cię przepraszam...
Nie chciałam tego słuchać, ale nie miałam wyjścia.
– Przepraszam, przepraszam, cholera, tak bardzo przepraszam – powtarzał. – Jeszcze nigdy nie lubiłem kogoś tak bardzo, jak ciebie, Stokrotko.
Myśl sobie, co tylko chcesz, ale ta dziewczyna jest dla mnie ważna i nie mam zamiaru nikomu jej oddawać”.
Miałam mętlik w głowie, a on wciąż powtarzał: przepraszam.
– Daisy? – zapytał nagle szeptem.
Jego głos załamał się, a on pociągnął nosem dokładnie tak, jak ja pociągałam przez większość tego dnia.
On płakał.
I żałował. Tego, co mi zrobił.
A ja chyba polubiłam go za mocno.
I też nie żałowałam.
Tak?, zapytałam bezgłośnie. Nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa. Gardło bolało mnie od długiego płaczu. Dłonią delikatnie zjechał aż na moje biodro. Nieco się rozluźniłam, chociaż wciąż bałam się tego nieobliczalnego człowieka.
– Skrzywdziłem cię, wiem. Ale żałuję. Bardzo. Dopiero, gdy Harry zasugerował, że mu cię oddam, zrozumiałem, jak cholernie źle się zachowałem rano. Wybaczysz mi kiedyś? Przyjmiesz przeprosiny?
– Już przyjęłam – wykrztusiłam z trudem.
Czułam, jak odetchnął za mną z ulgą.
– Stałaś się dla mnie ważna – mówił. – Naprawdę jest mi przykro, że tak cię potraktowałem, ja po prostu nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego chciałaś ze mną wrócić po tym wszystkim, co ci robiłem, jak cię traktowałem. Dałem ci możliwość powrotu do domu, do mamy, a ty wolałaś mnie. To było dla mnie za wiele, kochanie.
Kochanie. Moje serce zabiło mocniej.
– Ten wypadek rano... Było we mnie za dużo emocji. Naprawdę prze...
– Przestań – szepnęłam. – Nie przepraszaj.
Wciąż byłam po tym obolała i podejrzewałam, że następnego dnia wcale nie będzie lepiej, ale byłam skłonna mu wybaczyć. Miałam łagodne uosobienie, szybko przyjmowałam przeprosiny, jeśli ktoś bardzo i szczerze żałował.
– Będę ostrożniejszy, obiecuję.
Kiwnęłam lekko głową.
– Dziękuję – powiedział. – Za to, że wróciłaś. To naprawdę wiele dla mnie znaczy.
Już całkowicie się rozluźniłam, a on, czując to, przytulił mnie mocniej. Zasnęliśmy w trójkę – ja, Chloe i Calum. Rano, gdy otworzyłam oczy, ujrzałam umięśniony brzuch. W nocy przekręciłam się i spałam na jego piersi. Gdy uniosłam głowę i spojrzałam na jego twarz, napotkałam czekoladowe tęczówki.
– Dzień dobry – szepnął.
Te dwa słowa dały mi nadzieję na lepsze jutro.




Okay, więc po kolei: 
♦ miał być dłuższy, ale nie wyszło; mimo to jest w nim wszystko co powinno, a nawet więcej, niż planowałam [pod względem treści, nie liczby słów] – uwierzycie, że ma (tylko) równo 2999 słów? xd
♦ zapraszam na DEADLINE, gdzie jest świeżutki rozdział; to moje nowe fanfiction o Calumie, będzie króciutkie i mam prawie całe skończone [zdradzę, że do pełni szczęścia brakuje mi dwóch rozdziałów i poprawki epilogu]; jest tam Calum w garniaku, więc nie możecie tego przegapić!
♦ jeśli macie pytania, zapraszam na aska > ask.fm/konekoxx
KOMENTUJCIE! :3

NOWY ROZDZIAŁ DOPIERO NA KONIEC KWIETNIA!

To właściwie nie podlega dyskusji, więc nawet nie próbujcie. Mam ferie dopiero za tydzień i mam zamiar wykorzystać je maksymalnie, jak się da, pod każdym względem, więc może coś będę pisać, chociaż wolałabym odpocząć od szkoły. Amen. [Czekają mnie dwa tygodnie z Panem Tadeuszem, tak na marginesie, więc sama myśl sprawia, że nie mam ochoty na nic...]

