ROZDZIAŁ 8


 Z płytkiego snu, w jaki zapadłam nad ranem, obudził mnie natrętny i drażniący dźwięk. Otworzyłam oczy, nie do końca wiedząc, gdzie jestem i co tu robię, ale po kolejnym irytującym dźwięku wszystko do mnie wróciło. Byłam w mojej — ale zarazem nie mojej — sypialni, a tuż obok łóżka pojawił się niski stolik — dokładnie tak, jak dzień wcześniej mówił Calum.
Usiadłam, a drżącą dłonią sięgnęłam po telefon. Był dość duży i w miarę nowoczesny — w trakcie wojny wiele ludzkich udogodnień zostało zniszczonych, głównie te z przemysłu komputerowego, jak smartfony czy netbooki. Fakt, że trzymałam w dłoni telefon, świadczył o tym, iż ten niewiele ode mnie starszy chłopak jest dość bogatym człowiekiem, mającym wysokie wpływy w Sydney.
Przyłożyłam urządzenie do ucha i nim zdążyłam się odezwać, usłyszałam jedno słowo wypowiedziane bezuczuciowym, ale nieznoszącym sprzeciwu głosem:
— Tabletka.
A potem piskliwy dźwięk przerwanego połączenia.
Westchnęłam. To, co się ze mną działo, nie było snem. Spojrzałam w dół na nagie ciało, gdyż kołdra opadła, gdy siadałam. Ogarnięta nieśmiałością wynikającą z negliżu, rozejrzałam się po pokoju, szukając wzrokiem kogoś, kto mógłby mnie obserwować, ale chociaż nikogo oprócz mnie tam nie było, czułam się tak, jakby czyjś wzrok wciąż na mnie spoczywał.
Na małym stoliku znalazłam szklankę wypełnioną wodą oraz pudełko z tabletkami. Otworzyłam wieczko, wyciągnęłam jedną z podłużnych, białych tabletek i włożyłam do buzi. Popiłam wodą i podciągnęłam kołdrę po samą brodę. Nie było zimno, w końcu byliśmy w Australii, gdzie słońce świeciło wysoko przez wszystkie trzysta sześćdziesiąt pięć dni w roku. Zrobiłam to, bo dawała mi nikłą osłonę przed nagością.
Po kilku minutach, podczas których drżałam na całym ciele, wspominając dzień wczorajszy, wysunęłam się spod kołdry i stanęłam na zimnej podłodze. Moje serce biło szybko, gdy nasłuchiwałam, czy aby nikt nie nadchodzi korytarzem. W końcu jednak szybko podeszłam do szafy i otworzyłam ją, a mój wzrok padł na dziesiątki kolorowych sukienek o tym samym kroju, wiszących na wieszakach. Wzięłam pierwszą lepszą, pistacjową.
Odetchnęłam z ulgą, gdy już miałam ją na sobie. Dzięki temu czułam się lepiej. Mniej obnażona. Z dołu szafy wyjęłam jeden z kilku brązowych pasków, jakie się tam znajdowały i założyłam go. Teoretycznie byłam gotowa. Czy mogłam już iść na śniadanie?
Próbowałam przypomnieć sobie, co takiego jeszcze mówił wieczorem Calum, ale wszystko było jakby za mgłą. Czułam, że moje oczy są opuchnięte — od płaczu i braku snu. Ale czy mogłam zachować się inaczej? Byłam niewinną dziewczyną, zawsze posłuszną rodzicom — potem już samej matce; a z niewiadomych powodów znalazłam się w miejscu, którego nie znałam i w którym przebywać nie chciałam. Byłam w beznadziejnym położeniu — bez szans na ucieczkę. Nie pozostawało mi nic innego, jak albo się rozkleić i przepłakać kolejne dni, albo starać się zrozumieć mojego właściciela i sprawić, aby mój pobyt w tym domu był bardziej znośny. Nie wiedziałam tylko, czy byłam zdolna do tego drugiego.
W lustrach umieszczonych na ścianie za łóżkiem, zobaczyłam swoje odbicie. Nie wyglądałam najlepiej. Włosy po wczorajszej kąpieli sterczały w różnych kierunkach, więc nieco niepewnie przeszłam z sypialni do łazienki i nie spoglądając na żadną ze ścian, podeszłam do małej szafki, na której leżał grzebień.
