ROZDZIAŁ 9

Z ogromnymi podziękowaniami dla Curly Angel.

Uwaga, rozdział dość brutalny. 


Przewróciłam się na bok, głośno dysząc, gdy tylko Calum zsunął się ze mnie. Byłam odwrócona do niego plecami i wciskałam spoconą twarz w miękką, białą poduszkę. Nadgarstki – związane niezbyt mocno sznurem – przycisnęłam do piersi oraz zacisnęłam uda. To wszystko, co działo się jeszcze przed chwilą, było zarówno piękne i niepowtarzalne, jak i przerażające, ohydne, okropne i... niemoralne! Ale mimo to, podobało mi się.
Przestałam rozumieć samą siebie. W jednej chwili chciałam być silna, nie mazać się, ale w drugiej właśnie to robiłam. Użalałam się nad sobą. Jednak powoli zaczęło do mnie docierać, że jestem na straconej pozycji, że moja sytuacja jest beznadziejna i jedyne co mogę zrobić, to oddawać mu się cała, aby chociaż nasze wzajemne stosunki uległy zmianie. Przypomniałam sobie, jak oprowadzał mnie po domu. Był chłodny względem mnie – w porównaniu z jego relacją z Chloe to nawet lodowaty – ale wydawał się inteligentną osobą i miałam nadzieję, że niedługo nasze spędzanie czasu nie będzie tylko czysto fizyczne, ale może będziemy siedzieć w pokoju muzycznym i słuchać razem muzyki, bądź w bibliotece czytać książki lub dyskutować na różne tematy.
Od samych takich myśli, moje oczy zaszkliły się. Drgnęłam, gdy dłoń Caluma znalazła się na moim nagim biodrze. Leżał w pewnej odległości za mną, słyszałam jego głośny, nierówny oddech – głośniejszy niż mój. Przesunął dłoń niżej, zjechał nią na mój brzuch. Chciałam go poprosić, aby rozwiązał mi ręce, ale bałam się, że mogę go tym zezłościć.
– Podobało ci się? – zapytał nagle.
– Chyba tak – odparłam słabo, niemalże szepcząc.
– A jak skomentujesz krępowanie rąk? – dopytywał.
– N-nie wiem. Ja pierwszy raz tak...
Nie do końca wiedziałam, jak powinnam się wysłowić. Opowiedzieć to, co czułam. Było inaczej. Wtedy w wannie mogłam go dotknąć. W przypływie emocji nawet objęłam go za szyję, dyszałam w nią, kiedy poruszał się we mnie. Ale przed chwilą nie mogłam. Wciąż słyszałam w głowie jego słowa „trzymaj ręce nad głową”. Nie pozwalał się dotykać – czułam się przez to zdominowana, całkowicie mu poddana, a jemu chyba właśnie o to chodziło. W końcu teraz byłam jego.
– W porządku. W najbliższym czasie wypróbujemy jeszcze kilka małych sztuczek, muszę wybadać, co ci odpowiada a co nie.
Delikatnie poruszył dłonią, która przez ostatnie minuty nie ruszyła się ani o centymetr z mojego brzucha. Palcami gładził moją spoconą, gorącą skórę. Poczułam się dobrze, chociaż byłam zmęczona tym, co ze mną robił. Rozluźniłam się, opuściłam nadal związane ręce na materac, poruszyłam lekko, aby przyjąć wygodną pozycję na łóżku i przymknęłam powieki.
Jego ręka posuwała się coraz wyżej, masując moją skórę. Byłam senna. Ale wtedy on przysunął się do mnie, twardym członkiem napierając na moje pośladki.
– Nie zasypiaj, jesteś tu dla mojej przyjemności, a ja mam ochotę na jeszcze. Potem będziesz mogła zasnąć.
Zębami lekko przygryzł płatek mojego ucha.
– Może teraz spróbujemy od tyłu? Nie – odpowiedział sam sobie. – Chyba nie jesteś gotowa. Ale tym razem przywiążemy ci rączki do łóżka, żebym nie musiał cię co chwilę upominać.
Na te słowa drgnęłam gwałtownie. Przywiązać do łóżka!? On jednak nie zwracając na mnie uwagi, wstał i zszedł z łóżka. Przewróciłam się na plecy, aby móc zobaczyć, co takiego robił. Z małej szafki, stojącej w rogu pokoju, wyjął kolejny sznur. Otworzyłam szerzej oczy dokładnie w momencie, kiedy Calum na mnie spojrzał.
– Spokojnie, przecież nie zrobię ci krzywdy, Daisy.
Niepewnie pokiwałam głową. Do tej pory mnie nie skrzywdził, przynajmniej nie fizycznie, więc mogłam przestać się bać. I chociaż po tych słowach moje przerażenie gwałtownie zmalało, wciąż odczuwałam pewien dyskomfort. Podszedł do mnie bardzo powili i gdy już stanął obok łóżka, zatrzymał się i po prostu mnie obserwował. Przesuwał wzrokiem po całym moim ciele, najdłużej jednak patrząc na moją kobiecość – czyli coś, co najbardziej pragnęłam schować, chronić.
– Podnieś ręce do góry, Daisy – rozkazał, co wykonałam bardzo powoli. – Bardzo dobrze – pochwalił mnie, a następnie wszedł na łóżko i przysunął się do mnie na kolanach. Ostrożnie złapał za moje nadgarstki i obejrzał je z każdej strony. – Boli cię to? Nie związałem za mocno?
– Jest w porządku.
Chyba. Ale tego już nie powiedziałam. Kiwnął głową na znak, że rozumie i wyciągnął je nad moją głowę. Były lekko zgięte w łokciach. Chwilę zajęło mu przywiązanie mnie do zagłówka łóżka, a przez ten czas pochylał się nade mną. Czułam jego pot, który ku mojemu zdziwieniu nie był nieprzyjemnym zapachem, a także resztki perfum i specyficzny zapach, który unosił się w powietrzu za każdym razem, gdy robiliśmy takie rzeczy. Nie potrafiłam go zidentyfikować, ale wiedziałam, że już czułam tę woń. Mimo wszystko pachniał nawet ładnie – w każdym razie, spodziewałam się zupełnie innego zapachu, ale obecna sytuacja w pełni mnie zadowalała. Mogłam bezkarnie przyjrzeć się jego umięśnionej klatce piersiowej. Musiał ćwiczyć, albo uprawiać jakiś sport – byłam tego pewna.
– Gotowe – oznajmił, odsuwając się ode mnie i przechodząc na koniec łóżka, gdzie usadowił się między moimi nogami. – Jak się z tym czujesz?
– Trochę dziwnie – przyznałam. A przyznać musiałam również sama przed sobą fakt, że coraz mniej obawiałam się odpowiadać mu, mówić do niego i po prostu się odzywać. Może to przez to, że zaczął dopytywać się, czy coś mi odpowiada czy nie?
Posłał mi uśmiech – piękny, szczery uśmiech, którego wcale się nie spodziewałam.
– Bardzo mnie to cieszy – oznajmił i złapał mnie za kostki u nóg, a następnie gwałtownie pociągnął do siebie tak, że moje przywiązane do łóżka ręce się napięły. – A teraz? – Uniósł brwi, spoglądając na mnie nieco kpiącym wzrokiem. Gdy otworzyłam usta, aby mu odpowiedzieć, ale zrezygnowałam z tego, na jego usta wpłynął taki uśmiech, jakim nie pogardziłby żaden chłopiec z liceum, który miałby właśnie okazję dopiec najbardziej znielubionej nauczycielce. Trochę mnie to przeraziło. Trochę bardzo.
Ale dał mi spokój, bo po chwili przyjął normalny wyraz twarzy i rozpoczęły się kolejne chwile, podczas których sama nie wiedziałam, czy czuję się dobrze czy źle, czy to w porządku czy nie, czy to mi się podoba czy wręcz przeciwnie oraz czy ja tego chcę czy nie.
Nie chciałam.
Chociaż sama nie do końca byłam pewna, czy to prawda. Bo z każdym kolejnym jego dotykiem, coraz bardziej traciłam siebie, coraz mocniej pogrążając w obecnej chwili – w przyjemności.


