ROZDZIAŁ 10

WAŻNA INFORMACJA POD ROZDZIAŁEM!

Zdesperowana – to chyba jedyne idealne i adekwatne do mojej sytuacji słowo. Byłam zdesperowana tak bardzo, jak to tylko było możliwe. Zegar na ścianie w korytarzu wskazywał siódmą po południu. Wytrzymałam osiem godzin – długich godzin, pełnych niezbyt przyjemnego pieczenia w miejscach intymnych. Mogłam być z siebie dumna, ale czy było z czego? W końcu nie wytrzymałam – chociaż i tak minęło sporo czasu, zanim się na to zdecydowałam – i poszłam prosto do Caluma. A raczej zatrzymałam się tuż przed drzwiami do jego sypialni.
Cały dzień chodziłam poirytowana; przeszkadzało mi nawet źle pościelone łóżko. Podczas obiadu i kolacji nie potrafiłam wysiedzieć ani chwili w jednym miejscu. Zdesperowana, jesteś zdecydowanie zdesperowana, Boże, co on z tobą zrobił! – krzyczała moja podświadomość. Uniosłam dłoń, aby zapukać w drzwi i od razu ją cofnęłam.
Zrób to, Daisy, dłużej nie wytrzymasz.
Doskonale zdawałam sobie z tego sprawę, ale z drugiej strony było mi strasznie niezręcznie iść do niego i prosić o to, przed czym niedawno tak bardzo się broniłam. Ile dni już mieszkałam w Caluma? Ile dni minęło od momentu, gdy mnie kupił? Straciłam rachubę czasu – nie wiedziałam, który dzień mamy. Praktycznie nie wiedziałam nic, co powinno doprowadzać mnie do szału, jednakże powoli stawało się obojętne. Powoli akceptowałam swoją sytuację – bo co innego mogłam zrobić?
Tykanie zegara przerywało idealną ciszę panującą w ciemnym korytarzu. Wzięłam kolejny głęboki oddech, jednocześnie przestępując z nogi na nogę, ściskając uda i trąc jednym o drugie – chwilowa przyjemność i ponowne pieczenie. Zacisnęłam pięści. Kiedy przestanie? Czemu jeszcze nie przestało!? Po raz kolejny zebrałam się w sobie i uniosłam dłoń do góry. Dawaj, Daisy. Zapukaj, wejdź do środka i powiedz: Calum, ulżyj mi! Załamana własnymi myślami, ponownie opuściłam dłoń. Nie wiedziałam czy powinnam płakać czy się śmiać. Zniechęcona już chciałam wracać do pokoju i dalej cierpieć, gdy postanowiła spróbować zapukać po raz ostatni. Lekko się zamachnęłam i zanim zdążyłam się ponownie rozmyślić, uderzyłam pięścią w drzwi – a przynajmniej miałam nadzieję, że uderzę w drzwi, co było równoznaczne z zapukaniem, lecz coś, a raczej ktoś mi w tym przeszkodził. Moja – co prawda mała, ale jednak – dłoń uderzyła dokładnie w środek klatki piersiowej Caluma. Przerażona cofnęłam się o krok, przyciągając pięść do piersi.
– Boże, przepraszam, ja... ja tylko...
Zaniepokojona kręciłam przecząco głową, jednocześnie patrząc uważnie na twarz Caluma – jakby nie patrzeć, właśnie go uderzyłam! Nie chcący, ale jednak. Pomieszczenie za jego plecami tonęło w ciemności, jedyne światło dawał pojedynczy żyrandol w korytarzu, który zaświeciłam kilkanaście minut wcześniej, gdy kierowałam swe kroki do sypialni Caluma. Jego brązowe tęczówki odbijały nikłe światło, sprawiając, że bałam się go jeszcze bardziej.
– Stokrotko, ileż można pukać do drzwi? – powiedział spokojnym tonem, patrząc na mnie łagodnie, chociaż stojąc w otartych drzwiach, niewątpliwie budził respekt.
Skuliłam się, tępo wpatrując w dywan pod stopami – był miękki i przyjemny, w ciemne, nieregularne wzory. Poruszyłam palcami u stóp, zaciekle unikając wzroku Caluma.
– Zastanawiałem się, ile czasu zajmie ci przyjście do mnie – mówił niezrażony moim milczeniem. – Wejdź do środka – rozkazał, wciąż łagodnym głosem.
Przełknęłam głośno ślinę. Miałam wejść do tego ciemnego pomieszczenia? Pod czujnym wzrokiem bruneta wzięłam głęboki wdech i zrobiłam krok w jego stronę. Odsunął się na bok, wciąż jednak stojąc w drzwiach, więc musiałam przecisnąć się obok, ocierając się o niego prawym ramieniem. Przeszył mnie dreszcz, zupełnie niespodziewany i zaskakujący.
Kolejny krok – coraz szybsze bicie serca.
Wypuściłam powietrze z głośnym świstem – cisza tylko pogłębiała ten dźwięk. Lewa dłoń Cala znalazła się na moim biodrze, gdy przyciągnął mnie do swojego boku, jednocześnie zatrzaskując za nami drzwi i odcinając jedyny dopływ światła. Z każdym kolejnym uderzeniem serca byłam coraz bardziej wstrząśnięta całą tą sytuacją.
– Oddychaj – szepnął mi prosto do ucha, a przez moje ciało przeszedł kolejny dreszcz.
Druga dłoń znalazła się na moich biodrach, wypychając mnie przed niego. Dopiero wtedy zobaczyłam przymknięte drzwi, zza których przeciekało kilka promyków światła. Lekkim pchnięciem Calum dał mi do zrozumienia, że powinnam się skierować w tym kierunku, co zrobiłam. Serce niemiłosiernie waliło mi w piersi, tylko podsycając moje przerażenie. Chłopak za mną prychnął ze zniecierpliwieniem, więc zrobiłam większy krok, a potem kolejny podobny – w trzech następnych doszłam do drzwi. Delikatnie wyciągnęłam dłoń, aby znaleźć klamkę, ale nie przewidziałam, że Calum w tym samym momencie także to zrobi, a nasze dłonie otrą się o siebie. Odskoczyłam gwałtownie.
– Przepraszam – szepnęłam automatycznie.
– Przestań przepraszać – rzucił z rozdrażnieniem.
Ciemne pomieszczenie i zły Calum – to wcale nie sprawiało, że czułam się dobrze. Otworzył szeroko drzwi i gestem dłoni zaprosił mnie do środka. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa, ale zrobiłam kilka kroków, nieco się chwiejąc. Znalazłam się w jego gabinecie. Całą jedną ścianę pokrywały szyby wychodzące na wielki ogród, rozciągający się na kilka dobrych kilometrów i las majaczący w oddali. Ta naprzeciw drzwi zajęta była przez regały pełne segregatorów i innych papierów, a po prawej była pusta za wyjątkiem dużego zdjęcia w szklanej ramie, przedstawiającego Caluma i Chloe – oboje szeroko uśmiechnięci, wśród białych stokrotek.
– Potrzebujesz czegoś ważnego? Pracuję.
Już miałam przeprosić, że mu przeszkadzam, ale w porę się opamiętałam. Obserwowałam jednak, jak podchodzi do potężnego, mahoniowego biurka, stojącego na środku pomieszczenia równolegle do regałów. Usiadł na czarnym krześle i skonsternowany spojrzał na ekran laptopa – oprócz kilku zapisanych kartek, jedynej rzeczy leżącej na blacie. Z jego ust wyszła wiązanka przeróżnych przekleństw; zacisnął pięści i rozprostował je. Przez chwilę pisał coś, zaciekle stukając palcami w klawiaturę, a potem na jego usta wpłynął leniwy uśmiech.
– Daisy? Nie mam całego wieczoru.
– Ja... Bo ja chciałam...
– Po prostu to powiedz.
Wzięłam głęboki oddech, ale wciąż nie wiedziałam, jak mam go o to poprosić.
– Bo ta maść... i ja... bo to piecze... i bym chciała żebyś... Oh.
Spuściłam wzrok i nerwowo wykręcałam palce, w dodatku przestępując z nogi na nogę, podczas gdy w pomieszczeniu rozbrzmiał głośny śmiech Caluma.
– Jesteś taka niewinna, że aż zastanawiam się... Nieważne. Chodź tutaj – rozkazał, wstając z krzesła, na którym dotychczas siedział. – Nie mam zbyt wiele czasu, a pracy aż za dużo, ale odstąpię ci te kilka minut.
Zamknął laptopa i odsunął go na bok, podobnie jak pojedyncze kartki, leżące na masywnym biurku. Niepewnie do niego podeszłam, nagle dokładnie rozumiejąc, po co tak młodemu chłopakowi tak wielkie i tak potężne biurko. Nie pomyliłam się – gdy tylko znalazłam się blisko niego, odwrócił mnie do siebie tyłem i naciskając na mój kark, zmusił, abym się pochyliła. Oparłam łokcie na meblu, a czoło przycisnęłam do lewego ramienia.
– Musisz stanąć szerzej – powiedział, jednocześnie podnosząc materiał mojej sukienki do góry i zarzucając go na moje plecy.
Zrobiłam o co prosił – a może rozkazał? – i czekałam. Pieczenie wciąż nie dawało mi spokoju, dlatego już po chwili lekko zafalowałam biodrami, za co zostałam obdarowana kolejnym śmiechem Caluma. Poczułam lekko muśnięcie na łechtaczce.
– Cały dzień byłaś taka mokra i gotowa, i przychodzisz dopiero teraz? – zdziwił się.