Ostrożnie podniosłam wzrok, jednocześnie przybliżając się do jednej z lustrzanych ścian i dość szybko rozczesałam włosy, które dzięki temu zabiegowi układały się w delikatne fale. Miałam wrażenie, jakby moja oliwkowa cera stała się szara i brudna, ale na to nie mogłam nic zadziałać, a na pewno nie grzebieniem.
Dopiero po chwili byłam w stanie wyjść z tego pomieszczenia, a w sypialni wygładziłam pościel na łóżku — może i nie chciałam tam przebywać, ale jednak to było moje nowe miejsce, o które musiałam dbać. Wzięłam głęboki oddech i niepewnie popchnęłam drzwi — o ile można tak nazwać ten prostokąt bez klamki — i wyszłam na korytarz. Moje gołe stopy dotknęły delikatnego materiału dywanu. Był niewątpliwie miękki i bardzo przyjemny w dotyku, przez co kąciki moich ust niepewnie drgnęły w niepełnym uśmiechu.
Zastanawiałam się, czy minęło już wystarczająco dużo czasu od wypicia tabletki, ale nie wiedziałam, co innego miałabym ze sobą zrobić, niż po prostu pójść już do jadalni. Po cichu zeszłam ze schodów, nie rozglądając się za bardzo — cały ten mały dworek mnie onieśmielał.
— Daisy!
Mała Chloe, z blond włosami związanymi w wysokiego kucyka, ubrana w czerwoną sukienkę sięgającą jej kolan, biegła w stronę schodów z ogromnym uśmiechem na swojej nieco pełniejszej buzi. Automatycznie się uśmiechnęłam, ale o chwili mój uśmiech zbladł. Nie wiedziałam czemu, ale moje myśli od razu powędrowały w stronę pytania, czy ona także nie ma niczego pod sukienką. Czy Calum był na tyle sfiksowany, aby molestować małą dziewczynkę? Ona jednak wydawała się taka słodka i patrząc na nią, nie było mowy o czymś takim. Wstydziłam się własnych myśli.
— Cześć! — Chloe objęła mnie w pasie rączkami, wtulając policzek w mój brzuch, a ja delikatnie położyłam obie dłonie na jej plecach.
— Cześć — odszepnęłam, bojąc się, że mój głos rozniesie się echem po całym korytarzu, tak jak głos blondynki.
— Wiesz co, Daisy? Wiesz? Wiesz? Powiedz, że wiesz!
Spojrzała w górę, na moją twarz, a jej buzia rozciągała się w szerokim uśmiechu.
— Wiesz? — spytała ponownie z nadzieją.
— Chyba nie, ale… możesz mi powiedzieć. — Posłałam jej delikatny uśmiech.
Moje wątpliwości rozwiały się w tej chwili. Była szczęśliwym dzieckiem. Była szczęśliwa mieszkając w tym domu, z Calumem. W mojej głowie pojawił się obraz, którego byłam świadkiem. Jak ten mężczyzna — a może raczej chłopak, w końcu nie mógł być wiele starszy ode mnie — o ciemnej karnacji, przytula tę małą kruszynę i mierzwi jej włosy dłonią. Ktoś, kto tak się zachowywał, nie mógł, po prostu nie mógł być pedofilem.
To utwierdziło mnie w przekonaniu, że moja postawa była godna wyśmiania. Chociaż wciąż uważałam, że miałam ku temu powód. Nie co dzień jest się porwanym z ulicy, sprzedanym nieznajomej osobie i wykorzystanym seksualnie. Ale czułam, że jeśli wciąż będę płakać, Calum w pewnym momencie się zirytuje za bardzo i…
Zadrżałam na samą myśl, że mógłby mnie sprzedać komuś innemu. Jakiemuś staremu świntuchowi, spasionemu zbereźnikowi. Musiałam wziąć się w garść i sprawić, aby moja relacja z nim nie była czymś nieprzyjemnym. On mógł brać ode mnie co tylko chciał. Ja musiałam jedynie zaakceptować to, że muszę dawać siebie.
— Calum pozwolił mi z tobą rozmawiać! — krzyknęła uradowana.
— A wcześniej ci zabronił?