Obudziłam się nagle, nie do końca wiedząc, co się dzieje. Otworzyłam oczy i jedyne co widziałam, to otaczająca mnie ciemność. Czułam, że się poruszam, wtulona w coś ciepłego, co pachniało potem, perfumami i tym czymś, czego nazwać nie umiałam. Calum.
Powieki ciążyły mi okropnie, uparcie zmuszając mnie do ich opuszczenia. Wróciłam pamięcią do wcześniejszych wydarzeń, chwilę przed tym, jak zasnęłam wykończona kolejną porcją seksu. Calum odwiązał moje nadgarstki i zanim położył się tuż obok mnie, wycisnął na moich ustach soczysty pocałunek. Byłam wtedy pijana. Pijana emocjami, jakie mnie rozsadzały od środka. Ledwo przytomna z przyjemności, jaką mi dał. Jaką dał sobie, ale przy okazji obdarzył nią także i mnie. Potem położył się obok i roztarł moje lekko zaczerwienione nadgarstki, następnie przysuwając mnie do siebie i przyciskając swoją pierś do moich pleców. A potem zasnęłam, zmęczona tym wszystkim, mając poczucie chorego bezpieczeństwa.
Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi i do moich oczu dotarło światło z korytarza, na który właśnie wyszliśmy. Chciałam się odezwać, ale nie mogłam. Wciąż byłam zmęczona, a Calum najwyraźniej myślał, że wciąż śpię. Więc nie powiedziałam ani słowa i pozwoliłam mu się nieść. I chociaż powieki uparcie mi opadały, chciałam wiedzieć, dokąd idziemy.
Ku mojemu zdziwieniu, popchnął nogą drzwi do mojej sypialni. Wniósł mnie do środka i ostrożnie położył w łóżku i naciągnął na mnie kołdrę. Była zimna, ale wiedziałam, że gdy on położy się obok, będzie mi ciepło. Przez chwilę naprawdę miałam taką dzieję, że zostanie ze mną, ale on wyszedł, a ja byłam zbyt zmęczona, aby odczuć zawód.