48 komentarzy:

  1. Fajnie fajnie, co kurwa? Koniec kwietnia?! Chyba sobie żartujesz... Z jednej strony rozumiem twoją sytuacje z drugiej jestem wściekła xd
    Nie do końca tego się spodziewałam po rozdziale ale jest mega. Serio. Droczysz się ze mną wprowadzając wątki typu 'zły calum' no ale przecież ta postać nie ma być idealna. Jakby od razu się diametralnie zmienił byłoby nudno. Jeśli rozwiniesz to opowiadanie o dodatkowe wątki- 'praca' Cala, będzie ciekawej. Mam nadzieje, że rozdziałów wyjdzie więcej niż 30-40. Wprowadź więcej adrenaliny. Ja tu chce oklepanego tematu- Calum ma kłopoty z nieodpowiednimi ludźmi, ratuje stokrotke przed śmiercią z tego powodu ble ble ble xd
    Niech on się w końcu naprawdę w niej zakocha (pewnie już do tego dążysz). Jestem zadowolona i oczywiście mam niedosyt. Weny kobieto i czasu! Czyżby human wzywał Pana Tadeusza? Biol-chem pozdrawia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Eh a ja poprostu dziękuję ze miałaś czas wstawić ten rozdział I że piszesz takiego wyczepistego fanfika. Powodzenia w szkole i udanych ferii☺ do zo w kwietniu!

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się że wreszcie dodałaś ten rozdział. Co mogę na jego temat? Wow tego się nie spodziewałam... Zaskoczyłaś mnie i to bardzo. No cóż znów będę czekać na następny rozdział aż do tego kwietnia... Życzę dużo weny,czasu i udanych ferii, które dla mnie też dopiero będą się zaczynały �� Pozdrawiam fanka Sprzedanej

    OdpowiedzUsuń
  4. Oby było tak, jak mówi, i jej nie odda za nic w świecie :o

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj!
    Na początek chciałam Ci podziękować za dedykację. Jest mi bardzo miło! :)
    Trzynasty rozdział jest bardzo zmienny - na plus oczywiście. Cloe wydaje mi się być taka słodka! Już myślałam, że Daisy wróci do matki, a Ty nagle odwróciłaś całą sytuację o 180 stopni i pozwoliłaś, by Daisy poszła za Calumem. Te jakże zmienne okoliczności sprawiają, iż czuję pozytywne zaskoczenie i wielką ciekawość, co będzie dalej. Cy Daisy decyduje się być z Calumem na dłuższy okres czasu? Czternasty rozdział. Jejku. Jak to zleciało :) Będę cierpliwie czekała.
    Pozdrawiam!
    Sovbedlly

    OdpowiedzUsuń
  6. Zachowanie Caluma totalnie wypędziło mnie z tropu. On chyba sam nie jest pewien czego tak naprawdę chce i oczekuje od Daisy. Chociaż ja tu widzę piękną, młodą rodzinkę. A moment, w którym cała trójka zasnęła na kanapie rozłożył mnie. Prawie się wzruszyłam, to było takie kochane, że o ja..
    W prawdzie sama nie wiem co mam napisać w tym komentarzu, nie mam się do czego przyczepić, albo to ze zmęczenia i nawet nie wyłapałam żadnych rażących błędów.
    Prawie maj?...................................... Eh, rozumiem Cię, więc co ja tutaj będę pisać. Czekam z niecierpliwością. Do niebawem!

    OdpowiedzUsuń
  7. jacie kocham ten rozdział :)
    zapraszam na mojego bloga. Dopiero zaczynam , więc wiecie... :* http://thehannahistory.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  8. ze co...... dopiero na koniec kwietnia? serio? :|

    OdpowiedzUsuń
  9. Calumi jak zawsze zapomniała skomentować i z pięciodniowym opóźnieniem wreszcie przybywa skomentować rozdział.
    Co tu dużo mówić, rozdział jest zaskakujący i jeden z tych dzięki którym chce się już kolejną dawkę rozdziałów.
    "Zatrzymał się zaskoczony, ale nie wykonał więcej żadnego ruchu.
    – Proszę, chcę wrócić z tobą – szepnęłam tak cicho, że przez kilka następnych minut zastanawiałam się, czy usłyszał, bo nic nie odpowiedział." to moje serce zatrzymało się na kilka sekund. Wielki uśmiech wystąpił wtedy na mojej twarzy, ale oczywiście zniknął, kiedy Calum zaczął zachowywać się jak jeden wielki chuj.
    Scenę niechcianego seksu, idealnie opisałaś. Po raz pierwszy podczas czytania opisów takich sytuacji, nie czułam obrzydzenia. Wielki plus za to.
    Postać pana Harrego mnie przeraża. Nie lubię gościa, serio.
    "– Myśl sobie, co tylko chcesz, ale ta dziewczyna jest dla mnie ważna i nie mam zamiaru nikomu jej oddawać, a już na pewno nie tobie. Więc zabieraj swoje dupsko z mojej kanapy i wracaj do Londynu. W moim domu nie masz już czego szukać." Calum ♥
    Końcówka to moje życie >>>
    Jestem tak bardzo ciekawa dalszych losów Daisy i Cala, że normalnie nie mogę usiedzieć tu spokojnie. Mam cichą nadzieję, że dasz radę napisać nam wcześniej kolejny rozdział i pojawi się on niebawem!
    Do kolejnego ♥