— Te wcześniejsze dziewczyny, które tu były, one były nie fajne i były nie miłe, i nie lubiłam ich — pożaliła się, ponownie wtulając twarz w mój brzuch i ściskając mnie rękoma w pasie. — I one nie lubiły mnie i Calum też ich nie lubił, a jedna go nawet ugryzła. I zawsze wtedy przejeżdżał pan Harry i je zabierał, i dobrze. Ale ja nie chcę, aby zabrał też ciebie. Jesteś fajna. Musisz tu zostać długo, bardzo długo. Dobrze?
Chciałam jej odpowiedzieć, ale nie mogłam wydusić z siebie słowa.
— Calum nie pozwalał mi rozmawiać z nimi, bo zawsze mówiły coś, przez co byłam smutna, wiesz? I z tobą też nie mogłam rozmawiać, ale teraz już mogę. To jak, zostaniesz tu długo? Proooszę…
— Chloe, zostaw Daisy w spokoju, wczoraj dużo się wydarzyło i pewnie jest zmęczona. — Drgnęłam, gdy za sobą usłyszałam aksamitny głos Caluma, ale nie odwróciłam się, aby na niego spojrzeć. Nie wiedziałam, czy mogę. — Daisy musi iść zjeść śniadanie, nie zatrzymuj jej, skarbie.
Jego głos był… czuły. Zupełnie inny niż ten, którym mówił do mnie. Coś ścisnęło mnie w środku. Czy nasza relacja miała wyglądać tak już do samego końca?
— Cal, a czy możemy zjeść razem? Ja, ty i Daisy? Ja ją bardzo lubię — jęczała, wciąż kurczowo mnie obejmując.
— Ja nie… — Nie do końca wiedziałam, co chcę powiedzieć.
— No dobrze — zgodził się.
Jego głos rozległ się tuż obok mnie. Czułam jego obecność, ciepło bijące od jego ciała. I wtedy stanął przede mną, a Chloe puściła mnie i wyciągnęła do niego ręce. Z uśmiechem złapał ją w pasie i podniósł do góry. Miał na sobie jedynie szare dresy, opuszczone nisko na biodra, przez co widać było spory kawałek czarnych bokserek. Jego oliwkowa skóra lśniła w lekkim świetle żarówki, wiszącej gdzieś nad nami, jeszcze bardziej eksponując jego tatuaże na obojczykach i lewej ręce.
Gdy podnosił małą do góry, jej czerwona sukienka podniosła się lekko do góry, przez co mogłam zobaczyć, że przynajmniej ona miała w tym domu przywilej chodzenia w bieliźnie — rzecz jasna nie licząc chłopaka, którego bieliznę widziałam już kilkakrotnie. Calum troskliwie obciągnął jej ubranie w dół, a ona objęła go rękoma wokół szyi i przycisnęła swój policzek do jego.
— Jesteś najlepsiejszy!
— Najlepszy, Chloe, mówi się najlepszy. — Wywrócił oczami.
Najlepsiejszy!
Powiedziała to takim tonem, że gdyby tylko miała możliwość, towarzyszyłoby temu donośne tupnięcie nogą. Spuściłam wzrok. Pierwszy powód był taki, że czułam się jakbym naruszyła coś intymnego już samym patrzeniem na nich. Drugi, że poczułam zazdrość, że dla mnie nigdy nie będzie tak czuły i troskliwy. A trzeci, że po raz drugi miałam wyrzuty sumienia, że pomyślałam o nim jako wykorzystującym małe dziewczynki.
— Daisy?
Z trasu wyrwał mnie piskliwy głos Chloe i jej szarpnięcie za pistacjową sukienkę. Spojrzałam w dół. Stała tuż przy mnie, a przecież Calum miał ją na rękach.
Dlaczemu płaczesz? — Spojrzała na mnie wielkimi, niebieskimi oczami.
— Nie płaczę — odpowiedziałam zdziwiona, a moja lewa dłoń momentalnie powędrowała do policzków, które były mokre. — Och, ja…
— Poczekam w jadalni. — Chłodny głos Caluma dotarł do moich uszu.
Znowu to samo. Nici z mojego „nie będę więcej płakać”. Zacisnęłam pięści, a najgorsze w tym było to, że łzy popłynęły same i nieświadomie. Westchnęłam i pogłaskałam Chloe po blond włosach.