Nie odpowiedziałam. Mój wzrok przykuło logo widniejące na jednej z odsuniętych na bok kartek. Okrągłe, a w środku znajdowały się trzy ptaszki, każdy nieco większy od poprzedniego, a ten na przodzie wychodził poza okrąg. Znałam to logo. Widziałam je tyle razy, gdy jeszcze tata żył. Siedział przy stole w kuchni i wypełniał papiery – jednocześnie zawsze znalazł czas, aby chwilę ze mną pogawędzić czy opowiedzieć mi jakąś historię z wojska.
Co to logo robi na biurku Caluma?
Tata – zapytany o ten znak – zawsze odpowiadał, że to tajemnica i może dowiem się w swoim czasie. Zawsze wtedy peszył się, a po jego czole spływała pojedyncza kropelka potu. Chciałam zapytać Caluma, co to tu robi, dlaczego ma te papiery, jaki ma w tym udział, ale... Wiedziałam, że i tak jest na mnie zły – przerwałam mu pracę. Poza tym, skoro ojciec nie chciał nic o tym mówić, Calum tym bardziej nic nie powie.
Przycisnęłam mocniej czoło do ramienia, czując, jak Cal powoli we mnie wchodzi. Wsunął się łatwo i bez problemu – cały dzień czekałam na ten moment, który w końcu nastąpił. Miałam tylko nadzieję, że nie będzie jak ostatnim razem – że ulży sobie, a mi nie. Liczyłam na to, że znów doznam tej nieopisanej przyjemności, gdy moje ciało ogarnia błogie pożądanie, a nogi miękną, sprawiając, że tracę siły.
Dłońmi ciasno trzymał moje biodra, gdy lekko wysuwał się ze mnie, aby wsunąć z większą mocą, za każdym razem coraz mocniej. To było przyjemne i zrozumiałam już, że nawet jeśli uważam to za nieetyczne zachowanie, pragnienie tej przyjemności jest silniejsze. Pogodziłam się ze swoją rolą.
Kolana mi drżały, gdy coraz szybciej kręciłam biodrami, chcąc sprawić, aby ta ekstaza, na jaką liczyłam, nadeszła szybciej. W pewnym momencie ręce Cala wsunęły się pod mój brzuch, obejmując mnie. Pochylił się nade mną – jego tors przywarł do moich pleców. Krzyczałam, gdy nadszedł ten moment, na jaki czekałam; on zaś dyszał mi do ucha, lekko je przygryzając i gdy wytrysnął we mnie, opadł bezwładnie na moje ciało, przygniatając mnie i wciskając w mahoniowy mebel.
– Jezu, Stokrotko! Zawsze chciałem to zrobić na biurku – wyjęczał. – Ale starczy tego dobrego.
Zsunął się ze mnie i wstał, podciągając do góry swoje spodnie. Leżałam jeszcze przez chwilę, przyciskając policzek do twardego drewna i także się podniosłam, obciągając sukienkę w dół.
– Dz-dziękuję – szepnęłam, spoglądając w dół, aby nie na niego.
– Teraz musisz iść się dokładnie umyć, możesz skorzystać z tej dużej łazienki. Ale zanim, czy mogłabyś pójść do kuchni i zrobić mi herbatę?
– Oczywiście – gorliwie przytaknęłam.
Opuściłam jego biuro i zamknęłam za sobą drzwi. Znalazłam się z powrotem w jego ciemnej sypialni. Dlaczego tu jest tak ciemno? Nie potrafiłam rozpoznać niczego, nawet najmniejszego konturu. Dotknęłam dłonią ściany i tak postanowiłam dojść do drzwi. Sposób był dobry i szybko odnalazłam to, czego chciałam i mogłam wydostać się z przytłaczającej sypialni na korytarz, w którym już nie świecił się żaden z żyrandoli. Mimo to, przez ten czas, jaki tu spędziłam, zdążyłam nieco poznać rozkład domu i bez problemu odnalazłam schody prowadzące na dół.
Moje serce wciąż biło szalonym rytmem, który odbijał się echem nawet w mojej głowie. Na wciąż lekko drżących nogach zeszłam na dół i od razu skierowałam się do kuchni. Ten dom pełen był kontrastów.
Calum – zimy i opanowany, ale przy Chloe kochany, uroczy i opiekuńczy. Cały budynek – połączenie starych elementów z nowymi technologiami, które podczas wojny zostały doszczętnie zniszczone i teraz odnawiane, są bardzo drogie. Barokowy przepych w korytarzach i w dolnej części domu, ale minimalizm w sypialniach i pokojach na górze.
Z już zaparzoną herbatą, rozpoczęłam ponowną wędrówkę do jaskini smoka – jak w tamtym momencie nazwałam sypialnię Cala.


Było już dobrze po dziewiątej, gdy wcierałam w swoje ciało olejek waniliowy, siedząc w wannie pełnej różanych płatków do kąpieli. Wsypując je do wanny, wcale nie byłam pewna, czy to dobre połączenie, ale nie pachniało najgorzej. Bardzo dokładnie umyłam swoje długie, ciemne włosy i spłukałam z nich pianę. Wtarłam w siebie tyle olejku, ile tylko się dało – chociaż sama nie wiedziałam, co chciałam z siebie zmyć.
Calum podziękował za herbatę, czym nieco zbił mnie z tropu, posłał mi uroczy uśmiech i powiedział, że już jestem wolna aż do rana. Zachowywał się inaczej niż wcześniej, chociaż wciąż uparcie zerkał w ekran laptopa. Pomyślałam, że może ma kłopoty – stąd jego wyjazd i zdenerwowanie – ale to nie była moja sprawa, więc zepchnęłam to w najdalszy kąt świadomości.
Wytarłam się miękkim, puchowym ręcznikiem – bardzo dokładnie – i czułam wielką euforię, związaną z tym, że nie odczuwałam już nieprzyjemnego pieczenia w miejscach intymnych. Miałam nadzieję, że Calum już więcej nie wpadnie na ten okrutny pomysł – już raz go przecież wykorzystał, a wyglądał na osobę kreatywną. To jednak sprawiało, że nieco obawiałam się jutra i każdego następnego dnia – w końcu nie wiedziałam, co następnym razem wymyśli.
Otuliłam swoje ciało białym, nieco krótkim – bo sięgającym zaledwie do połowy uda – szlafrokiem i wyszłam z wielkiej łazienki, z której korzystałam. Ta w moim pokoju napawała mnie dziwnym lękiem, co zapewne wiązało się z licznymi lustrami, które przypominały mi te kilka godzin przez moją licytacją.
Na korytarzu świecił się tylko ten jeden żyrandol, który wcześniej zaświeciłam. Panowała cisza – nieco przerażająca. Moje bose stopy cicho stąpały po dywanie. Nie chciałam hałasować, ale nagle moją uwagę przyciągnęło coś zupełnie innego. Jęk? Zatrzymałam się i zaczęłam nasłuchiwać. Po chwili dźwięk się powtórzył. Wtedy już miałam pewność, że to nie jęk, a płacz – płacz dobiegający z pokoju małej Chloe. Niepewnie podeszłam do drzwi i przyłożyłam do nich ucho – dźwięk był intensywniejszy. Zapukałam.
– Chloe? – zapytałam cicho.
Odpowiedziało mi zduszone chlipnięcie. Nacisnęłam klamkę i weszłam do środka. Rolety nie przepuszczały zbyt wiele światła, zwłaszcza, że na dworze już zaczynało być ciemno. Mimo to bez problemu odnalazłam wzrokiem małą osóbkę skuloną w rogu łóżka, którego połowę miejsca zajmowały pluszaki. Pokój Chloe wyglądał jak typowa dziecięca sypialnia – i śmiałam twierdzić, że było to najprzytulniejsze pomieszczenie w całym dworku.
– Hej, co się stało? – zapytałam łagodnie, zamykając za sobą drzwi i robiąc kilka kroków w przód.
– Daisy – chlipnęła. – Pszytulisz mnie?
– Przytulę – pokiwałam głową i podeszłam do łóżka.
Wślizgnęłam się pod kołdrę, a blondynka wytarła rączkami naznaczone łzami policzki i wtuliła we mnie. Dokładnie przykryłam ją kołdrą.
– Miałam zły sen – wyznała po chwili.
– Chcesz mi go opowiedzieć?
Cisza, jaka między nami zapadła, kazała mi twierdzić, że dziewczynka nie bardzo chce o tym rozmawiać. Mogłam jedynie przytulić ją bardziej, co też uczyniłam. Wtedy jednak wzięła głębszy oddech i odezwała się:
– Calum mnie adoptował.
– Śniło ci się, że Calum cię adoptował? – Nie bardzo rozumiałam.
– Nie, ale historie trzeba opowiadać od początku, co nie?
Uśmiechnęłam się, kiwając lekko głową.
– Mieszkam tutaj już dłużej niż rok, tak mówi Calum – kontynuowała. – Wbiegłam mu pod samochód, gdy mój brat bawił się ze mną w chowanego i gdzieś zniknął, a ja chciałam go odnaleźć. Nie lubiłam Luke'a, był za wysoki i nigdy nie chciał tszymać mnie za rączkę. Bawił się tylko w chowanego i szukałam go miesiącami.
– Miesiącami? Może godzinami?
Czasem bark poczucia czasu u dzieci mnie śmieszył – ale potrafiły być przy tym tak słodkie. Chloe pokiwała głową, zgadzając się ze mną.
– Nigdy nie chciał robić mi kanapek. Mieszkaliśmy w dwóch pokojach w takim magazynie, gdzie od jakiegoś czasu było pełno dziewczyn takich jak ty – mówiła. – A mój brat stał się jeszcze gorszy, więc jeszcze bardziej go nie lubiłam i wpadłam na pomysł, że ucieknę i wtedy przyjechał Cal i mnie zabrał. To moja historia – zakończyła.
– Więc Calum jest dla ciebie...
– Tatą – dokończyła za mnie. – Opiekuje się mną i jest super!
– Więc co takiego ci się śniło?
– Pan Harry – odparła. – Nie lubię pana Harry'ego, jest zły. I zawsze zabiera od Cala te inne dziewczyny, a mi się śniło, że teraz zabierze i ciebie. A ja ciebie lubię!
Przytuliła mnie mocniej.
– Nie chcę, żeby pan Harry cię zabrał – zaskomlała, a ja mogłam jedynie pogłaskać ją po miękkich blond włosach.
– Już dobrze, Chloe, to tylko sen – szepnęłam. – Spróbuj zasnąć.
– Zostaniesz ze mną?
– Zostanę.


W łóżku razem z Chloe było mi bardzo ciepło. W Sydney noce były zimne. Dziewczynka zasnęła dość szybko, ja niestety tak nie potrafiłam. Czułam nieprzyjemny ból w podbrzuszu, który mógł oznaczać tylko jedno – czerwone dni każdej kobiety. Zasnęłam kilka długich godzin później, bojąc się o to, co będzie rano.
Gdy się obudziłam, różowy zegarek w pokoju Chloe wskazywał godzinę jedenastą, a po dziewczynce nie było ani śladu. Wyszłam z jej łóżka i dokładnie pościeliłam łóżko, sprawdzając najpierw, czy aby nie podbrudziłam pościeli krwią – dopiero wtedy wyszłam z jej sypialni i poszłam do siebie, gdzie założyłam czerwoną, pastelową sukienkę. Przez chwilę byłam niezdecydowana, czy założyć pasek – w końcu zrezygnowałam, chociaż Calum na początku zastrzegł, że powinnam go nosić. Dzisiaj jednak nie tyle nie chciałam nosić na sobie narzędzia, które mogłoby w przyszłości pomóc mnie ukarać, o ile nie chciałam niczym ściskać brzucha.
Na szafeczce obok łóżka stało pudełko z tabletkami i szklanka z wodą, którą przyniosłam poprzedniego wieczoru – to mi przypomniało, że koniecznie muszę połknąć dzienną dawkę tabletek. Nie wiedziałam nawet do końca, po co je łykałam – Calum kazał, więc to robiłam.
Nasilający się ból brzucha wcale nie napawał mnie entuzjazmem. Nie miałam ochoty na jedzenie, opuściłam śniadanie i miałam zamiar także opuścić obiad. Pragnęłam jedynie połknąć kilka tabletek przeciwbólowych i założyć bieliznę – ale to oznaczało, że znów byłam zmuszona prosić o coś Caluma, co wcale nie wywoływało uśmiechu na moich ustach.
Była już godzina trzynasta, gdy niepewnie zapukałam do drzwi sypialni chłopaka. Zaprosił mnie do środka zachrypłym głosem. Będąc już w środku, zdziwiłam się widokiem jego w łóżku. Zdążyłam już zauważyć, że był rannym ptaszkiem – miałam płytki sen, a on nigdy specjalnie nie dbał o ciszę, gdy rano wychodził od siebie na dół. Leżał w łóżku na brzuchu, z policzkiem przyciśniętym do zwiniętej kołdry. Jego prawie nagie ciało – okryte jedynie czarnymi bokserkami – przyciągało mój wzrok. Mięśnie na plecach miał rozluźnione. Powieki zamknięte, usta lekko rozchylone, a czarne włosy w nieładzie. Lewą rękę trzymał pod poduszką, prawą miał zarzucona na kołdrę, podobnie jak i prawą nogę.
– Co chcesz? – zapytał, nie dbając o to, że kołdra nieco tłumi jego głos.
– Um... bo ja...
Stokrotko, cholera, naucz się wysławiać. Ciągle się jąkasz – fuknął.
– Bo ja mam problem – powiedziałam.
– Jaki znowu? Przecież mówiłem, żebyś tę maść dokładnie z siebie zmyła – jęknął w kołdrę.
– Ale ja nie o tym – odpowiedziałam lekko zawstydzona. – Bo ja mam problem kobiecej natury – wykrztusiłam z trudem, przestępując z nogi na nogę, nie ruszając się z odległości pół metra od drzwi.
Westchnął głośno i wymruczał sam do siebie coś, co mogłoby przypominać: nie dadzą człowiekowi pospać.
– Czyli masz okres, tak?
Pokiwałam głową, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, że on jeszcze jest zaspany i na mnie nie patrzy. Potwierdziłam więc po chwili.
– W dużej łazience znajdziesz wszystko, co potrzebujesz. Mała szafka w rogu, zaraz obok tej z ręcznikami. Ile to potrwa?
– Co? – Wymknęło mi się mało kulturalnie, ale naprawdę nie zrozumiałam jego pytania.
– Ile dni będziesz miała ten okres?
– P-pięć – jęknęłam zażenowana, że muszę się dzielić takimi informacjami z takimi osobami jak on, a przede wszystkim z nim – chłopakiem.
– Pięć dni bez seksu? – jęknął, mocniej wciskając twarz w poduszkę. – Dobra, idź i daj mi w końcu się wyspać – powiedział, a mi nie trzeba było drugi raz powtarzać. Wyszłam po cichu i bez słowa, starając się nie trzaskać drzwiami. Miałam nadzieję, że szafka jest dobrze zaopatrzona w tabletki, ponieważ ból był coraz bardziej nieznośny.
Będąc już na korytarzu, pomyślałam, że zaspany Calum jest zdumiewająco seksowny.


Przez duże, otwarte okno, do środka błękitnego pokoju wpadały promienie słońca. Po pomieszczeniu rozchodziły się delikatne dźwięki wychodzące z lśniącego fortepianu. Palce Caluma bezbłędnie trafiały w odpowiednie klawisze, podczas gdy on sam nawet na nie nie patrzył – jego wzrok wciąż wędrował do mnie, siedzącej na granatowej sofie.
– Masz ulubioną piosenkę? – zapytał, zaczynając grać zupełnie nową melodię.
– U mnie w domu – zaczęłam ze smutkiem – słuchaliśmy tylko radia. Mama słuchała informacji o wojnie, mając nadzieję, że to wszystko skończy się dobrze.
– Żadnych płyt? – zdziwił się. – Bo z tego co wiem, podczas wojny w radiu nie grali muzyki.
– Nie mieliśmy żadnych płyt, a nawet jeśli, nie mieliśmy na czym ich słuchać – wzruszyłam ramionami i poprawiłam się na sofie, siadając w innej pozycji. Usiadłam bokiem, lewym ramieniem opierając się o oparcie kanapy, a stopy ułożyłam na siedzeniu przed sobą, jednocześnie przyciągając kolana do piersi i obejmując je ramionami.
– Więc co robiłaś całymi dniami? – dopytywał, a ja wtedy pomyślałam, że sprawia wrażenie, jakby naprawdę go to interesowało i zrobiło mi się milej.
– Opiekowałam się mamą, która z każdym dniem coraz bardziej martwiła się o ojca i mojego brata. Gdy mama zaszywała się w swojej sypialni, aby płakać, udawałam, że nic nie słyszę i uciekałam w świat książek. Przeczytałam po kilka razy wszystkie, jakie mieliśmy w domu, a nie było ich wcale tak wiele – mówiłam. – Robiłam pranie, pomagałam sąsiadce w ogródku i... to chyba wszystko.
– Czyli nie miałaś ciekawego życia? – na pół stwierdził, na pół zapytał.
– Ciężko stwierdzić – odparłam. Każda następna rozmowa z nim stawała się coraz mniej niezręczna, chociaż zwykle on pytał, a ja odpowiadałam. Mimo to, zaczynałam powoli lubić naszą dziwną konwersację.
– Miałaś chłopaka?
Skrzywiłam się nieco, przez co zostałam obdarzona badawczym spojrzeniem.
– Kręcił się taki jeden z sąsiedztwa, ale... nie lubiłam go – wyznałam nieco zawstydzona. Nie lubiłam odpowiadać na takie pytania. – Mieszkam... mieszkałam za miastem, w domku, z dala od wieżowców, gdzie ludzie mieli prawie wszystko, co tylko sobie wymarzyli.
Nie wiedziałam, czemu mu o tym opowiadałam. Po prostu nigdy nie miałam przyjaciółki czy przyjaciela, z którym mogłabym rozmawiać o wszystkim. Za sąsiadów miałam same starsze osoby, jedynie James był dwa lata starszy, ale dziwny.
– Mieszkanie z dala od centrum ma swoje plusy – posłał mi uśmiech. – Ja się wychowałem w tym domu i praktycznie całymi dniami przesiadywałem w ogrodzie albo na łące w lesie. Zaprowadzę cię tam kiedyś – obiecał.
Odpowiedziałam mu lekkim, nieśmiałym uśmiechem. Zachowywał się zupełnie inaczej. Nie był oschły i chłodny, a wręcz przeciwnie – dopytywał, interesował się i posyłał uśmiechy. Mocniej przycisnęłam nogi do piersi, a on powrócił do grania kolejnej melodii na fortepianie. Jego palce zręcznie przeskakiwały z klawisza na klawisz, wydając cudowne dźwięki.
Calum przyszedł do pokoju muzycznego gdy ja już w nim byłam. Stałam przy ścianie i oglądałam gitary. Z początku nawet nie usłyszałam, jak wszedł do środka. Zorientowałam się dopiero, gdy z fortepianu zaczęły ulatywać dźwięki. Przestraszył mnie, ale gdy się uspokoiłam, zajęłam miejsce na kanapie i wsłuchiwałam się w graną przez niego muzykę, chociaż z początku chciałam wyjść i wrócić na górę, bądź iść do biblioteki, gdzie miała być Chloe. Ale zostałam i nie żałowałam.
– Więc nie masz ulubionej piosenki, mówisz? – zapytał nagle, przerywając granie.
– Nie – dodatkowo pokręciłam głową.
– Więc zagram ci stary przebój, na punkcie którego zwariowała nie jedna osoba – powiedział, a jego długie palce rozpoczęły taniec na klawiszach. – Co ty na to? Chcesz posłuchać?
– Chętnie – odpowiedziałam.
Kąciki jego ust uniosły się do góry, a on sam zamknął powieki. Poszłam za jego przykładem i zamknęłam swoje, opierając głowę o oparcie granatowej sofy. Promienie słońca ogrzewały moją twarz, a ja całym ciałem wsłuchiwałam się w grę i śpiew Caluma.
It's been a long day, without you my friend... And I'll tell you all about it, when I see you again... We've come a long way, from where we began... Oh I'll tell you all about it, when I see you again... When I see you again...


* Piosenka, którą śpiewa Calum to Wiz Khalifa – See You Again. Przypominam, że mamy rok 2240, więc dla nich to jest stary przebój. :) *

A teraz ta ważna informacja... Słuchajcie, ja wiem, że są wakacje i jest wielki i wszechobecny luz, ale jestem zmuszona do zawieszenia Sprzedanej na czas wakacji. Chodzi o to, że od września będę miała bardzo mało czasu na pisanie, a oprócz Sprzedanej mam też Angel – moje pierwsze fanfiction, pierwsze które odniosło sukces, z którym mam naprawdę ambitne plany i na które przeznaczam dwa a może nawet trzy razy więcej czasu niż na Sprzedaną. Dlatego do końca sierpnia nic się tutaj nie pojawi. Pisać będę, właśnie o to chodzi. Chcę w trakcie wakacji napisać jak najwięcej rozdziałów w przód, aby potem tylko publikować i powoli pisać następne, żeby się z nimi nie spieszyć i móc normalnie uczyć, nie zaniedbując niczego. Możecie być źli, wściekli, możecie mnie zastrzelić, poćwiartować i zakopać Calumowi na podwórku – ale to nic nie zmieni, bo decyzję podjęłam i będę się jej trzymała. Mam dokładną rozpiskę akcji na kolejnych pięć rozdziałów, dalej też wiem, co chcę wam przekazać, więc myślę, że ogólnie zamknę Sprzedaną w max. 30 rozdziałach. Jedyne co możecie zrobić, to zaakceptować moją decyzję i czekać do września. :) 
Dodałam do bloga gadżet twittera, możecie tweetować z hasztagiem #SprzedanaFF. :) I liczę na Was w sprawie komentarzy – ostatnio zauważyłam, że robi się ich coraz mniej, huh. 

DODAJ SIĘ DO OBSERWATORÓW | ASK

14 komentarzy:

  1. Jejku, rozdział jest zajebisty. Uprzejmy Calum >>>> całkiem coś innego, przeciwieństwo sprzedanej hahaha, to lubię, to mi się podoba. A ten seks na biurku >>> haha omg uwielbiam czytać ff ze sceną erotyczną gdy się pieprzą w innym miejscu niż w łóżku. (nie oceniaj mnie lmao)
    Rozdział mi się cholernie podoba, ale przykro mi że tyle będzie trzeba czekać na 11, ew, no ale cóż.. Akceptuję twoją decyzję i doskonale cię rozumiem, więc nie mam prawa mieć ci za złe decyzji jaką podjęłaś, akceptuję i nie zostaje mi nic innego ja po prostu czekać do września. Udanych wakacji i do zobaczenia niebawem! x ~ hemmobson

    OdpowiedzUsuń
  2. Chłopak uzdolniony muzycznie to skarb ❤
    Będę wytrwale czekać ❤
    Nie myślałaś o publikacji opowiadania na Wattpadzie? Tam zrobiłoby taką samą furorę jak na blogspocie a może nawet i większą ;)
    Ściskam i życzę weny
    You Belong With Me

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale Sprzedana jest na wattadzie XD
      Na blogu jest nawet odnośnik, po lewej stronie. :)

      Usuń
  3. Wrócę, kiedy nadrobię ,*

    L xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej, fajny blog :) Wciągnął mnie, serio. :)
    Zapraszam do siebie.
    http://my-name-is-memory.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Takiego Caluma to lubię :D W końcu z nią normalnie porozmawiał. Coś mi się zdaje, że Cal podoba jej się jeszcze bardziej. No i w końcu poznaliśmy historię Chloe. Świetny rozdział. Szkoda, że na kolejny będzie trzeba tak długo czekać, ale dam radę :D Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. SUPER ROZDZIAŁ!!!!!
    Zapraszam do mnie:
    http://r5-i-siostry-marano.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Boski rozdział, blog niezły :D Czekam na next i zapraszam na mój NOWY blog:
    http://historianowejery.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetne fanfiction, czekam na next.Zapraszam do mnie: http://hopebelievelovefanfiction.blogspot.com/

    Sory za spam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zakochałam się w tym ff! W ciągu jednego dnia pochłonęłam wszystkie dziesięć rozdziałów, które, jak nie patrzeć, są dosyć obszerne.
    Calum jest przecudny i nie pomyślałam nawet, że bardziej przypadnie mi do gustu niż Luke, bo czytałam wiele ff o blondynie. Z początku przekonana byłam, że będzie on drugą wersją Greya (durna...) XD Ale jednak myliłam się i chłopak jest przecudny, jak napisałam wyżej.
    Nie cierpię bohaterek ff, bo uważam, że są mdłe i irytujące. Za to Daisy pokochałam. Jej delikatność jest taka ujmująca. Wprost doczekać się nie mogę, kiedy Cal się przed nią otworzy i założą rodzinkę z Chloe włącznie :3
    Byle do września!,
    pozdrawiam i ściskam mocno.

    OdpowiedzUsuń
  10. Boże to jest genialne. Po prostu nie mogę znaleźć słów, żeby to opisać. Powiem tyle, że już kocham to opowiadanie i z nie cierpliwością czekam na następny rozdział. ♥

    OdpowiedzUsuń
  11. Wow co za rozdział <3 tak trzymaj kochana @mortajuliana

    OdpowiedzUsuń
  12. Wow, świetny ;)
    Nie mogę się doczekac nexta xD

    OdpowiedzUsuń

Pamiętaj, że każdy komentarz to motywacja do dalszego (i - w moim przypadku - częstszego) pisania! Dlatego zostaw po sobie ślad. Ja się uśmiechnę, a Ty szybciej dostaniesz kolejny rozdział. Czyż to nie proste? ;)

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.