    OdpowiedzUsuń
  10. Omg, kocham to ff, kocham ten rozdział i nie pozostaje mi juz nic innego niż czekać do kwietnia;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudo *-* jesteś najlepsza! !!

    OdpowiedzUsuń
  12. To jest niesamowite. Zakochałam się w tym *-* czekam na kolejny rozdział... tylko szkoda że tak późno go dodasz... Ale nic rozumiem cię ja też teraz dopiero zaczynam ferie :) życzę udanych ferii i duużo weny oraz oczywiście czasu na pisanie :P pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Cudo! Najbardziej podobał mi się moment, w którym Calum przepraszał Daisy to było takie KAWAI :3 Czekam na więcej :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Niesamowite. Zaczelam czytac niedawno i nie moge uwierzyć! Pelna podziwu jestem dla ciebie. Jak ty świetnie piszesz.

    OdpowiedzUsuń
  15. Rozdział jest cudowny. Na prawdę nie wierzę w to co się stało. Ja wraz z koleżanką gadałyśmy dużo o 13 i myślałyśmy, że Ona do niego nie wróci, a szkoda gadać. Będę czekać na rozdział tak długo jak tylko będzie trzeba :*. Do następnego i bardzo serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak Ty to robisz? Masz takie cudowne opowiadanie. Aż boje się pomyśleć co będę czytała jak w końcu dobiegnie końca :(, ale mam nadzieje, że to jeszcze nie nastąpi. Czekam do następnego :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie potrafię przestać się uśmiechać kiedy czytam ten rozdział jest taki uczuciowy. Czekam do następnego :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Jeju ten rozdział jest genialny wiesz jak się popłakałam?? Calum na początku zrobił źle , ale potem to naprawił to było takie piękne :*

    OdpowiedzUsuń
  19. Trafiłam tu przypadkiem i zostałam na dłużej. Przeczytałam wszystkie rozdziały i czekam na więcej.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja czekam na kolejny rozdział! Naprawdę czytanie Twoich opowiadań (a tego szczególnie) sprawia mi wielką frajdę. Nie mogę doczekać się następnego :c

    OdpowiedzUsuń
  21. Uwielbiam tą historię, jak zresztą każdą twoją. Wiem, że się powtarzam, ale serio cię podziwiam. Rozdział oczywiście wspaniały, nigdy nie napisałaś rozdziały który byłby zły, albo nudny *.*
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  22. Boże kocham tego bloga ! ♥♡♥
    Zaczęłam go niedawno czytać , i już jestem uzależniona *-* *-*
    Rozdział --- Cud, miód i jednorożce ♥♡ Po prostu mega :* :* A co do nexta ... boje się .. chyba ..
    No nic czekam <3

    OdpowiedzUsuń
  23. Aww! To takie urocze ;3 super się czytało rozdział. Nie mogę się doczekać :*

    OdpowiedzUsuń
  24. Jak mogłaś tak pomyśleć? Pomimo to, że nie było BUM-u to i tak skacze pod sufit z radości bo pojawił się kolejny rozdział i nie jestem w żaden sposób rozczarowana:)
    Ten rozdział jest TAKI SUUUPER, i ogólnie to nie umiem go opisać to po prostu jest AWW

    OdpowiedzUsuń
  25. Dawno nie czytałam tak dobrze rozbudowanych opisów, naturalnych dialogów i niebanalnej, pięknej historii. 5SOS powinno być dumne, że ma w swojej familii tak cudowną osobę. :-)
    Pozdrawiam, całuję i ściskam, jak zwykle przepraszam za spóźnienie.
    xx

    OdpowiedzUsuń
  26. Obiecuję, że wrócę z treściwym komentarzem jutro, bo dziś jak zwykle nie mam na nic czasu, piszę z telefonu, ale przeczytałam rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  27. Ten rozdział jest naprawdę niesamowity!!!Czuję jak od środka zżera mnie ciekawość; co będzie w następnym?+Dzisiaj uświadomiłam sobie, że jestem uzależniana od tego FF, bo w oczekiwaniu na następny rozdział weszłam na tę stronę kilkanaście razy...i może, dlatego tak straaasznie się cieszę:)

    OdpowiedzUsuń
  28. Super, czekam z niecierpliwością na następny :) ♡

    OdpowiedzUsuń
  29. Kochamm to opowiadanie i czekam na dalszą akcje❤jejuuuupisz bo nie mogęsie doczekać. Bosko. Czekam z niecierpliwością

    OdpowiedzUsuń
  30. Kocham ,kocham i kocham. Chcę już nn, ale bez pośpiechu :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Rozdział wspaniały, co zresztą jest wiadome ( w końcu ty go pisałaś ):) Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  32. Uwielbiam twój styl pisania, twoje opowiadania i wgl <333
    Czekam na rozwój wydarzeń,

    OdpowiedzUsuń
  33. Cudownie! Kocham ten blog !

    OdpowiedzUsuń
  34. Z pewnością pisała to jedna i ta sama osoba. W tak krótkim odstępie czasowym? Ktoś chce nabić Ci licznik, abyś wstawiła nowy rozdział, Koneko :D

    OdpowiedzUsuń
  35. Mam usprawiedliwienie, bo mój szanowny blogger nie pokazał mi nowego rozdziału, a ja ostatnio mam zbyt wiele na głowie, aby sama wejść na bloga i zobaczyć czy się już pojawił. Co do tego rozdziału...ech jest epicki. Jak każdy zresztą. Calum nieco się otworzył, jednak liczę na więcej. Jeszcze nigdy, w żadnym innym fanfiction nie pokochałam tak bardzo dziecka jak tutaj. Postać Chloe jest stworzona niesamowicie. Piękny szablon!

    OdpowiedzUsuń
  36. Jesteś najlepsza !!! :D juz nie mogę się doczekać nexta !! *-*

    OdpowiedzUsuń
  37. Hej!
    Zaczęłam czytać twojego bloga z ciekawości. Uważałam, że piszesz kolejny nudny ff z scenami, a wszystkie hot12 będą się nim jarać, ale nie, zmieniłam swoje zdanie.
    Chyba jako jedyna nie czekam na scenki. Podoba mi się fabuła, bo przyznam, że jest ciekawa. Nie spotkałam się z takim blogiem. Podoba mi się twój styl pisania, a musisz wiedzieć, że rzadko komu om tym mówię.
    Wow! Ponad 50 komentarzy. Ja też tak chce, no, hahah.
    Nadrobiłam rozdziały w jeden dzień. Możecie być dumni.
    Cóż, ja zmykam do nauki i życzę weny.
    Do następnego.
    Buziaczki <3

    OdpowiedzUsuń
  38. Świetne opowiadanie
    Może napisałabyś jak Daisy nie chce czegoś zrobić albo robi coś źle i Calum ją kara

    OdpowiedzUsuń
  39. A więc zaczynam pisać;) Już nie mogę się doczekać aż dodać nowy rozdział i jestem bardzo ciekawa co w nim będzie. Długo czekam i czytam "Sprzedaną" chyba ósmy raz, ale za każdym razem jest co raz bardziej ciekawsze. Piszesz tak cudownie, że czuję się jakbym to ja stałam i była na miejscu Daisy. Zdradzę ci pewien sekret i proszę nie obraź się, ale to ja zostawiłam ci te 30 komentarzy od Anonima. Głupio mi, ale nie mogłam się powstrzymać. Czasami tak mam. Moja ciekawość czasami jest nie znośna i dobrze o tym wiem, ale gdy napisałaś że pod 13 rozdziałem jest mało komentarzy i prosisz o więcej zrobiło mi się smutno. Tak wiem upadłam na głowę, ale plan był zupełnie inny. Miałam dać jeden komentarz na 15 minut, a wyszło 15 w 10 minut. Wiem, że pod tym rozdziałem mam już komentarzy kilka, ale ten postanowiłam dodać od serca. Koneko piszesz cudownie i jesteś jedną z moich trzech ulubionych pisarek o 5sos. Nie załamuj się złymi komami chociaż wątpię, że takie masz. Ten rozdział był piękny i wzruszający. Więc bardzo mocno i niecierpliwie czekam na nowy <3 Wiem, że masz maturę i życzę ci żebyś napisała ją na 100% i jak masz zamiar iść na studia to życzę dostania się do najlepszej uczelni jaką sobie wymarzysz. Upss trochę się rozpisałam i zboczyłam z tematu, ale mniejsza z tym. Bardzo mocno pozdrawiam cię i życzę weny do dalszego pisania :)