— Idziemy? Calum bardzo nie lubi czekać — powiedziała cicho dziewczynka. — I nie martw się, on ciebie też będzie lubiał.
— Lubił, Chloe, lubił — poprawiłam ją, a w myślach dodałam, że taki obrót sprawy był raczej niemożliwy.
Złapała mnie za dłoń i pociągnęła w kierunku mosiężnych drzwi od jadalni.


— … i wtedy przyszła wróżka i wyczarowała jej piękną suknię! — opowiadała Chloe, siedząc obok mnie i ze skupieniem spoglądała to na mnie, to na Caluma.
— Jaki kolor miała suknia? — dopytywał, podczas gdy ja nie odezwałam się ani słowem odkąd weszłam do jadalni. W ciszy jadłam kanapkę i popijałam ją herbatą.
— Niebieską. I zaczarownikowała dynię w… parowóz. I Kopciuszek pojechała na bal i poznała księcia — mówiła z przejęciem.
— Zaczarowała, Chloe — poprawił ją. — I jestem pewien, że to był powóz, a nie parowóz. Parowozy jeździły po świecie dawno temu, w Londynie.
— Tam gdzie mieszka pan Harry? Nie lubię pana Harry’ego. Jest straszny. A historia o Kopciuszku jest cudowna, prawda Daisy? — Złapała mnie za dłoń i ścisnęła mocno.
Posłałam jej blady uśmiech i niepewnie kiwnęłam głową. Czułam się dziwnie pod czujnym wzrokiem chłopaka. Gdy zostawił nas wtedy na korytarzu, pomyślałam, że zirytowały go moje łzy. Może nie lubił, gdy ktoś płakał? Tym samym przypomniałam sobie o sytuacji po mojej Aukcji. Gdy sprzedawali inne dziewczyny, on starł moje łzy.
Przestałam się go bać. Nie mogłam, po prostu nie mogłam po tym, co zobaczyłam wczoraj wieczorem i dzisiaj. Jak przytulał Chloe, brał ją na ręce, mierzwił jej blond włosy, słuchał co mu opowiadała i był dla niej taki kochany. Więc dlaczego nie mógł być taki i dla mnie? Czy jego limit bycia miłym wyczerpuje się tylko dla tej małej dziewczynki, tak bardzo od niego różnej, że na pewno nie mogła być jego rodziną? Odpowiedź na to pytanie przyszła momentalnie. Byłam przecież tylko nic nie znaczącą niewolnicą
— Calum, dlaczemu jesteś niemiły dla Daisy? — spytała nagle Chloe, zaskakując tym nas oboje.
— Mówi się dlaczego, kotku.
— Nie odpowiedziałeś na moje pytanie!
Wstała od stołu i obiegła go na około, aby następnie zająć miejsce na kolanach chłopaka. Mimo swojej łagodności, spoglądała na niego groźnym wzrokiem.
— Jesteś dla Daisy niemiły i Daisy nic nie mówi. A ja bardzo lubię Daisy, więc ty musisz być dla niej miły, żeby ona została u nas na długo, bo tamte dziewczyny były złe.
W jej oczach zalśniły łzy.
— Dobrze, kotku, będę miły. Okay? — powiedział jakby od niechcenia, ale przez jego oczy przebiegł dziwny cień, którego nie bardzo potrafiłam zinterpretować. — A teraz zaprowadzisz Daisy do biblioteki i tam na mnie zaczekacie, dobrze? Chcę pokazać Daisy dom.
— Dobrze. — Kiwnęła głową i dała mu soczystego buziaka w policzek, zostawiając na nim nieco śliny. W pomieszczeniu rozbrzmiał jego śmiech. Był przyjemny dla ucha. A ja pomyślałam, że choćbym się starała najlepiej jak tylko potrafię, raczej nie będzie się śmiał przeze mnie…


— Wow — z moich ust wyrwał się cichy szept, gdy Chloe otworzyła przede mną drzwi ogromnej biblioteki.
— To mój ulubiony pokój w domu. Nie, mój ulubiony to mój pokój. Ale ten też lubię. Albo nie. Wolę pokój muzyczny, gdy Calum gra na fortepianie. Albo na gitarze. Musisz kiedyś posłuchać, jak gra! Jest fantastyczny! — mówiła, ale nie byłam w stanie jej dłużej słuchać.
Moje oczy chłonęły każdy detal w ogromnym pomieszczeniu. Trzy z czterech ścian były pokryte regałami pełnymi książek. Półki uginały się pod ich ciężarem. Stały jedna obok drugiej w jakimś porządku, który miałam nadzieję, że niedługo poznam. Na środku stała niska ława, a na około niej trzy fotele. Światło wpadało do środka przez ogromne okno, znajdujące się na jedynej wolnej od regałów ścianie, tej naprzeciw drzwi. Na podłodze, w pewnej odległości od okna, leżał okrągły dywan, a na nim dwie czerwone poduszki i mała sterta kolorowych książek.
— To mój kącik! — Chloe dumnie wypięła pierś i wskazała na dywan. — Tutaj czytam książki. Sama — zaznaczyła głosem, w którym wcale nie kryła samozadowolenia. — Wczoraj czytałam Kopciuszka, słyszałaś przy śniadaniu jak opowiadałam, prawda?
— Prawda. — Uśmiechnęłam się mimo kłamstwa. Tak naprawdę wtedy zastanawiałam się, jakim cudem mogę sprawić, aby Calum przestał na mnie patrzeć. Niestety, niczego nie wymyśliłam.
— Dzisiaj będę czytała… Jasia i Małgosię. Albo nie. Może Ołowianego żołnierzyka? Albo Brzydkie kaczątko! Może chcesz poczytać ze mną? Calum bardzo rzadko ze mną czyta. Ale czasem czyta. Przychodzi i bierze jedną z tych książek z półek, ale po jakimś czasie krzywi się okropnie i odkłada ją, a potem tylko siedzi w fotelu i na mnie patrzy.
Posłała mi słodki uśmiech i pobiegła do swojego małego kącika, gdzie usiadła na jednej z czerwonych poduszek. Spojrzała na mnie niebieskimi oczyma.
— Wybierz sobie jakąś książkę. Prooooszę.
Nie mogłam odmówić. Była zbyt słodka, zbyt przekonująca. Nie potrafiłam się oprzeć, chociaż wcale nie wiedziałam, czy mogę w ogóle dotykać tych ksiąg. Czy jako jego niewolnica mam do tego prawo? Mimo to podeszłam do pierwszego regału i delikatnie dotknęłam opuszkami palców grzbiet pierwszej książki, aby po chwili przejechać palcem po wszystkich. Nie znałam żadnego z tytułów, wypisanych na grzbietach, ale nie przeszkadzało mi to. Mama nauczyła mnie czytać, bo sama była wielką miłośniczką literatury, dlatego chciałam usłyszeć od Caluma te magiczne słowa, które pozwolą mi spędzać czas wśród tylu zapisanych słów.
W tle słyszałam miękki i spokojny głos Chloe, która zabrała się za czytanie którejś z bajek. Byłam zbyt zaaferowana zdejmowaniem pojedynczych książek i oglądaniem ich z każdej strony, żeby potem odłożyć je na miejsce, aby zauważyć przyjście chłopaka. Drgnęłam i o mało co nie podskoczyłam w miejscu, gdy poczułam na biodrach jego dłonie. Przytrzymał mnie w stalowym uścisku, dopóki moje serce nie przestało szaleńczo bić.
— To jest biblioteka… — zaczął spokojnym tonem, a jego ciepły oddech owiewał moją szyję. — Możesz tutaj przychodzić, kiedy tylko masz ochotę i czytać, co tylko chcesz. Nie musisz pytać o pozwolenie, po prostu przychodzisz i już.
Niepewnie kiwnęłam głową, aby wiedział, że zrozumiałam.
— Chloe, zostań tutaj, słońce — powiedział głośno, kierując swoje słowa do zaczytanej dziewczynki, która mruknęła coś niezrozumiałego, nawet nie podnosząc wzroku znad książki. — Chodź, pójdziemy dalej.
Od razu ruszył do drzwi, jednocześnie podciągając lekko dresowe spodnie. Obejrzał się przez ramię, jakby sprawdzał, czy idę za nim. