ROZDZIAŁ 11

Jak możecie zauważyć, Sprzedana ma nowy szablon, za który serdecznie dziękuję mojej kochanej Calumi, która nie dość, że wykonała takie cudo, to jeszcze zrobiła to w tempie ekspresowym. Dziękuję! W dodatku w ciągu ostatnich dni tyle dla mnie zrobiłaś, że będę Ci wdzięczna jeszcze długodługodługo. Zwłaszcza za motywację, gdy narzekałam na ten rozdział i traciłam nadzieję, że uda mi się go skończyć. Chciałabym Ci zadedykować ten rozdział. Nie lubię go, ale jest bardzo ważny jeśli chodzi o resztę fabuły. Być może nawet przełomowy. Więc... DLA CIEBIE, CALUMI ♥ 
OBRAZEK ODNIESIE CIĘ DO PODKŁADU MUZYCZNEGO NA TEN ROZDZIAŁ
(c) Calumi


Przepraszam za ewentualne literówki, ale nie mam teraz czasu, aby go dokładnie sprawdzić, a bardzo chciałam go wam w końcu dodać. Calumi zaproponowała, że sprawdzi, ale i tak zrobiła dla mnie zbyt dużo, żebym miała na nią jeszcze zrzucić sprawdzenie tych pięciu tysięcy słów. Wszystko poprawię przy najbliższej okazji, obiecuję!