    Ps. Przepraszam za te komentarze anonimowe

    Skylar<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam za błędy, ale jestem zmęczona :)

      Usuń
    2. Nie trudno się było zorientować, od kogo były komentarze. ;)
      Rozumiem, czym się kierowałaś, ale tu nie chodzi o cyferki, tylko o opinię, a im więcej różnych opinii, tym lepiej wiem, co poprawić (a tu jak na złość, wszyscy mi słodzą i nikt się do niczego nie przyczepia ;_;).
      Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałabym skończyć już to opowiadanie. Kocham je całym serduszkiem i uwielbiam czytać Wasze komentarze, ale strasznie nie lubię, gdy coś trwa tak długo. Chciałabym skończyć Sprzedaną jak najszybciej, żeby w przyszłym (nie tym ;p) roku (szkolnym, ofc) skupić się tylko na maturze i w wolnych chwilach na Angel. Niestety, czas nie jest dla mnie przychylny i ostatnio z tygodnia na tydzień mam coraz mniej czasu na pisanie. To bardzo irytujące ;______;
      No nic, dziękuję za komentarz i (mam nadzieję ;p) do zobaczenia pod czternastką, która (mam jeszcze większą nadzieję) pojawi się niebawem. ;)
      Pozdrawiam, K.

      Usuń
    3. Ale tutaj nie ma do czego się przyczepić ;) Gdybym miała uwierz napisałabym to.

      Usuń
  40. Twoje opowiadania są niesamowite. Gdy się zacznie je czytać to ciągle chce się więcej i więcej. Zawsze po przeczytaniu twojego rozdziału niecierpliwię się, bo chcę następny. Mówią że dobre komentarze tylko wpędzają autora w samouwielbienie i chciałabym się do czegoś przyczepić. No i właśnie tu się zaczynają schody. Tu nie ma się do czego przyczepić. Chciałabym,ale nie mogę. Czekam na kolejny rozdział (14) i pozdrawiam, a także życzę ci dużo dużo weny i czasu na pisanie dla nas tego wspaniałego ff.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego wszyscy mi słodzicie? ;ccc
      Musi być coś, do czego można się przyczepić! ;P

      Pozdrawiam, K.

      Usuń
    2. Przyczepię się do tego że tutaj nie ma się do czego przyczepić ;)

      Usuń
  41. Ja się przyczepię do tego, że nie traktujesz swoich czytelników poważnie... Jeżeli się czegoś podjęłaś to powinnaś to kontynuować regularnie.. a nie jak ci się spodoba... "a jestem Koneko raz dodam rozdział po dwóch tygodniach, potem w lutym, a następnym razem obiecam że będzie w kwietniu ale jestem zołzą i dodam w sierpniu" ogarnij się troszeczkę..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz... Moje rozdziały nie mają po 200 słów, żebym miała je publikować codziennie (to to przecież regularnie). To, że się nie wyrabiam, bo mam życie poza pisaniem nie znaczy od razu, że nie traktuję moich Czytelników poważnie. To trochę nie fair, że z góry zakładasz, że rozdział dodam w sierpniu, skoro mamy dopiero 2 maja, a ja spóźniam się z nim zaledwie kilka dni. A już w ogóle przemilczę nazwanie mnie zołzą, bo tak naprawdę wcale mnie nie znasz, a już na pewno nie wiesz, jaka jestem. Z naszej dwójki to chyba Ty powinnaś się ogarnąć :)
      Ja przynajmniej mam tyle przyzwoitości, aby się podpisać, czy dodać komentarz z konta, nie anonimowo. :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  42. właśnie widzę jak się spóźniasz zaledwie kilka dni..

    OdpowiedzUsuń

Pamiętaj, że każdy komentarz to motywacja do dalszego (i - w moim przypadku - częstszego) pisania! Dlatego zostaw po sobie ślad. Ja się uśmiechnę, a Ty szybciej dostaniesz kolejny rozdział. Czyż to nie proste? ;)

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.