Irytujący dźwięk telefonu przebił się przez osłonę snu. Wymruczałam coś niezrozumiałego i przekręciłam na drugi bok, jeszcze bardziej wtulając się w poduszkę. Telefon zamilkł, ale tylko po to, aby po chwili rozdzwonić się ponownie. Niechętnie usiadłam – zupełnie nie zwracając uwagi na opadającą kołdrę – i przetarłam palcami zaspane oczy. Chwilę zajęło mi zrozumienie, że jestem w swoim pokoju i zlokalizowanie przeklętego urządzenia, przez które nie mogłam dalej spać.
W pokoju było szarawo – jedynym światłem była niebieska poświata księżyca, która wpadała do środka przez niezasłonięte okno. Była jeszcze noc. Prawdopodobnie nad ranem. Czego Calum chciał ode mnie o takiej porze? Niepewnie sięgnęłam po słuchawkę i przyłożyłam ją do ucha, mówiąc nieśmiałe:
– Halo?
– Przyjdź do mojej sypialni. Wiesz, gdzie to jest.
– D-dobrze – wydusiłam. Co takiego zrobiłam, że wzywał mnie do siebie o takiej godzinie? Przecież kochałam się z nim dwa razy – czego więc chciał jeszcze? Powtórki? Na to nie byłam jeszcze gotowa.
– Nie ubieraj się, masz minutę.
Rozłączył się, a ja drżącą dłonią odłożyłam słuchawkę na odpowiednie miejsce i wzięłam kilka głębokich oddechów. Odsunęłam od siebie kołdrę i wyszłam z łóżka, zaplatając ramiona na piersi. W Sydney noce były zimne, zupełne przeciwieństwo upalnych dni.
Korytarz przeszłam najszybciej jak tylko umiałam, tępo wpatrując się w podłogę. Zatrzymałam się przed odpowiednimi drzwiami i zamarłam, nie wiedząc, czy powinnam zapukać, czy od razu wejść. Po chwili doszłam jednak do wniosku, że przecież on wie, że przyjdę, że przecież sami mi kazał, że czeka na mnie i że tylko tracę czas – w końcu miałam tylko minutę. Czy ona już minęła? W końcu pchnęłam drzwi i weszłam do środka. Sypialnia Caluma była dużym pomieszczeniem, tonącym w ciemności. Miał okna na inną stronę, u niego nie świecił księżyc. W tej samej chwili zapaliła się lampka, stojąca na nocnym stoliku obok łóżka. Pustego łóżka.
– Uklęknij na łóżku, Daisy.
Po drodze zauważyłam, że stał tam, przy łóżku. Żarówka rzucała na niego żółtą poświatę, w której jego oczy – zwykle ciemno brązowe – wyglądały niczym kocie. Ostrożnie weszłam na mebel i uklękłam. Jego dłoń niemalże od razu znalazła się między moimi łopatkami, popychając do przodu i zmuszając do oparcia się na dłoniach. Biała pościel była miękka, moje kolana zagłębiały się w niej, podobnie jak i ręce.
Krzyknęłam cicho z zaskoczenia, gdy rozsunął szerzej moje nogi i sapnęłam głośno, gdy włożył we mnie dwa palce. Zaśmiał się cicho na moją reakcję i delikatnie poruszał palcami w środku mnie. Uczucie było poniekąd przyjemne, poniekąd śmieszne, a gdy wysunął je i włożył ponownie, automatycznie zacisnęłam uda, zakleszczając jego nadgarstek. Kiedy zrozumiałam, co zrobiłam i że Calum może być za to zły, niemalże od razu rozsunęłam uda.
– Spokojnie.
Pogładził mnie po prawym pośladku i na dobre wyjął ze mnie palce. A przynajmniej tak myślałam. Chwilę później poczułam, jak rozciera coś zimnego między moimi nogami, ponownie wkładając we mnie palce i gmerając w środku mnie.
– Spokojnie – powtórzył. – To tylko maść, która pomoże ci się na mnie przygotować. Wyjeżdżam rano o siódmej. Kiedy wrócę, będzie po dziesiątej, a ty masz być gotowa. Jakieś pytania?
– W jaki sposób to mi... pomoże?
– Przekonasz się już za kilka minut. A, i jeszcze jedno. Nie możesz sobie sama ulżyć, a jeśli złamiesz zakaz, zostaniesz odpowiednio ukarana. Rozumiemy się?
Nie bardzo rozumiałam, jak miałabym sobie ulżyć, ale powiedziałam, że tak, rozumiem. Już po chwili poczułam dziwne ciepło rozchodzące się po moim wnętrzu, ale zanim zdążyłam się zastanowić, co to takiego i dlaczego tak się dzieje, Calum dał mi lekkiego, niemalże pieszczotliwego klapsa w pośladek i kazał wrócić do siebie.
– Daisy – usłyszałam chwilę przed tym, jak złapałam za klamkę.
– Słucham?
Obróciłam się, aby na niego spojrzeć. Leżał na łóżku, z rękami założonymi za głowę i patrzył na mnie przenikliwym wzrokiem.
– Pamiętaj, nie rób nic, w przeciwnym razie spotka cię kara.
Lekko kiwnęłam głową i wyszłam. Dobra, Calum wcale nie był taki zły.


Już po kilku minutach pożałowałam myśli, że Calum wcale nie jest taki zły. Kobiecość paliła mnie ogniem, swędziała od środka i nie dawała spokoju, a to wszystko zanim zdążyłam dobrze wejść do swojego pokoju. Czyż to nie było okrutne? Maść, którą mnie wysmarował, była rozgrzewająca, a pieczenie z każdą chwilą się nasilało. W tamtej chwili wcale nie przeszkadzało mi zimno panujące w pokoju – nie czułam tego. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Odczuwałam potworny dyskomfort.
Gwałtownie poruszyłam biodrami, jednocześnie zaciskając uda. Nie mogłam ustać, więc jak najszybciej podeszłam do łóżka i usiadłam. Jednak każdy krok sprawiał, że napięcie w podbrzuszu, jakie odczuwałam, rosło niewyobrażalnie. Pragnęłam czegoś, co pomogłoby mi, ulżyło...
Ulżyło – powiedziałam na głos, nagle rozumiejąc, co miał na myśli Calum. Policzki zapiekły mnie od gorących rumieńców, które pojawiły się na samą myśl o tym.
Ponownie zafalowałam biodrami, a nagie pośladki przyjemnie otarły się o kołdrę, dając chwilową ulgę, która po chwili zamieniła się w jeszcze większe piekło. Starałam się oddychać głęboko. Myślałam, jak mogłabym inaczej ulżyć swym cierpieniom, ale niczego nie wymyśliłam. Mijały kolejne minuty, a swędzenie wciąż nie pozwalało mi na nic. Nie mogłam stać, siedzieć, nawet leżeć – to było nie do zniesienia. Chłód w pomieszczeniu okazał się zbawienny. Gdyby ta sytuacja miała miejsce w dzień, byłoby jeszcze gorzej – maść rozgrzewająca od środka i upał.
W końcu po kilkunastu minutach bezczynnego miotania się po pokoju, w próbach złagodzenia napięcia, które z każdą chwilą coraz bardziej mi dokuczało, położyłam się na zimnej kołdrze. Odetchnęłam, ale nie na długo. Automatycznie zaczęłam trzeć nagimi pośladkami o kołdrę i zaciskać uda. Czułam się poniekąd tak, jak z Calumem w tych chwilach, które tak lubiłam i którymi tak gardziłam.
Zamknęłam oczy i przypomniałam sobie jedną z książek, którą czytałam. Tytuł, autorka, bohaterowie i cała fabuła – to wyleciało mi z głowy, było nieistotne. Pamiętałam jednak jedną scenę, która tamtego deszczowego wieczoru mną wstrząsnęła. To co się ze mną działo, uświadomiło mi, że jestem w poniekąd podobnej sytuacji co bohaterka romansu. Uważałam ją za idiotkę. Teraz niewiele się od niej różniłam – jedynie faktem, że ona sama doprowadziła się do takiego stanu, mnie zaś Calum i jego medykament.
Zamrugałam kilka razy i gwałtownie zafalowałam biodrami. Och, jak to piecze. Przymknęłam powieki i położyłam jedną dłoń na swoim udzie. Calum mnie uprzedzał, ale skąd miał wiedzieć, co robiłam w pokoju, skoro sam był po drugiej stronie korytarza i zapewne już smacznie spał. Lewą dłonią objęłam swoją pierś, tak jak on kilka godzin temu. Mój oddech stał się szybszy, głośniejszy, coraz bardziej urywany, ale ja dalej gładziłam dłonią udo, zsuwając się coraz bardziej do jego zewnętrznej części.
Byłam gotowa zrobić wszystko, aby złagodzić to pragnienie, które rozpalała we mnie maść. Po raz kolejny łamałam swoje niepisane zasady moralne, ale tym razem umysł zasłoniła mi mgła, która niemalże krzyczała: zrób coś, to piecze, to szczypie. Która mówiła: jeśli tego nie zrobisz, nie zaśniesz, wiesz o tym!
Delikatnie wsunęłam w siebie palec. Gwałtownie wciągnęłam powietrze, prawdopodobnie ze świstem, ale nie byłam pewna, czy to nie był wybryk mojej wyobraźni. Nastąpiła chwilowa ulga, a później pojawiło się pytanie, co robić dalej. I wtedy zadzwonił telefon. Przeraźliwy, głośny i irytujący dźwięk przeszył ciszę, jaka zalegała w ciemnym pokoju. Drgnęłam niespokojnie. Nie wiedziałam, o co mogło chodzić, jednak sięgnęłam po słuchawkę.
– Natychmiast przestań robić to, co robisz – usłyszałam poważny ton Caluma. – W przeciwnym razie kara spotka cię już teraz.
Gwałtownie wyjęłam z siebie palec. Skąd wiedział?
Zanim zdążyłam cokolwiek mu odpowiedzieć, rozłączył się, a ja wiedziałam, że mówił poważnie, a ja właśnie sprawiłam, że w przyszłości będzie mi jeszcze trudniej zdobyć jego zaufanie. Byłam kilka schodków wyżej – poddałam się, pozwoliłam mu na wszystko – ale znów spadłam na sam dół, w dodatku boleśnie tłukąc sobie kolana.

Delikatne promienie słońca pieściły moją twarz, kiedy stałam przy oknie, dyskretnie obserwując Caluma. Kręcił się na podjeździe przy swoim aucie, głośno rozmawiając przez telefon i co rusz gwałtownie gestykulując wolną ręką. Był poirytowany. Od jego telefonu nad ranem nie spałam choćby przez chwilę, a w tamtym momencie miałam jedynie nadzieję, że to okropne uczucie w końcu minie. Niestety, z każdą chwilą było coraz gorzej.
Mój wzrok ponownie zawiesił się na Calumie. Miał na sobie śnieżnobiałą koszulę z kołnierzykiem, która idealnie kontrastowała z jego ciemną karnacją i czarnymi włosami. W jedną kieszeń wetknął koniec wąskiego krawatu. Odsunął komórkę od ucha i wolną dłonią przeczesał z frustracją włosy, mierzwiąc je. Mój oddech przyspieszył od samego patrzenia na niego. Naprawdę przestawałam rozumieć samą siebie – kiedy zmieniło się moje nastawienie do niego? Sama nie wiedziałam, kiedy nastąpił ten przełomowy moment, w którym przestałam się go bać. Może był to widok jego z Chloe, jak był dla niej tak kochany? I ta myśl, że mnie nikt nigdy tak nie pokocha...?
Zmrużyłam oczy, kiedy przestępując z nogi na nogę, natrafiłam twarzą na promień słońca, który na chwilę mnie oślepił. Zacisnęłam pięści na materiale żółtej sukienki, zupełnie przypadkowo wyjętej z szafy, mnąc go. Nie założyłam skórzanego paska – zdecydowanie za bardzo mnie przerażało to, do czego mógłby zostać użyty. Otarłam się udem o udo, potem drugi raz. Czy to wrażenie kiedykolwiek minie? Miałam serdecznie dość, a była dopiero siódma rano. Nie wiedziałam, czy dam radę wytrzymać jeszcze trzy godziny do powrotu Caluma.
Nie mogłam też zrozumieć jego zachowania w nocy. Zaniósł mnie na rękach do pokoju, okrył kołdrą, ale wyszedł i zostawił samą. Jednak czy mogłam oczekiwać od niego czegoś więcej? Czy miałam prawo chcieć, aby ze mną został? Żebyśmy spali w jednym łóżku, ciało przy ciele? Nie. Byłam przecież jego nowym nabytkiem, który najprawdopodobniej niedługo mu się znudzi.
Trzask zamykanych drzwi auta wyrwał mnie z zamyślenia. Przyłożyłam dłoń do czoła, robiąc daszek i próbując zobaczyć, co dzieje się na podjeździe. Słońce coraz bardziej mi dokuczało, oświetlając moją twarz i wlewając się do pokoju. Mimo to, zdołałam zauważyć, że Calum wsiadł do auta i odjechał. Niemalże automatycznie moja prawa dłoń powędrowała pod sukienkę i sunąc udem do góry, dotarła do łechtaczki, którą od razu zaczęła pocierać. Dało mi to chwilową ulgę. Podświadomie czekałam, aż zostanę sama, aby bez presji, że Calum wejdzie do pokoju i mnie przyłapie, ulżyć sobie, jednocześnie łamiąc jego zakaz.
Z każdą kolejną sekundą, napięcie coraz bardziej rosło, a ja nie wiedziałam, czy doprowadzenie tego do końca rzeczywiście będzie dobrym pomysłem. Zaczynałam wątpić, wahać się. Ale było za późno. Moim ciałem wstrząsnął dreszcz – identyczny do tego, który zawsze wywoływał we mnie Cal, ale nie tak mocny i intensywny, nie tak przyjemny. Opadłam na kolana, lewą dłonią opierając się o podłogę. Oddychałam ciężko, ale po kilku długich godzinach, w końcu mogłam odetchnąć z ulgą.
Niestety nie na długo, bo te kilkadziesiąt minut później wcale nie było lepiej, a siedząc na twardej ławie przy stole w jadalni, w dodatku mając przed sobą roześmianą Chloe, której usta się nie zamykały, miałam ochotę się zabić. Napięcie w podbrzuszu i świadomość, że gdy Calum wróci, znowu będziemy robić to samo co zawsze, sprawiały, że robiłam się coraz bardziej zirytowana. Blondynka na szczęście niczego nie zauważała, w najlepsze opowiadając jakąś historię. Nie miałam siły jej słuchać. Bardzo aktywny i intensywny wieczór, nieprzespana noc i ta maść, która rozgrzewała mnie od środka – tego było za wiele.
– Nie słuchasz mnie! – do moich uszu dobiegł piskliwy głosik. Chloe spoglądała na mnie spod byka, zabawnie marszcząc czoło i odgartując do tyłu kosmyki włosów, opadających jej na twarz.
– Przepraszam – poruszyłam się i cudem powstrzymałam od głośnego jęku.
Ten gwałtowny ruch sprawił, że napięcie lekko opadło, aby wrócić ze zdwojoną siłą.
Dlaczemu mnie nie słuchasz?
– Przepraszam, Chloe, nie spałam w nocy i jestem zmęczona.
– Przez Cala nie spałaś? Był u ciebie i nie pozwalał ci spać? – zapytała, a ja nie do końca potrafiłam ocenić, czy ton jej głosu był bardziej zaciekawiony, zgorszony czy zły.
– Nie, ja po prostu... po prostu nie mogłam zasnąć – wyjaśniłam.
I wcale nie kłamałam – ta maść nie pozwalała mi posiedzieć kilka minut, nie wspominając już o spokojnym śnie, ale tego nie mogłam przecież powiedzieć kilkuletniemu dziecku.
– No dobra – westchnęła, ale po chwili posłała mi szeroki uśmiech. – A pójdziesz ze mną do ogrodu?
Spojrzała na mnie niebieskimi oczyma, prosząc mnie nie tylko słowami, ale też błagalnym wzrokiem. Jednak wciąż miałam w pamięci słowa Caluma, który wyraźnie powiedział, że wychodzić mogę tylko z nim, ponieważ jeszcze nie ma do mnie zaufania.
– Nie mogę – wzruszyłam lekko ramionami. Cóż mogłam powiedzieć więcej?
– Porozmawiam z Calem! – zadeklarowała, a ja jedynie smętnie pokiwałam głową i ugryzłam kęs kanapki. Była smaczna, ale nie miałam apetytu. Byłam Bóg wie gdzie; mieszkałam w domu mężczyzny, który mnie kupił zaraz po tym, jak zostałam porwana; moja matka zapewne odchodziła od zmysłów, co się ze mną dzieje, zwłaszcza że byłam jedyną osobą, która jej pozostała; a na dodatek byłam wykorzystywana seksualnie i zaczynało mi się to podobać. A gdzieś pośród tego wszystkiego zgubiłam siebie.


Kilka minut przed wybiciem przez zegar godziny dziesiątej, nie mogłam wytrzymać spokojnie chociażby sekundy. Miotałam się po pokoju, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Usiąść? Położyć się? Skakać? Co rusz podchodziłam do okna, sprawdzając, czy przypadkiem Calum już nie wrócił. Nie spodziewałam się tego, że tak szybko do niego przywyknę – o ile można to tak określić. Porwana, sprzedana i wykorzystywana seksualnie – ale jednak czułam się przy nim bezpiecznie, a przynajmniej takie miałam wrażenie. Niewidzialne nici owijały się wokół mnie, niewoląc, a Calum pociągał za ich końce.
W końcu usłyszałam upragniony pisk opon, gdy czarne auto wjechało na podjazd. Moje ciało – i tak już wymęczone przez koszmarną maść i niewyspanie – zapłonęło jeszcze większym ogniem. Wiedziałam, co zaraz nastąpi. Chłopak wejdzie do domu, skieruje się na górę, wejdzie do mojego pokoju, a później będzie ze mną robił te rzeczy – miłe, przyjemne, podniecające, ale jednocześnie obrzydzające mnie do samej siebie. Zauważyłam ze zdziwieniem, że nawet myśl, o rozłożeniu przed nim nóg, nie napawała mnie takim obrzydzeniem jak wcześniej. Czy to było możliwe w tak krótkim czasie?
– Daisy!
Niewiele się pomyliłam – Calum przyszedł od razu do mnie. Nie dziwiło mnie to, w końcu sam to zapowiedział nad ranem, gdy klęczałam z wypiętą pupą na jego łóżku. Kiedy wrócę będzie po dziesiątej, a ty masz być gotowa. I rzeczywiście, było kilka minut po dziesiątej, a ja szalałam, rozpalona do granic możliwości. Nie miałam odwagi, aby ulżyć sobie ponownie. Ten jeden raz i tak nie powinien był się zdarzyć.
Wszedł do środka, a jego opalona twarz wykrzywiona była w grymasie niezadowolenia. Czekoladowe tęczówki były ciemniejsze. Moje serce zabiło szybciej. Niezadowolony Calum, to zły Calum, jak podejrzewałam. Nie wróżyło to niczego dobrego, o czym przekonałam się niemalże od razu.
– Klęknij na łóżku, tak jak wcześniej. – Chłodne polecenie, które wykonałam w zadziwiająco szybkim tempie. Nie chciałam go jeszcze bardziej prowokować, przecież i tak był już w nieciekawym humorze.
Bardziej poczułam, niż usłyszałam, że znalazł się tuż za mną, gdyż materac ugiął się pod jego ciężarem. Co chciał zrobić i czy będzie bolało? Odpowiedź na to niezadane pytanie otrzymałam zaledwie kilka sekund później – bolało. Pociągnął materiał żółtej sukienki do góry, zakładając go na moje plecy i tym samym odsłaniając nagie pośladki. Ułamek sekundy później poczułam – a może raczej usłyszałam? – mocne uderzenie prosto w nie. Z ust wyrwał się krzyk, chociaż bardziej z zaskoczenia niż bólu. Jeszcze przez moment w uszach odbijał mi się głośny plask, kiedy jego dłoń zderzyła się z moją delikatną, oliwkową skórą.
– Teraz ładnie się przyznasz, co zrobiłaś. – Jego głos był chłodny. – No, słucham.
– Ja... Ja nie wiem, o co chodzi... – zdołałam z siebie wydusić.
Jego dłoń – ta druga, która nie spoczywała na pośladkach – znalazła się na karku i popchnęła mnie mocniej w dół, sprawiając, że byłam zmuszona oprzeć się na łokciach, tym samym bardziej wystawiając pupę w jego stronę.
Dobry Boże, jakie to było poniżające!
– Po prostu powiedz, co zrobiłaś, a prawdopodobnie wyjdziesz na tym lepiej. No dalej – poganiał mnie, ale ja naprawdę nie wiedziałam, co mam mu powiedzieć. – Albo się przyznasz, albo dostaniesz dokładkę tego, co przed chwilą.
Przełknęłam głośno ślinę – uderzył mnie raz, uderzy i drugi. Pośladki lekko mrowiły, ale jego chłodna dłoń, wciąż na nich spoczywająca, sprawiała, że nie to przeszkadzało. Wtedy jednak podniósł ją, a na mój tyłek spadły dwa, o wiele mocniejsze, jeden po drugim. Ciszę przerwał mój krzyk, tym razem nie z zaskoczenia, a bólu. Jak to cholernie bolało. W oczach stanęły mi łzy.
– Ja... Ja naprawdę nie wiem... – próbowałam się tłumaczyć.
Nie będę płakać, nie będę płakać – powtarzałam w myślach jak mantrę. Mrugałam oczami w próbie odegnania gorących łez. Skóra w podrażnionym miejscu piekła. Mogłam się założyć, że już przybrała różową barwę.
– Daisy – groźny ton. Takiego samego użył wtedy w salonie, pierwszego dnia.
Zawsze byłam grzeczną dziewczynką, ułożoną córką, przykładną uczennicą mamy. Dlatego sam fakt, że kogoś zawiodłam, że wprawiłam kogoś w złość, sprawiał, że czułam się źle, podle. Zdenerwowałam Caluma, tym samym depcząc wszystko, wszelkie nadzieje.
Nadzieje na co?
Na życie w zgodzie z nim. Bo skoro już miałam mieszkać w tym domu, z tym panem, z małą Chloe i być niewolnicą Cala, chciałam, aby chociaż trochę mnie szanował, aby tolerował, aby zaakceptował i dał mi namiastkę tego, co dawał małej blondynce.
– Jeśli się przyznasz, kara cię ominie, w przeciwnym razie będzie podwójna. Zastanów się dobrze, ponieważ to pierwszy raz, kiedy pozwalam na takie odstępstwo.
Mówił poważnie, nie miałam ku temu wątpliwości. Był gotowy dać mi karę, dwa razy mocniejszą, jeżeli się nie przyznam. Ale do czego miałam się przyznać?
Kolejny klaps spadł na moją nagą, rozgrzaną od poprzednich, skórę. Z ust wyrwał się jęk – nie chciałam krzyczeć, chociaż w oczach zbierało się coraz więcej łez. Drugi, trzeci, czwarty. Ile ich było łącznie? Pięć, sześć?
– Co zrobiłaś rano, przy oknie, gdy odjechałem?
Dopiero po tych słowach zrozumiałam, o co właściwie chodzi, dlaczego jest zły, dlaczego mnie kara. Ulżyłam sobie. Złamałam jego kategoryczny zakaz. To przelało czarę, gorące łzy wypłynęły na moje policzki, zsuwając się do nosa, niektóre nawet do brody i skapywały na pościel. Kolana boleśnie wbijały się w materac, chociaż wcześniej tego nie zauważyłam. Pociągnęłam żałośnie nosem. Z ust wyrwał się szloch.
Nie, nie, nie, miałaś nie płakać!
Niestety – rozryczałam się na dobre. Oparłam czoło o pościel, teraz podpierając się jedynie na lewym łokciu – prawą dłoń przycisnęłam do ust, na daremno próbując zahamować szlochanie. Zawiodłam. Czułam rozgoryczenie.
– Daisy?
– Pfeppafam – wyjąkałam, nie odrywając dłoni od ust. Poniżająca pozycja jedynie potęgowała moją beznadziejność.
– Daisy, uspokój się.
Pociągnął żółty materiał do dołu, zasłaniając to, co wcześniej odkrył. Jego silne ramiona owinęły się wokół mnie, ciągnąc w górę do pozycji siedzącej. Przyciągnął mnie do siebie, a ja automatycznie wtuliłam policzek w jego klatkę piersiową, łykając gorzkie łzy, wpływające mi do ust. Trzęsłam się cała. Wtedy jego lewa dłoń znalazła się na moich włosach, gładząc je lekko, prawa zaś na plecach, zataczając na nich duże kółka. Wiedziona impulsem, zacisnęłam dłonie na materiale jego śnieżnobiałej koszuli, a jego dotyk powoli zaczął mnie uspokajać.
– Przepraszam – powiedział nagle. – Jesteś zbyt delikatna na kary, jak widać. Bardzo boli?
Nie odpowiedziałam, nie byłam w stanie. Wciąż łkałam i trzęsłam się w jego ramionach. Dopiero gdy zapytał, poczułam to ciepło emanujące od stłuczonych pośladków, na których de facto siedziałam.
– Hej, Stokrotko – odezwał się łagodnie. – No już, przestań, nie płacz. Nie cierpię, jak kobiety płaczą. Jesteś delikatna jak stokrotka. I to dosłownie, Daisy.
Jego słowa wprawiły mnie w zdumienie. Daisy – stokrotka. Zwykłe słowo, ale sprawiło, że w tej beznadziejnej sytuacji, wśród płaczu i bólu, uśmiechnęłam się leciutko.
Jeszcze nikt nigdy nie nazwał mnie Stokrotką.


– Jak się czujesz, Stokrotko? – zapytał kilkanaście minut później, gdy wciąż w niego wtulona i jeszcze co jakiś czas pociągająca nosem, leżałam skulona na łóżku.
Jego dłonie, z początku chłodne, teraz już gorące, delikatnie masowały moje biodro przez materiał sukienki. Obolałe pośladki wciśnięte miałam w jego krocze, plecy w tors, a mój policzek spoczywał na jego prawym ramieniu. Przypomniałam sobie, że w nocy też tak ze mną leżał – tuż za mną. Postanowiłam to zapamiętać na przyszłość.
O ile czeka mnie jakakolwiek przyszłość z nim. Jak długo będę jego niewolnicą? Czy znudzi się mną szybko, czy po dłuższym czasie? Czy moja delikatność i niewinność była dla niego problemem?
– Stokrotko? Odpowiedz mi.
– Czuję się lepiej – szepnęłam.
– Naprawdę przepraszam, nie chciałem doprowadzić cię do płaczu.
Wierzyłam mu. Mówił to poważnym tonem, w którym było słychać skruchę. Poruszyłam delikatnie nogą, przez co uda otarły się o siebie. Maść, jaką we mnie wtarł rano, wciąż działała, ale przez to wszystko mniej ją odczuwałam.
– Ale naprawdę musiałem ci dać karę. Zakazałem ci robić cokolwiek, a ty złamałaś mój zakaz, gdy tylko opuściłem dom. – Był zirytowany. – Rozumiem, że to się więcej nie powtórzy?
– Tak. Przepraszam – powiedziałam nieco głośniej niż wcześniej. – Nie chciałam cię zawieść.
Cisza po mojej wypowiedzi sprawiła, że zastanowiłam się nad własnymi słowami. Czy mogłam mówić do niego na ty? Czy powinnam była powiedzieć: nie chciałam pana zawieść? Lekko odetchnęłam, gdy jego usta otarły się o moje ramię. Gdyby był za to zły, nie całowałby mojego ramienia, prawda? Chciałam pocieszyć samą siebie.
– Daisy, gdy mówię, że coś masz zrobić, robisz to, a gdy czegoś zakazuję, to nie robisz tego, jasne? Jesteś tu dla mojej przyjemności, nie masz prawa się sprzeciwiać. Sprawianie ci bólu nie sprawia mi przyjemności, ale gdy trzeba, wyznaczam karę. Nie jestem sadystą, nie czerpię z tego satysfakcji. Kara jest tylko po to, abyś więcej nie kombinowała. Rozumiemy się?
– Oczywiście – przyznałam cicho.
– To świetnie. Twoja kara za nie przyznanie się, wcale cię nie ominie. Na klapsach nie skończyłem.
Jego słowa przepełniły mnie grozą, ale nie powiedział nic więcej. Jedynie wstał i wyszedł, zostawiając mnie samą na środku łóżka.
Wrócił po kilku minutach, w jednej dłoni trzymał pudełeczko z – jak się domyśliłam – koszmarną maścią, w drugiej zaś – tej przyciśniętej do ucha – telefon.
– Nie, kurwa. Jak mówię nie, to znaczy, że nie – mówił przez zaciśnięte zęby. – Nie obchodzi mnie, jak to załatwisz, ale masz to zrobić. – Posłuchał chwilę i fuknął. – Na kiedy? Na wczoraj!
Zdenerwowany odciągnął aparat od ucha, spojrzał na ekran i rzucił nim w przeciwległą ścianę. Przerażona cofnęłam się w najdalszy kąt łóżka. Spojrzał na mnie. W jego czekoladowych oczach kryła się furia. I chociaż wcześniej myślałam, że widziałam bardzo zezłoszczonego Caluma, to mi uświadomiło, że mam przed sobą Caluma wściekłego.
Bałam się tego, co mógłby mi zrobić – i słusznie, bo chwilę później wszedł na łóżko i na kolanach przesunął się na jego środek, aby następnie złapać mnie za kostkę i pociągnąć w swoją stronę. Gdy on drżącymi ze złości dłońmi rozpisał pasek w swoich czarnych spodniach, ja nie do końca wiedziałam, co się dzieje. Przeraziłam się, że zmienił zdanie, że chce mnie zbić o wiele mocniej, tym pasem, ale ku mojej uldze zaczął rozpinać spodnie, aby na końcu zsunąć je w dół, wraz z bielizną. Jedno jego spojrzenie wystarczyło, abym wiedziała, że wcale nie powinnam się cieszyć.
Jego dłonie ulokowały się na moich piersiach i nieco zbyt mocno pchnęły do tyłu. Pod ich naciskiem położyłam się na poduszce, a Cal w tym czasie – równie brutalnie – rozsunął moje nogi, a sukienkę podciągnął do góry, aż na brzuch. Wbił się we mnie mocno, zupełnie inaczej niż wcześniej. Zabolało.
Pchał kilka razy, za każdym coraz mocniej. Doszedł już po chwili, dysząc ciężko i opadł na mnie, przygniatając swoim ciężarem. Nie śmiałam chociażby drgnąć. A potem podniósł się, otworzył pudełeczko i powtórzył sytuację sprzed kilku godzin – wysmarował mnie tym świństwem, przez które nie mogłam usiedzieć spokojnie choćby chwili. W dodatku miałam wrażenie, że nałożył go dwa razy więcej.
– I nawet nie próbuj się dotykać.
Opuścił pokój, zostawiając mnie samą, obolałą, a jego ostatnie słowa odbijały się po mojej głowie jeszcze na długo potem. 


Owa maść nie jest wytworem mojej wyobraźni. Jej element pojawił się na samym końcu trzeciego tomu trylogii o Śpiącej Królewnie Wyzwolenie Śpiącej Królewny Anny Rice. :) *

Wyjeżdżam w piątek, wracam w niedzielę, więc stracę 3 dni, podczas których mogłabym coś napisać. Dlatego wstępna data dodania rozdziału to już niestety lipiec – no chyba, że uda mi się napisać go na tygodniu (o ile nie zostanę podstępem wyciągnięta z domu przez Pojechanych Do Reszty Członków Burdelu Przyparafialnego ,,Boże Ciało" – tak, dobrze czytacie :p).Powinniście także podziękować niezastąpionej Curly Angel, która wyręczyła mnie w sprawdzeniu literówek i innych zagubionych literek. Gdyby nie ona, poczekalibyście jeszcze troszkę, bo ja ostatnio nie mam czasu na nic. Wielkie dzięki, kochanie! ♥

11 komentarzy:

  1. Świetne! Postaram się cierpliwie czekać na następne :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział super. Fajnie, że w końcu znalazłaś czas, aby go napisać. Dziwne jednak było zachowanie Caluma. Raz był miły (gdy Daisy się rozpłakała), a już po chwili nie zwracał uwagi czy dziewczynę to nie boli ( a to tylko pod wpływem złości). Ciekawi mnie co miał załatwić tajemniczy rozmówca telefoniczny.Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Obstawiam, że mała Chloe jest albo jego siostrą/kuzynką, albo jego córką (?). Szczerze trudno mi będzie uwierzyć, że przygarnął jakieś dziecko, no chyba że będzie to córka kogoś kogo dobrze znał. :) Czekam na następny z niecierpliwością.

    OdpowiedzUsuń
  4. Popłakałam się.... tak się ciesze ,że wróciłaś ^^ <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział. Opłacało się tyle czekać. Daisy jest taka delikatna. Dobrze, że przestał ja karać kiedy zaczęła płakać, to pokazało, iż nie jest sadystą. On ma taki szybko zmienny humor. Życzę weny i czekam na kolejny x

    OdpowiedzUsuń
  6. cudowne
    powinnaś napisać książkę
    życzę weny
    z niecierpliwością czekam na 10 <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Za tę maść to Calum powinien dostać wpierdol... -.-
    Jak ja się cieszę że wróciłaś ❤
    Już nie mogę się doczekać kiedy się dowiem kim dla Caluma jest Chloe ^^
    Ściskam i życzę weny
    You Belong With Me

    OdpowiedzUsuń
  8. Zdecydowanie uwielbiam dłuższe rozdziały w twoim wykonaniu :D Kurcze, Calum to ma humory i zmienne nastroje, że za nim nie nadążam. I ta jego maść...
    Ciekawi mnie historia Chloe i nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału :) Mam nadzieję, że pojawi się szybko w lipcu :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny rozdział!!! Ciekawe, czy znowu będzie musiał ją ukarać xD
    Czekam na next, kiedy będzie? ;)

    OdpowiedzUsuń

Pamiętaj, że każdy komentarz to motywacja do dalszego (i - w moim przypadku - częstszego) pisania! Dlatego zostaw po sobie ślad. Ja się uśmiechnę, a Ty szybciej dostaniesz kolejny rozdział. Czyż to nie proste? ;)

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.