Przez dwa miesiące zdążyłam przywyknąć do wielu rzeczy. Do mojego nowego, skromnie urządzonego pokoju; do wszystkich takich samych sukienek, które miały jedynie inne kolory; do posiłków o konkretnych godzinach; do tego, że musiałam być gotowa na zawołanie; że byłam zmuszana do robienia nieetycznych rzeczy – do rozkładania nóg dla czyjejś przyjemności... Przywykłam do samego Caluma. Poznałam jego ludzką twarz – miał ją, chociaż rzadko pokazywał. W głębi duszy był inny, wiedziałam to, czułam. Bywały dni, gdy całymi dniami siedzieliśmy w pokoju muzycznym, salonie czy nawet bibliotece, rozmawiając, dyskutując a zdarzało się nawet, że tylko milcząc. Przywykłam do jego obecności.
Powoli zaczynaliśmy sobie ufać. Bo jak nie ufać osobie, z którą spędza się całe dnie przez dwa miesiące? Dlatego wcale nie zdziwiłam się, gdy tego dnia przyszedł do salonu, gdzie aktualnie przebywałam i oznajmił z błyskiem w oku:
– Stokrotko, masz ochotę na spacer?
I chociaż nie było to nic takiego, moje serce zabiło mocniej. W końcu od dwóch miesięcy nie czułam na sobie promieni słońca, nie licząc tych wpadających przez okno. Nie mogłam zamknąć oczu i wystawić twarzy do nieba, nie mogłam poczuć na skórze lekkiego powiewu wiatru.
Calum musiał wyczytać to z mojej twarzy, bo na jego pojawiły się dwa sprzeczne uczucia: radość, że jego propozycja mi się spodobała i wstyd, bo zamknął mnie w dworku na całe miesiące.
– Bardzo bym chciała wyjść – odpowiedziałam nieśmiało.
Uśmiechnął się i wyciągnął w moją stronę dłoń. Odłożyłam na mały stolik książkę, którą do tej pory czytałam i włożyłam dłoń w jego, a on zacisnął swoje palce na moich i pomógł mi wstać. Splótł je i pociągnął mnie w stronę wyjścia.
– Wszystko jest już gotowe – oznajmił z entuzjazmem.
Co było gotowe? Nie zapytałam, nie chciałam psuć niespodzianki. Calum ostatnio był zupełnie inny w ciągu dnia i wtedy, gdy nie myślał tylko i wyłącznie o seksie. Zaś gdy znajdowaliśmy się w mojej lub jego sypialni – zmieniał się nie do poznania. Dominował. Sprawiał, że czułam się mała, krucha, drobna i bezbronna. Musiałam mu się poddawać, rządził mną, mówił co mam robić, pozwalał krzyczeć lub zakazywał tego.
Jednego wieczoru powiedział, że nie mam prawa krzyczeć ani jęczeć. Miałam być niema, w przeciwnym razie odciągał w czasie zaspokojenie mnie. Pieścił jak nigdy wcześniej, ale gdy zbliżałam się do orgazmów, odsuwał się, tracił mną zainteresowanie, a ja przywiązana do łóżka nie mogłam dokończyć tego, co on zaczął. Potem ponownie wszystko zaczynał. Sam dochodził kilka razy, zanim pozwolił na to mnie. I chociaż momentami chciałam, aby te tortury się skończyły, były to słodkie chwile i niewyobrażalna przyjemność. W takich momentach czułam się jak prawdziwa niewolnica, jaką byłam. Jak jego własność, którą byłam.
Ale przestało mi to przeszkadzać.
Innym razem było przeciwnie. Przyniósł wiaderko z lodem, a następnie zaczął kolejne tortury. Pieścił mnie zimnymi kostkami lodu, a potem naśladował ścieżkę lodu własnym, ciepłym językiem. Kazał mi krzyczeć, jęczeć – nie oponowałam, one same wychodziły z mojego gardła i były balsamem dla jego uszu. Doprowadził mnie na szczyt tyle razy, że nie byłam w stanie tego zliczyć. To był mój czas – liczyła się moja przyjemność, nie jego. Na koniec złożył pocałunek na moich ustach i zniknął we własnej łazience, znajdującej się tuż przy jego sypialni. Nie zamknął drzwi – mogłam dokładnie usłyszeć jak sam sobie ulżył. Nie rozumiałam, dlaczego tak zrobił. Przecież mógł użyć do tego mnie. Nawet gdybym się nie zgodziła – chociaż od kilku dni nie mogłam wyprzeć się wrażenia, że zrobiłabym dla niego wszystko – to i tak zrobiłby to, na co miałby ochotę.
Poprowadził mnie do drzwi i z kieszeni swoich granatowych spodenek wyjął klucz, którym je otworzył. Moje oczy zaatakowały wściekłe promienie słoneczne. Zmrużyłam oczy i zasłoniłam je dłonią. Zaśmiał się.
– Chodź.
– Nie mam butów – zaprotestowałam słabo.
– Nie będą ci potrzebne.
Znów złapał mnie za dłoń i splótł nasze palce. Uśmiechnął się. Czekoladowe oczy lśniły. Weszliśmy na zewnątrz, a on pociągnął mnie w lewo i chwilę później już byliśmy z tyłu domu. Nagle przed nami pojawił się jakiś mężczyzna, a gdy podszedł, zauważyłam ze zdziwieniem, że był młodszy ode mnie.
– Idź na górę, Chloe jest w bibliotece albo u siebie – zwrócił się do niego Cal. – Wrócimy za kilka godzin. Dopilnuj, aby mała zjadła obiad. Jak będzie chciał to zabierz ją gdzieś, do stajni czy coś. – machnął ręką.
– Oczywiście – odpowiedział mu chłopak i właściwie tyle go widziałam. Na pytanie kim był, Calum odpowiedział, że nie powinnam się interesować. Oprócz tego, że stał się bardziej miły, z dnia na dzień robił się coraz bardziej tajemniczy.
Zielona trawa łaskotała moje bose stopy, zachichotałam, więc rzucił mi rozbawione spojrzenie. Zwróciłam uwagę na to, że on także nie miał butów. Jego karnacja przypominała moją – oboje mieliśmy ciemną, która wyglądała jak opalenizna. Lubiłam to i zawsze marzyłam o tym, że jak będę miała dzieci i męża, to on też będzie miał oliwkową karnację.
– Gdzie idziemy? – ośmieliłam się zapytać. Przestałam być nieśmiała. Podświadomie czułam, że Calum nie wyrządzi mi krzywdy, mimo iż na początku było inaczej. Wtedy się go bałam, przerażał mnie.
– Pamiętasz, jak kiedyś mówiłem o łące i tak dalej? Właśnie tam zmierzamy. Przygotowałem hmm... piknik – powiedział, nie kryjąc dumy w swoim głosie.
– Oh. – Tylko tyle byłam w stanie wydusić. – To miłe.
– Cieszę się, że podoba ci się ten pomysł.
– A co będziemy hmm.. robić?
– Jeść, pić, odpoczywać a potem...
Rzucił mi lubieżne spojrzenie, od którego od razu się zarumieniłam. Mimo tego wszystkiego, co ze mną wyczyniał, wciąż rumieniłam się na każdą wzmiankę o seksie, albo gdy prosił: rozszerz nogi. Robiłam to już tyle razy, ale zawsze reagowałam tak samo.
– Uwielbiam twoje rumieńce, stokrotko – zaśmiał się i przyspieszył.
Weszliśmy na teren, gdzie trawa była wyższa. Sięgała nam mniej więcej do kolan i łaskotała. Miałam co chwilę ochotę się śmiać, ale co za dużo to nie zdrowo. Słońce przyjemnie grzało w moje nagie ramiona. Gdy znaleźliśmy się przy linii lasu, coś mnie ukuło w środku, ale uspokoiłam się niemal od razu. Calum nie chciał zrobić mi krzywdy.
Nie minęło wiele czasu, jak znaleźliśmy się na małej polance, z każdej strony otoczonej wysokimi i niskimi drzewami. Słyszałam cichy świergot ptaków, a przez korony drzew prześwitywały promienie. Na samym środku leżał ogromny koc w kratkę, a w jego rogu stał duży wiklinowy koszyk. Wszystko to wyglądało tak zwyczajnie ale pięknie. Od razu przypomniało mi historie, jakie opowiadała mi mama. Tata właśnie tak urządzał ich randki. Podczas wojny ludzie nie mogli sobie pozwolić na miłość. Wszyscy bali się o życie najbliższych i swoje. A mimo to mój ojciec potrafił być romantyczny i mimo że nie musiał, starał się dla mamy.
Spojrzałam na Caluma i od razu posmutniałam. Nie kochał mnie – nie było na to nawet najmniejszych szans. A czy ja kochałam jego? Chyba nie. Kupił mnie tylko dla jednego celu – byłam zaledwie obiektem seksualnym. Nie mogło mu na mnie zależeć. Wiedziałam, że moje życie od tamtego feralnego dnia zmieniło się i już nigdy nie będzie jak dawniej. Nie miałam szans na znalezienie prawdziwej miłości, założenie rodziny. A na pewno nie z Calumem.
Mężczyzna poprowadził mnie do koca, na którym ostrożnie usiadłam. Był miękki, przyjemny w dotyku. Sam zajął miejsce obok, ale po chwili całkiem położył się na materiale i obserwował mnie uważnie. 
– Powiesz mi coś ciekawego, Stokrotko? – zapytał po chwili ciszy.
– Co takiego?
– Nie wiem. – Wzruszył ramionami i przekręcił się na plecy. Jedną dłoń położył na swoim brzuchu, drugą zaś odnalazł moją i ścisnął ją. – Kiedy byłem mały – rozpoczął, ale przerwał. Zacisnął powieki. Zdążyłam zauważyć, że Calum ma takie chwile, gdy po prostu chce coś powiedzieć, ale nie może zebrać słów. Nie naciskam, nigdy. A on po jakimś czasie w końcu się odzywa, zawsze.
Tego dnia na polance zajęło mu to więcej czasu. Rytmicznie zaciskał swoje palce wokół mojej dłoni, lekko, ale tak, jakby od tego zależało jego życie. Powieki wciąż miał zamknięte, a na jego twarzy wymalowany był spokój – zupełnie jak w tych chwilach, gdy oddawał się muzyce. W mojej głowie pojawiła się szalona myśl, ale zanim zdążyłam sama siebie powstrzymać, moja ręka – ta, której nie trzymał – powędrowała do jego czarnych, lekko roztrzepanych włosów i ostrożnie je przeczesała. Drgnął i otworzył oczy, a ja przestraszona podskoczyłam w miejscu i natychmiast zabrałam dłoń. Moje serce biło szybciej, mocniej... A on jedynie uśmiechnął się lekko, ponownie zamknął powieki i powiedział:
– To przyjemne, rób tak dalej.
Teraz, kiedy już wiedziałam, że ten czyn jest jak najbardziej zaakceptowany, już nie czułam takiego dreszczyku, jaki ogarnął mnie, gdy pierwszy raz do niego sięgnęłam. Ale mimo to podobało mi się. Jego włosy były miękkie i w tamtym momencie myślałam tylko o nich. O niczym innym.
– Połóż się obok mnie, Stokrotko.
Wykonałam polecenie. A może prośbę? Nie potrafiłam zinterpretować tonu, jakim to powiedział. Ale posłusznie położyłam się obok, również na plecach, oczy zwracając ku słońcu, którego promienie lekko przebijały się przez korony drzew. Moje palce wciąż były splecione z jego, a mi wcale to nie przeszkadzało. Tak było mi dobrze.
– Kiedy byłem mały, często tutaj przychodziłem. W jednym z drzew była odpowiednio wielka dziura, gdzie schowany był koc. Napychałem kieszenie słodyczami i przychodziłem, kładłem się i mogłem patrzeć w niebo godzinami.
– Tak po prostu? – zapytałam.
– Tak po prostu co?
– Tak po prostu przychodziłeś tutaj, kiedy tylko miałeś ochotę? – doprecyzowałam.
– Nie do końca.
Zamyślił się.
– Właściwie to przychodziłem zawsze, gdy mój ojciec... – urwał. Przez kilka minut znowu tylko leżeliśmy i nic więcej. Ale po chwili pociągnął temat: – Porywano młode dziewczęta już w czasie wojny, w zasadzie dzieje się to już kilka lat, może z siedem czy osiem. To nie jest świeża sprawa, ale wcześniej mało ludzi o tym wiedziało. Gdy mój ojciec żył, kupował je raz w miesiącu. Gdy przychodziła nowa, starą odsyłał albo do innego, ważnego w Sydney mężczyzny, albo ponownie przechodziła Aukcję. Pierwsze ich dni tutaj były okropne. Z każdej strony docierały do moich uszu krzyki, błagania... A gdy wszystko cichło, one wciąż obijały się w mojej głowie. Więc w końcu nauczyłem się uciekać w te dni.
Te informacje sprawiają, że nie mogę oddychać.
– Przychodziłem tutaj – ciągnie dalej, a ja z każdym słowem jestem coraz bardziej przerażona. – Robił z nimi straszne rzeczy, a ja wciąż tylko zastanawiałem się, co by powiedziała moja matka, ale ona nie żyje odkąd skończyłem trzynaście lat. W dniu moich urodzin ojciec oświadczył, że nauczy mnie wszystkiego, co sam robi z kobietami, a ona ma się nie wtrącać. I rzeczywiście się nie wtrącała – prychnął gorzko. – Zabiła się tego samego dnia, a ja do dziś pamiętam jej ostatnie słowa wypowiedziane do ojca...
– Jakie to były słowa? – odważam się zapytać.
– Jeżeli chcesz zrobić z niego potwora, ja nie chcę być tego świadkiem.
– I tak po prostu cię zostawiła? – pytam z niedowierzaniem.
To najbardziej przerażająca historia, jaką w życiu słyszałam. Byłam wstrząśnięta, ale mimo to ciekawa.
– Zabiła się, a to poniekąd zabiło ojca, bo mimo iż był sadystą, kochał ją, ale kochał też ją ranić i krzywdzić. A ja postanowiłem, że się nie dam i nie stanę taki jak on.
Moich kolejnych słów pożałowałam, widząc jego minę:
– Więc dlaczego mnie kupiłeś?
Jego policzki poczerwieniały. Zmrużył oczy, przez jego twarz przemknęły cienie: obrzydzenia, złości, smutku... A potem odetchnął głęboko i odpowiedział:
– Kupiłem cię z dwóch powodów, Daisy. Pierwszego nie mogę ci zdradzić, a drugi... Mam tylko Chloe, jestem samotny.
A następnie przekręcił się i zaatakował swoimi ustami moje. Ten pocałunek był inny niż wszystkie, ponieważ dopiero tego dnia naprawdę poczułam, co to znaczy być całowaną. Jego usta delikatnie muskały moje, zębami lekko przygryzał moją wargę. Calum rzadko mnie całował, zawsze skupiał się głównie na dolnych partiach naszych ciał, na doprowadzeniu do skurczów mięśni, na doprowadzeniu nas oboje na szczyt. Ale nie tego dnia, na tej łące. Pocałował mnie tak prawdziwie. Nawet mnie nie dotknął, jedynie smakował moich ust. Moje serce biło mocno. Po chwili się odsunął.
– Boisz się mnie, Stokrotko?
– Już nie – szepnęłam.
– A wcześniej się bałaś?
– A jak sądzisz?
Te poniekąd zuchwałe słowa same wyszły z moich ust. Skuliłam się nieco, on jednak uśmiechnął się smutno.
– Stałem się nim, prawda?
Nic nie powiedziałam. Nie potrafiłam jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Tak, stał się takim potworem jak jego ojciec, w końcu kupił mnie i wykorzystywał seksualnie wbrew mojej woli, która de facto powoli zaczęła topnieć. Nie, ponieważ potrafił być dobrym człowiekiem i przykładem tego były jego rozmowy ze mną, podczas których mogłam zauważyć, że był inteligentną osobą, albo chociażby jego stosunek do małej Chloe, którą się zaopiekował.
– To się dzieje samo, jest silniejsze ode mnie – powiedział, wcale na mnie nie patrząc. Zamiast tego jak urzeczony wpatrywał się w korony drzew ponad nami. – Z początku jeździłem na te Aukcje tylko po to, żeby wykupować te dziewczyny i je ratować. Ale później wyszło to na jaw. Więc starałem się zapewnić im dobre warunki na tych kilka tygodni, podczas których u mnie mieszkały. Ale przyjaciel ojca zaczął mnie dokładnie pilnować i gdy widział, że najchętniej wypuściłbym wolno każdą po kolei, zabierał je ode mnie i nawet nie wiem, co się z nimi później działo.
Jego dłoń znalazła się na moim brzuchu, lekko go masując. To było przyjemne, nawet bardzo.
– Ale później stwierdziłem, że skoro są najpierw u mnie, a później różni ludzie robią z nimi różne rzeczy, mogę je jakoś na to przygotować. I spodobało mi się to. Czerpałem z tego przyjemność. Przeraża cię to?
Podparł się na łokciu, dłonią wciąż rysując niewidzialne wzorki na materiale mojej sukienki i uważnie obserwował moją twarz. Ponownie nie wiedziałam, jak odpowiedzieć. Męczyły mnie jego pytania.
– Odpowiedz.
Wzdrygnęłam się, a jego dłoń zamarła na moim brzuchu.
– Albo nie. Chyba nie chcę wiedzieć – zaprzeczył. – Zróbmy coś przyjemniejszego, co?
Odsunął się i zaczął wyjmować rzeczy z koszyka. Butelka czerwonego wina, dwa kieliszki do niego, oraz małe, kruche ciasteczka z nadzieniem czekoladowym, które już kiedyś jedliśmy i bardzo mi smakowały.
– Okay. – To było jedyne, co mogłam zrobić: zgodzić się.
– Słyszałem wczoraj, jak słuchałaś Sounds of Cedar* w pokoju muzycznym. Jak ci się podobają? – zapytał.
Zmiana tematu była dla mnie wybawieniem. Bo chociaż Calum miał już kilka takich dni, gdy sporo mi opowiadał, zawsze czułam się wtedy dziwnie przytłoczona, było mi niezręcznie i momentami... Momentami czułam do niego sympatię.
– Tak, są świetni – przyznałam. – To też stary zespół, prawda?
– Zespół zszedł ze sceny jeszcze zanim wybuchła Wojna. Wtedy, gdy jeszcze nikt nie myślał o tym, że wybuchnie coś takiego. Właściwie mnie wtedy nawet na świecie nie było.
– Czy wszystkie płyty, jakie masz, są klasykami? – dopytywałam.
Zamyślił się, jednocześnie nalewając wina do jednego z kieliszków, który następnie mi podał. Nie był to pierwszy raz. Kilka dni temu, korzystając z możliwości, zaszyłam się w ogromnej bibliotece Caluma i znalazłam ciekawy kryminał jednej z lepszych amerykańskich pisarek. Miałam ciszę, spokój. A później przyszedł Calum i zaproponował lampkę wina. Następnego dnia również, i kolejnego. Upiłam łyk – było inne niż ostatnio, ale równie dobre.
– Château Pétrus, francuskie – oznajmił.
– Bardzo...
– Wytworne? – dokończył za mnie, posyłając mi piękny i szczery uśmiech.
Kiwnęłam głową. Miałam ochotę zaśmiać się leciutko, ale te chwile, gdy Calum był miły, były rzadkie i mimo wszystko przez większość czasu w jego towarzystwie czułam obawy i przede wszystkim respekt. Jednak kąciki moich ust same lekko się uniosły i – ku mojemu zdziwieniu – on odpowiedział mi jeszcze większym uśmiechem.
– Tak... wytworne – mruknęłam.
– Jedno z moich ulubionych – dodał. – A wracając do muzyki, jaka piosenka najbardziej przypadła ci do gustu, Stokrotko?
Puk-puk. Moje serce zabiło dwa razy mocniej.
– Chyba Maybe Someday – odpowiedziałam mu po dłuższej chwili. Z dwóch powodów. Pierwszy był taki, że nazwał mnie Stokrotką, co za każdym razem wywoływało we mnie niechcianą reakcję, jaką było przyspieszone bicie serca i potrzebowałam chwili na uspokojenie. Drugim był fakt, że musiałam się poważnie zastanowić.
– Dobry wybór – pochwalił. – To również moja ulubiona piosenka. – Wpakował do buzi dwa ciastka, zupełnie jakby miał piętnaście lat, a nie dwadzieścia kilka. – Mmm, ale dobre. Masz.
Wyciągnął w moją stronę ciastko, które przyjęłam. Jak się spodziewałam – było pyszne. Kruche i ze słodkim nadzieniem. Zastanawiałam się, czy Calum od razu przejdzie do tego, co zaplanował, czy jeszcze chwilę porozmawiamy. Podczas gdy ciastko rozpływało się w moich ustach, on zjadł kolejne trzy i popił je winem, jakby to była woda. Po raz kolejny posłał mi uśmiech, na który lekko odpowiedziałam tym samym i upiłam kolejne dwa łyki Château Pétrus.


Patrzyłam na jego plecy, podczas gdy siedział kilka metrów dalej, tyłem do mnie, zajęty... no właśnie, zajęty czymś. Nie miałam pojęcia, co robił, co planował. W pewnym momencie, gdy już wypił dwie lampki wina, a do mojego kieliszka dolał czerwonego płynu, wstał i odszedł kawałek. Byłam zaintrygowana, chociaż też nieco zdezorientowana. I troszeczkę się bałam. To, że nie bałam się jego jako człowieka, nie znaczyło od razu, że przestałam się bać tego, co robił.
Był skoncentrowany na zajęciu, a ja mogłam obserwować napięte mięśnie na jego plecach, ponieważ wcześniej zdążył zdjąć koszulkę i pozostał jedynie w krótkich spodenkach. Włożyłam do ust kolejne ciasteczko i dość szybko je skonsumowałam, nie spuszczając wzorku z Caluma. Po kilku minutach wstał i odwrócił się do mnie z łobuzerskim uśmiechem, chowając coś za plecami.
– Zdejmujemy ubranka, Kwiatuszku – zaświergotał, dając upust tej wesołej energii, jaka się w nim zgromadziła.
Zmarszczyłam nieelegancko brwi i westchnęłam w duchu. Wiedziałam, że tak cudowną chwilę kiedyś na pewno popsuje takim tekstem. Zdziwiło mnie jedynie słowo Kwiatuszku, zamiast Stokrotko. Podniosłam się jednak i zdjęłam przez głowę sukienkę. Odrzuciłam ją na bok, w pobliże koszyka.
– Świetnie, Stokrotko – powiedział i zanim zdążyłam się zorientować, już stał przede mną i wkładał mi coś na głowę. Drgnęłam niespokojnie, ale w tym momencie jego dłonie znalazły się na moich ramionach. – Spokojnie, odpręż się. To tylko wianek. – Wzruszył ramionami.
– Wianek? – zdziwiłam się. Uniosłam dłonie do głowy i ostrożnie dotknęłam wianka, który Calum na niej umieścił. Rzeczywiście, był tam, delikatny, ale bogaty w małe, białe kwiatuszki.
Nie odpowiedział – zamiast tego pocałował mnie. Identycznie jak wcześniej. To nie był przymusowy pocałunek. Zrobił to, bo tego chciał. A ja go oddałam z całą mocą, na jaką było mnie stać, ponieważ też tego chciałam. Jego dłonie wciąż znajdowały się na moich ramionach i podczas pocałunku zjechały lekko niżej, na łokcie i jeszcze niżej, a później złapał mnie za dłonie i ścisnął mocno, aby następnie złapać mnie za biodra i przyciągnąć do siebie.
– Polubiłem cię – powiedział bez tchu, gdy oderwał swoje usta od moich, a ja nie byłam nawet w stanie kiwnąć głową. – A teraz koniec gadania – odparł władczym tonem. – Przejdziemy do przyjemniejszych rzeczy.
Właściwie aż do tego dnia nie uprawialiśmy seksu, który byłby tak przyjemny i intymny jak ten. Zwykle chodziło o to, aby Cal dał upust swojemu pożądaniu. Tym razem było inaczej. Podczas gdy pocałunkami schodził na moją szyję i niżej, popchnął mnie lekko i zmusił do położenia na kocu. Jęknęłam cichutko, gdy jego wargi musnęły prawy sutek, a palce zacisnęły się na lewym. Z każdą chwilą jego pieszczoty podobały mi się coraz bardziej, pragnęłam ich coraz mocniej. Nie zauważyłam nawet momentu, w którym zdjął jedyne rzeczy, w jakie był ubrany.
Był delikatny i jakby... czuły. Stało się coś, co poniekąd nas zbliżyło. Coś, co sprawiło, że polubiłam go, tak naprawdę polubiłam, tak jak i on polubił mnie. W tamtym momencie oboje przełamaliśmy jakąś barierę.


Lewym ramieniem popchnęłam dwuskrzydłowe drzwi salonu, w prawej dłoni ściskając kubek z kawą i jednocześnie przyciskając do piersi oprawioną w grubą, skórzaną okładkę książkę. W skórze wygrawerowane był jedno słowo: pałac. Książka niemalże od razu przyciągnęła moją uwagę, jakby wołając: hej, Daisy, musisz mnie przeczytać!
Salon wyglądał tak samo jak kilka dni czy tygodni temu, zupełnie tak samo jak pamiętnego pierwszego dnia, gdy Calum po raz pierwszy obdarł mnie z godności. Mimo nieprzyjemnego wspomnienia, pomieszczenie samo w sobie było miejscem ciepłym i przytulnym. Brązowe zasłony zawsze były zaciągnięte – intrygowało mnie to, ale nigdy nie miałam okazji, aby zapytać o to Caluma. W kominku tlił się ogień, więc domyśliłam się, że Calum wcześniej musiał spędzać tutaj czas. I nawet cieszyłam się, że się na siebie nie natknęliśmy. Od czterech dni, jakie minęły od spędzania czasu na dworze, każdy wieczór wyglądał inaczej. I chociaż lubiłam takiego Caluma, bałam się. Po prostu bałam się, że naprawdę to wszystko zaakceptuję i gdy w końcu przyjdzie ten moment, gdy mężczyzna będzie chciał mnie oddać czy sprzedać komuś innemu, załamię się.
Położyłam książkę na jasnej kanapie i starając się nie myśleć o tym, co kiedyś się tutaj wydarzyło, usiadłam i upiłam kilka łyków przepysznej i słodkiej kawy z mlekiem. Do moich nozdrzy doszedł przyjemny i słodkawy zapach. Uśmiechnęłam się leciutko i wygodnie rozsiadłam na skórzanym meblu, otwierając książkę na pierwszej stronie i pogrążając się w lekturze.


Obudziło mnie lekkie szturchanie w ramię. Drgnęłam niespokojnie i otworzyłam oczy. Tuż nade mną pojawiła się czyjaś twarz, a z moich ust wydostał się zduszony pisk.
– Śpij, śpij.
Szept Caluma rozniósł się po pomieszczeniu. Zasnęłam? Zaspana rozejrzałam się wokoło i zauważyłam, że wciąż byłam w salonie, a brunet właśnie podnosił mnie z kanapy. Trzymał mnie mocno. Wokół była ciemność, więc domyśliłam się, że musiałam dość długo spać. Nagle ciszę rozdarł dźwięk tłuczonego szkła, po którym nastąpiła barwna wiązanka przekleństw, jaka wyszła z ust Caluma. Nie mogąc się powstrzymać, zachichotałam. Jego oczy lśniły w ciemności.
– To tylko kubek – szepnęłam.
– Kubek?
– Piłam kawę – odpowiedziałam.
– Mhm.
Chciałam objąć go, ale nie odważyłam się. Wyszliśmy na korytarz i czułam, jak wspinamy się po schodach na górę. Domyślałam się, co zaraz się stanie. Nie wiedziałam tylko, do czyjej sypialni pójdziemy: do mnie czy do niego. A z resztą, co to za różnica?, pomyślałam. Skręcił w prawo, więc już wiedziałam, że idziemy do mnie.
Od razu skierował się do łóżka, ale nie położył mnie, tylko postawił obok. Wciąż zaspana, czułam jak zdejmuje mi sukienkę i następnie wsuwa pod zimną kołdrę. Powieki miałam przymknięte, ale niemal widziałam, jak uśmiecha się, mówiąc:
– Dobranoc, Stokrotko.
A potem wyszedł, a kołdra z każdą chwilą była coraz cieplejsza. Znowu zasnęłam, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, że się myliłam.


– Obejrzysz dzisiaj ze mną bajki, Daisy? – Chloe wbiegła do salonu, w którym znowu spędzałam czas.
Na moich kolanach leżała ta sama obita w skórę książka co dwa dni temu – Pałac, klasyka francuskiej literatury, książka zbyt ostra dla mnie, ale nie potrafiłam się od niej oderwać. Spojrzałam na ścianę ponad kominkiem, gdzie we wnęce wisiał duży telewizor.
– Obejrzysz?
Wskoczyła na kanapę obok mnie i od razu się do mnie przytuliła.
– Obejrzysz? – powtórzyła.
– Obejrzę – potwierdziłam niepewnie.
Jeszcze nigdy nie widziałam, aby ten telewizor był włączony, dlatego nie byłam pewna, czy rzeczywiście możemy z Chloe obejrzeć bajki. Zanim jednak zdążyłam o cokolwiek zapytać małą, do pomieszczenia wszedł Calum i uśmiechnął się na nasz widok. A raczej chciałam, aby uśmiechnął się na nasz widok – mój i blondynki, nie tylko jej samej.
– Daisy obejrzy ze mną! – krzyknęła dziewczynka na jego widok i podskoczyła, aby następnie podbiec do mężczyzny i wbiec prosto w jego ramiona. Podniósł ją do góry i posłał taki uśmiech, który zapewne zwaliłby mnie z nóg, gdyby był przeznaczony dla mnie.
– A czy ja też mogę obejrzeć? – zapytał, a mała odkrzyknęła szczęśliwa, że oczywiście. – Więc leć po płytę.
Postawił blondynkę na podłodze, a gdy tylko jej stopy dotknęły dywanu, wyrwała się z jego uścisku i pobiegła na drugi koniec pomieszczenia, gdzie znajdowała się średniej wysokości komoda. Otworzyła drzwiczki i moim oczom ukazały się trzy półki plastikowych pudełek do płyt.
– Dzisiaj obejrzymy... – powiedziała i urwała, chcąc wywołać napięcie. – Obejrzymy... Obejrzymy Kurczaczka Benny'ego!
Mina Caluma w tamtym momencie była bezcenna – połączenie przerażenia z rozbawieniem. Ale wtedy Chloe pokręciła przecząco głową i ponownie zajrzała na najwyższą półkę.
– Albo nie – stwierdziła, a Calum odetchnął z ulgą. – Suzzie i tajemnica tęczy! 
– Cokolwiek – mruknął i chwilę po tym, jak wcisnął jakiś guzik na telewizorze, który sprawił, że ekran rozbłysł, z pilotem w ręku usiadł obok mnie i jedno ramię oparł za mną, czym przyciągnął mnie do siebie. Z braku innej możliwości lekko oparłam głowę o jego pierś. Na policzku odczuwałam bicie jego serca – mocne i równomierne.
Mimo tego, jakie to było przyjemne, nie potrafiłam odegnać tych nieprzyjemnych wspomnień. Jeszcze tak niedawno nawet nie pomyślałabym, że Cal się do mnie uśmiechnie. Niektóre z jego słów obijały się po mojej głowie zawsze, gdy był dla mnie miły.
– Służy do wymierzania kary, gdy będziesz się sprzeciwiać lub nie wykonywać poleceń. A wtedy, twoja delikatna skóra o tutaj – uszczypnął mnie w prawy pośladek – nie będzie już taka gładka. Rozumiemy się?
– Powinnaś dziękować, że jesteś tutaj, a nie w jakimś obskurnym burdelu, gdzie każdy mógłby cię rżnąć ile się da. 
Jeżeli nie przestaniesz się opierać, to oboje będziemy niezadowoleni. Bo tak czy siak zrobię to, co chcę, ale wtedy ty mnie znienawidzisz, a tego naprawdę nie chcę! 
Wspominając to wszystko, pojedyncza łza spłynęła po moim policzku, więc wyciągnęłam dłoń, aby ją zetrzeć. Zrobiłam to tak dyskretnie, na ile było mnie stać. Trochę się bałam, że brunet zdenerwuje się, gdy to odkryje. Pokazał mi nie tylko to, że potrafi być miły i opiekuńczy, ale też bezlitosny i naprawdę straszny. 
– Pójdziesz do kuchni i przyniesiesz ciastka? – zapytał. 
Pokiwałam głową i wstałam, w duchu dziękując za chwilę samotności, jaka była mi dana. Mrugając powiekami, starałam się pozbyć upartych łez, które gromadziły się w oczach. Nie chciałam płakać. Obiecałam sobie przecież, że więcej nie będę. Wzięłam kilka głębokich oddechów i zanim się obejrzałam, już byłam w kuchni. Pomieszczenie było dość ciemne, ponieważ posiadało zaledwie jedno duże, dwuskrzydłowe okno, a do tego wszelkie meble zrobione były z ciemnego drewna. Zanim sięgnęłam do szafki po ciasteczka, nalałam trochę wody do szklanki i wypiłam. 
Gdy wróciłam do salonu, Chloe już siedziała na kolanach Caluma, przytulając się do niego, a na ekranie telewizora już leciała bajka. Usiadłam po jego lewej stronie, a on ponownie zarzucił rękę za moimi plecami, opierając ją na oparciu kanapy i przyciągnął mnie bliżej. Talerz ze smakołykami położyłam na swoich kolanach, z braku lepszego miejsca na nie. Blondyneczka od razu sięgnęła po dwa i z zajętymi rączkami wlepiła wzrok w ekran. Po chwili przyjęłam tę samą pozycję co wcześniej, oparłam policzek o jego lewą pierś. Przymknęłam oczy. Nie wiedziałam, co mam o tym wszystkim myśleć. Brunet był samymi sprzecznościami. Po kilku minutach rozluźniłam się. Jego palce, pieszczące moje lewe ramię, już mi nie przeszkadzały. Było nawet przyjemnie. 


Gdy następnego dnia weszłam do pokoju muzycznego, nie spodziewałam się zastać w nim Caluma. Siedział na kanapie, którą to ja zawsze zajmowałam. Lewą stopę opierał na prawym kolanie i pochylał się nieco do przodu. Na łydce lewej nogi opierał plik kartek i zaciekle coś zapisywał. Obok, oparta o mebel, stała gitara, prawdopodobnie klasyczna. Zatrzymałam się w drzwiach, niepewna, czy mogę wejść do środka. Spojrzałam na ścianę, na której zawsze wisiały gitary i niemal od razu zauważyłam brak tej jednej. Puste miejsce znajdowało się na samym środku ściany. 
– Wejdź, ale siedź cicho – mruknął, zauważając mnie. Nawet nie podniósł głowy, po prostu oznajmił i wrócił do pracy. – Układam melodię, potrzebuję ciszy. 
– Pójdę do biblioteki – odpowiedziałam szeptem i wycofałam się z pokoju, ale na korytarzu zatrzymał mnie jego głos:
– Wróć i posiedź ze mną. 
Więc tak zrobiłam. Wróciłam do pokoju, ostrożnie usiadłam obok niego i przyglądałam się, jak na kartkach w pięciolinię zapisuje nutki, cyferki i inne znaczki. Co jakiś czas brał gitarę i przez kilkanaście sekund grał fragmenty, czasem niektóre powtarzając po kilka razy, dążąc do najczystszego dźwięku. 
– Stokrotko – odezwał się jakąś godzinę później, po raz pierwszy tego dnia na mnie spoglądając. – Zagram dwie wersje i powiesz mi, która jest lepsza. Dobrze? 
– Tak. 
Nie patrząc na nuty, a w moje oczy, zagrał dwa razy ten sam kilkunasto-sekundowy fragment, zmieniając w każdym zaledwie dwa małe detale. 
– Możesz jeszcze raz? – zapytałam niepewnie. Nie byłam pewna swojej opinii. Obawiałam się, że stwierdzi, że na nic ta moja pomoc, ale on jedynie uśmiechnął się i odłożył na bok gitarę. 
– Chodź – powiedział i poprawił się na siedzeniu. Rozłożył szerzej nogi i gestem wskazał mi miejsce między nimi. Ostrożnie usiadłam, a on przyciągnął mnie do siebie. Jego klatka piersiowa ściśle przylegała do moich pleców i nagle na moich udach pojawił się instrument. Oparł brodę na moim prawym ramieniu i zaczął grać. Zamknęłam oczy i starałam się skupić na dźwiękach i wibracjach wychodzących z gitary, ale jego ciepłe ciało mnie rozpraszało. Zagrał mi cały utwór, który mógł mieć około trzech minut, a potem jeszcze raz, zmieniając tych kilka szczegółów. 
– Wersja druga – stwierdziłam, chociaż nie byłam pewna w stu procentach. 
– Więc gramy jeszcze raz, aby twoja odpowiedź była stanowcza – oznajmił ze śmiechem i zaczął grać. I grać, i grać, i grać. Wciąż powtarzał obie melodie, aż w końcu utwierdziłam się w przekonaniu, że wersja druga na pewno jest lepsza. 


– Możemy iść dzisiaj na hujawkę w lesie? – zapytała Chloe przy obiedzie. Siedzący naprzeciw Calum zachłysnął się jedzeniem, które zaledwie sekundę wcześniej włożył do ust. – Możemy? 
– Na huśtawkę, Chloe. Huśtawkę – poprawił ją. 
Blondynka wywróciła oczami i po raz trzeci zapytała, czy się zgodzi. Zgodził i oznajmił, że pójdziemy w trójkę – co sprawiło, że tym razem to ja zachłysnęłam się obiadem. Jak powiedział, tak też się stało i zaraz po obiedzie całą trójką wyszliśmy na dwór. Gdy tylko przekroczyłam próg domu, przymknęłam powieki i wystawiłam twarz do słońca, pozwalając gorącym promykom ogrzewać ją. Moją nagą skórę na rękach i nogach owiał przyjemny wiaterek, a moje usta mimowolnie rozciągnęły się w wielkim uśmiechu. Krzyki rozentuzjazmowanej blondynki dobiegały do mnie jak zza ściany, niewidzialnej bariery. A potem, gdy otworzyłam oczy i spojrzałam przed siebie, mój wzrok napotkał czekoladowe tęczówki Caluma, który obserwował mnie z równie wielkim uśmiechem co mój. Trochę mnie to speszyło. Zawiesiłam głowę i moje gołe stopy nagle stały się najbardziej interesującą rzeczą na świecie. 
Chwilę później zauważyłam dłoń, która pociągnęła za pasek, który oplatał mnie w pasie. Calum w jednej chwili przyciągnął mnie do siebie, a jego wargi musnęły moje. 
– Mam w tej chwili ochotę na coś zupełnie innego, ale obiecałem Chloe, że pójdziemy na huśtawkę, a ja obietnic dotrzymuję. Jak wrócimy mam coś do załatwienia, nie potrwa to długo, ale chcę cię widzieć w mojej sypialni, w moim łóżku, pod moją kołdrą... 
Nie dokończył, ale doskonale wiedziałam, co chciał przez to powiedzieć. I moje serce wbrew mojej woli fiknęło koziołka... albo nawet dwa. A na dokładkę, Cal ponownie mnie pocałował, jednocześnie zaciskając palce na moich biodrach i przyciągając mnie jeszcze bliżej siebie. A później pociągnął mnie za rękę za dom i dalej znajomą mi ścieżką, jednak nie szliśmy cały czas prosto jak wtedy. Skręciliśmy w lewo znacznie szybciej i kilkanaście metrów później już byliśmy przy linii lasu, a kolejne trzy metry dalej znajdowała się malutka, okrągła polanka, a na jej środku duże drzewo, na którego gałęzi zawieszone na masywnych sznurach były dwie huśtawki. 
– Daisy, Daisy! 
Chloe już siedziała na jednej z nich, wesoło machając nóżkami. Jej uśmiech był tak przeogromny, że nie dało rady się nie uśmiechnąć. Nie śmiałam się ruszyć, stałam więc w miejscu i patrzyłam, jak brunet podchodzi do małej i wprawia w ruch huśtawkę, sprawiając, że dziewczynka śmieje się głośno. A gdy rozbujał ją wystarczająco mocno, przesunął się i stanął obok tej drugiej. 
– Stokrotko – powiedział zachęcająco. 
Podchodząc bliżej, moje stopy łaskotały małe źdźbła trawy. Uśmiechnęłam się nieśmiało, usiadłam na prostokątnym drewienku i mocno złapałam się sznurów po moich obu stronach, a już po kilku sekundach poczułam, jak Calum lekko popycha huśtawkę. Zamknęłam powieki, gdy z każdą chwilą bujałam się coraz wyżej i wyżej. Wyobraziłam sobie, że to nie Cal, a mój tata. Tata, który zawsze zabierał mnie na najbliższy plac zabaw i robił to samo. Tata, który był dla mnie bardzo bliską osobą. Tata, którego zabiła wojna. 
Ale mimo wszystko uśmiechnęłam się, bo ta jedna chwila przybliżyła mnie do starego życia, za którym strasznie tęskniłam i które z każdym dniem oddalało się coraz bardziej. 





* Sounds of Cedar – nazwa zespołu Ridge'a, bohatera Maybe Someday, książki Colleen Hoover, którą swoją drogą, polecam z całego serca każdemu. Dodatkowo piosenka podlinkowana na początku rozdziału (sygnaturka) pochodzi właśnie z tej książki i również polecam ją posłuchać – zwracam się tutaj do osób, które nie czytają z podkładem muzycznym. Jest to piosenka, o której mówią Daisy z Calumem. ;) 

••••••••••
Mam cholerne i niefajne wrażenie, że rozdział jest po prostu nudny. Cholera. Nie jestem z niego za bardzo zadowolona, zwłaszcza tak od połowy, ale trudno. Dlatego będę wdzięczna za każdy prawdziwy i szczery komentarz. Mam wrażenie, że niektórzy nie rozumieją idei komentarzy. One nie są po to, aby autor pławił się w dumie, że ma ich setki, ale po to, aby dowiedział się, jak inni odbierają jego dzieło. Jestem tylko amatorką! Popełniam błędy. Ale jestem na tyle ambitna, żeby później tych błędów unikać, poprawiać wcześniejsze. Dlatego bardzo proszę, zostawcie SZCZERY komentarz. Zwłaszcza, jeśli rozdział Ci się NIE podobał. Wtedy będę wiedziała, co było nie tak i będę tego unikała w przyszłości. A jeśli się podobało (mam nadzieję), też zostaw po sobie ślad. ;) Im ich więcej, zwłaszcza tych z opinią nawiązującą do treści i waszych odczuć przy czytaniu, tym większa moja motywacja do pisania kolejnych części. Pamiętajcie o tym. ;) No i liczę też na to, że wyrazicie zdanie co do dzieł Calumi – zarówno szablonu jak i sygnaturki. :D 
Przypominam też, że to co napisałam w poprzedniej notce wciąż obowiązuje. Nie pozbyłam się trzech rozszerzeń w ciągu kilkunastu dni. ;) Nie wiem, kiedy kolejny rozdział, naprawdę nie mam pojęcia i obawiam się, że niestety nie zbyt szybko. Może miesiąc, może nieco więcej. 
Sam rozdział jedenasty pisałam ponad miesiąc. ;c Ogólnie ledwo żyję. Codziennie przychodzę do domu po godzinie 17, a do tego muszę się uczyć. Teraz moje blogi żyją krótkimi okazjami, które staram się wykorzystać jak najbardziej, chociaż czasem jestem tak zmęczona, że przychodzę do domu i kładę się spać. Jak tak dalej pójdzie, nie wiem jak wytrzymam do Bożego Narodzenia. ;o Przy życiu trzyma mnie tylko crush, który ostatnio dowiedział się o moim istnieniu i nawet z nim rozmawiałam. :D Czujecie moje feelsy? *.* 

40 komentarzy:

  1. Genialny rozdział taki słodki ❤️

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowny! "Hujawka" mnie rozwalila xd
    @nikaofficiall

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham takiego Calum'a❤
    Mi rozdział się bardzo podoba bo taki beztroski i pokazuje że Calum'owi (tak mi się wydaje) zależy na Daisy w swój sposób :-) czekam na następny z niecierpliwością :-*

    OdpowiedzUsuń
  4. Poprtu kochamccie dziwczyno.Rozdzial zajebisty a NIE NUDNY!!! -.- ��❤❤❤Jeszcze raz tak napiszesz to więcej nie przeczytam twj ff.����

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział jest przyjemny, a zwłaszcza ta mała ;) wcale nie jest nudny pisz następne pozdrawiam kx

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny rozdział !! 😀❤💙💚💛💜 nie mogę się doczekać następnego ! 😊

    OdpowiedzUsuń
  7. Genialny rozdział !! 😀❤💙💚💛💜 nie mogę się doczekać następnego ! 😊

    OdpowiedzUsuń
  8. szczera opinia? żaden problem.
    chciałabym zacząć od tego, że nie rozumiem dlaczego nie podoba ci się ten rozdział. wiem, że sprzedana jest opowiadaniem erotycznym ale jak to się mówi: "co za dużo to nie zdrowo", czasem dobrze jest napisać coś innego niż tylko główny wątek, więc ja uważam że ten rozdział jest mistrzowski, takiego rodzaju sceny są na prawdę świetne, rozdział został napisany w taki sposób że... zapiera dech w piersiach, może pisz więcej takich rozdziałów, sprawiają że ten fanfic jest inny, ale zarazem ciekawy.
    nie musisz się czym przejmować, nie było żadnych błędów więc nawet drugi raz sprawdzać nie musisz ;)
    co jeszcze... może trochę nie do tematu rozdziału ale notki od ciebie, masz rację, zgadzam się z tobą w 100% jeśli chodzi o komentarze, autor nie chce ich aby mieć szpan że jest ich pierdyliard ale są po to aby pokazać co dany pisarz robi źle, jeszcze nigdy wcześniej nie czytałam tak trafnych słów, masz rację w 110%!
    pozdrawiam, buziaki x ~ irwinoxes

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trochę niepokojące, że wszyscy tak słodzicie, haha. :D
      Ale widzisz, tutaj właśnie o to chodzi, że próbuję delikatnie przejść z gatunku erotycznego na inny i jeśli źle to rozegram, wyjdzie mi niefajne coś. Teraz już minęła mi ta faza na wątki 18+ i wychodzę z nich, zmieniam charakter relacji Calum x Daisy i mam nadzieję, że wychodzi mi to płynnie, a nie gwałtownie i chaotycznie. ;c
      I tak czy siak rozdział sprawdzę, dzisiaj zabrałam się za sprawdzanie całości od początku, bo sama pozapominałam niektóre szczegóły, więc za jakiś czas i tak dojdę do tego momentu i sprawdzę. ;)
      Dziękuję za wyczerpujący komentarz ♥
      Pozdrówki :)

      Usuń
  9. proszę zmień rozmiar czcionki T.T po kilku minutach czytania dostaje oczopląsu i oczka mnie pieką :( ale i tak rozdział zajebisty :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Jejjjjj wreszcie jest kolejny rozdział :D Jest super i mówię/pisze serio :)

    Życzę Ci dużo weny i czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kocham <3. Taka odskocznia, że tak to ujmę, jest dobra dla tego FF. Dodaje temu opowiadaniu jakiegoś tam uroku. Mi się osobiście podoba :). Aja "Hujawka" Rozwala xd

    OdpowiedzUsuń
  12. O mój boże zakochałam się w tym opowiadaniu. Coś pięknego. Nie mam żadnych ale co do rozdziału. Po za opóźnieniem (które rozumiem) wszystko jest bez skazy.
    Co do Caluma. Mam przeczucia, że w następnym rozdziale przedstawisz jego mroczna stronę. Wzmianka o mężczyźnie o którym pisałaś w pierwszym akapicie dotyczyła tego Harry'ego o którym mówiła Cloe? Moze doczekam momentu kiedy Harry przyjedzie do mieszkania Caluma i będzie chciał zabrać Daisy, Calum zaś stanie w jej obronie. ❤❤❤
    Brak błędów, wszystko jest zapisane idealnie. Pozdrawiam
    Kate xx @Haappilyyy

    OdpowiedzUsuń
  13. Kocham to opowiadanie całym moim serduszkiem ! <3 I po prostu nie wiem co Ci tu mogę jeszcze napisać.. Czekam na kolejny, nie ważne jak długo ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kocham jak piszesz !!♥♥♥
    I czekam na nastepny rozdział ♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  15. Ogarnęłam już mój fangirl dlatego czas dodać komentarz.
    Muszę się przyznać, że mega się ucieszyłam gdy zobaczyłam dla kogo jest ten rozdział. Z całego serduszka Ci za to bardzo dziękuję ♥
    Co do szablonu to uwierz, robienie go to była dla mnie przyjemność. "Sprzedana" to mój jeden z ulubionych fanfiction o Calumie więc byłabym na prawdę głupia jeśli odrzuciłabym taką okazję.
    Przejdę do omówienia rozdziału..
    Na prawdę nie pojmuję i chyba nigdy nie zrozumiem dlaczego uważasz, że ten rozdział jest nudny i w ogóle najgorszy jaki dotąd napisałaś. Kobieto, ten rozdział jest zajebisty! Wiem ile się natrudziłaś pisząc go i na prawdę powinnaś być zadowolona z niego. Narzekałaś mi, że wena ci nie dopisuje..
    Ludzie, wskażcie mi fragment który jest beznadziejnie napisany bo ja chyba oślepłam. Cały rozdział jest na prawdę dobry!
    W końcu nasz (no nie będę taką samolubną i nie napiszę 'mój') Calum pokazuje swoją lepszą stronę. Kocham go normalnie. I ten fragment gdzie robi Daisy wianek ze stokrotek.. cudo ♥
    Chciałam napisać jakiś mega motywujący komentarz, ale coś mi nie wyszło. No tak, ja do komentowania to nie mam zbytnio talentu.
    Koneko masz talent do pisania i na prawdę zrozum, że wszystko co napiszesz niezależnie od tego czy wena ci dopisuje czy też nie, będzie na wysokim poziomie.
    Jestem z ciebie dumna, że wreszcie udało ci się skończyć ten rozdział ♥
    (teraz będę męczyć cię o następny, oj takk..)
    Na koniec jeszcze raz dziękuję za dedykację i już życzę ci weny na kolejny rozdział! Coś czuję, że nas zaskoczysz..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co. :) To ja dziękuję, gdyby nie Ty, ten rozdział nie pojawiłby się dzisiaj. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo mi pomogłaś, nowym szablonem, sygnaturką i (zwłaszcza) rozmową. :D Te podziękowania na początku i tak nie oddają wszystkiego. :3

      Usuń
  16. Świetny rozdział! Nie wiem co Ci się w nim nie podobało, ale mogę Cię zapewnić że nie jest on nudny! On jest wręcz cudowny i mam ogromnego banana na twarzy :) Nie mogę się doczekać następnego rozdziału! I powodzenia w szkole! :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie mam najmniejszego pojęcia czy grasz na czymś czy też nie, jednakże bardzo nie pasowały mi tutaj słowa "dążąc do najczystszego dźwięku" sądzę, że lepiej brzmiałoby tutaj "dążąc do najlepszego dopasowania akordów" poza tym rozdział bez zarzutów. Kilka literówek, ale nie będę ich przecież wskazywać. Bardzo lubię twój styl pisania, ponieważ jest zrozumiały i bardzo dobrze się go czyta. Ze zniecierpliwieniem czekam na następny. Pozostaje mi tylko życzyć weny, której jak widać Ci nie brakuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie nie gram na niczym, nie znam odpowiedniego słownictwa i coś mi tam zgrzytało. Dlatego też ten fragment jest dość ogólny. Przy poprawianiu zwrócę na to uwagę, dziękuję. :3
      I please, nie życzcie mi weny, bo ją mam, życzcie mi czasu na pisanie, bo to z nim jest trucho! :c

      Usuń
    2. W takim razie życzę weny, dokładnie rozumiem jak to jest z brakiem czasu, ewws.

      Usuń
  18. zapytam wprost: zastanawiałaś się nad wydaniem Sprzedanej jako książki?
    Piszesz genialnie xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprzedanej nie, ale Angel jak najbardziej. Treści jakie przekazuje Sprzedana są nieco... Hmm... No po prostu nie, Sprzedana sprawdza się jako blog, ale nie chciałabym tego wydawać. W Internecie po części jestem anonimowa i właściwie tylko dlatego zdecydowałam się na publikację tego pomysłu. Ale książkę kiedyś na pewno wydam, być może właśnie Angel będzie moim debiutem. :)

      Usuń
  19. Nie rozdział nie jest nudny - co to, to nie. Dla mnie jest świetny. Podoba mi się ta nakreślona zmiana w Calumie, teraz dokładnie widać, że faktycznie zaczął się zmieniać? Lub był może taki cały czas, ale nieźle to ukrywał. Hujawka Chloe rozwaliła mnie na łopatki i aż zaśmiałam się do ekranu :) Podoba mi się ta nowa relacja między nimi. Czekam na kolejny rozdział nawet, gdyby to miało potrwać i dwa miesiące :) Uwielbiam to opowiadanie. Pozdrawiam i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Rozdział świetny. Dla mnie nie był nudny. Opłacało się tyle czekać :) Uwielbiam to jak piszesz. Mam nadzieję że szkoła cie za bardzo nie przytłoczy obowiązkami i nadal będziesz pisać bloga :) Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  21. Mi rozdział podabał się chociarz mogłoby być jakaś ostrzejsza chwila

    OdpowiedzUsuń
  22. Kocham kocham kocham ❤
    Chcę więcej opisów scenek z udziałem porządnego romantyzmu ❤❤❤
    Ściskam i życzę weny
    You Belong With Me

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie umiem się jakoś wyjątkowo rozpisywać, ale przeczytałam rozdział i muszę powiedzieć, że cię podziwiam. Naprawdę ciekawie piszesz i muszę przyznać, że ta historia podoba mi się bardziej niż "Sex". Czytałam już kilka podobnych, ale ta wyjątkowo przypadła mi do gustu. Masz już duży staż w pisaniu i robisz to niemal książkowo z barwnymi opisami, dialogami i oddawaniem wszystkich emocji narratorki, jaką jest Daisy. Szczerze się zastanawiam, dlaczego oddajesz się pisaniu fanfiction skoro mogłabyś tworzyć jakąś wyjątkową autorską historię? Talentu ci nie brak, tak samo jest też pomysłami. Jednak mimo to, cieszę się, że piszesz to ff i mam nadzieję, że nie zabraknie ci ani weny ani chęci, bo wierzę, że naprawdę możesz doprowadzić tę historię do końca, właśnie tak jak tego chcesz. Mam nadzieję, że ci się to uda i oczywiście jestem z tobą i twoją twórczością, nawet jeśli postanowisz, że ta historia już cię wypaliła i nie widzisz sensu dalszego pisania jej.
    Pozdrawiam i życzę miłego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. ;) "Sex" jest mało ambitnym tekstem i aż się dziwię, że został tak dobrze przyjęty. ;o A odpowiadając, z fanficiem łatwiej dotrzeć do ludzi i ma się łatwiej pod względem postaci, ponieważ bohaterowie już istnieją i wystarczy tylko nadać im interesujące nas cechy. Historię autorską trzeba wykreować od początku do końca, każdą kropkę nad "i". A nawet najlepszy pomysł nie pociągnie bez czytelników, których - nie ukrywajmy - najlepiej, najłatwiej i również najowocniej przywołać fanficiem. ;)
      Buziaczki ;)

      Usuń
  24. Super rozdział ♥ ♥.♥ Czekam na następny!
    Zapraszam również na mojego bloga -> http://neverbewell.blogspot.de/
    Mam nadzieję, że zajrzysz ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Podoba mi się ta historia. Co prawda przyznam się bez bicia, że czytałam bardzo po łepkach, ale w wolnej chwili przeczytam całość na spokojnie.
    Calum jest mega ciekawym chłopakiem, ma w sobie to coś, że ciągle bym mogła o nim czytać, chciałabym poznać historię jego życia i wszystko co myśli. Za to Stokortka jest czasami przynudnawa i bez wyrazu. Mogłaby trochę pomyśleć jak sprawić aby Calum bardziej się przed nią otworzył i dał jej trochę uczucia. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  26. Zapomniałam dopisać,od tego białego koloru tekstu szybko męczą się oczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za sugestię, w najbliższym czasie postaram się coś z tym zrobić. :) Prawdopodobnie przyciemnię i powiększę, chyba będzie najlepiej. ;)

      Usuń
  27. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dostałam tę reklamę po raz siódmy. Błagam, ileż można... Skoro nie mam zakładki "spam", to chyba jasne, że go nie chcę...

      Usuń
  28. Dobra, uzależniłaś mnie, cholernie mnie uzależniłaś i czytam "Sprzedaną" chyba już czwarty raz, omfg ♥
    Calum, boski, cudowny Calum! <3
    Fabuła, z którą się jeszcze nie spotkałam i wielki plus za nią, bo mam już dość starych, oklepanych schematów :-)
    Chyba już gdzieś Ci pisałam, że absolutnie kocham to, co piszesz, ale piszę jeszcze raz. Taki wielki talent, Boże, zazdro.x
    I jezu, co ze mną nie tak, że jestem zazdrosna o Daisy lolololol. x
    Kiedyś zostawię bardziej ambitny komentarz, teraz lecę piąty raz czytać "Sprzedaną". x

    OdpowiedzUsuń
  29. OK ja tak nie wytrzymam jestem już uzależniona od tego bloga. Chyba już przeczytałam go z czterdzieści razy i nie mogę przestać czytać dalej. To cudowne zarazem mrożące krew w żyłach opowiadanie jest dla mnie jak narkotyk. Teraz kiedy piszę tę komentarz w duchu mam nadzieje, że niedługo dodasz ten upragniony rozdział. Jeszcze w całym moim życiu blogowy nie przeczytałam tak poruszającego bloga. Ja gdy to czytam płacze i śmieję się równocześnie. Ta wspaniała, przecudna historia dotknęła moje serce. Po nocach nie śpię i wyobrażam sobie co będzie w dalszej części. Mam wielką nadzieje, że ta fascynująca powieść będzie si e ciągnęła jeszcze przez długi czas, a twoje rozdziały sprawią,że codziennie od nowa będę je czytała.Błagam dodaj nexta bo nie wytrzymam i się bardziej uzależnię. Codziennie rano gdy tylko otworzę swoje oczy sprawdzam czy na blogu " SPRZEDANA " autor już coś dodał. Znalazłam tą historię nie dawno,ale kiedy przerzynałam wszystko od deski do deski, zaczęłam polecać koleżkom które również są blogerami. Więc jeszcze raz błagam dodawaj rozdział. Jak Go już dodasz strzelę Ci już długi taki komentarz jak za wszystkie czasy :) Pozdrawiam i życzę Ci weny ;)
    Michasia :*

    OdpowiedzUsuń
  30. Jestem strasznie ciekawa jakie relacje łączyły Caluma z rodziną Daisy, przecież nie pozwoliłby Jej tak po prostu odejść. Mam nadzieję, że szybko prawda wyjdzie na jaw, bo ta niepewność naprawdę mnie dobije!
    Tobie również życzę wesołych świąt i szczęścia z Twoim crushem :D

    OdpowiedzUsuń

Pamiętaj, że każdy komentarz to motywacja do dalszego (i - w moim przypadku - częstszego) pisania! Dlatego zostaw po sobie ślad. Ja się uśmiechnę, a Ty szybciej dostaniesz kolejny rozdział. Czyż to nie proste? ;)

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.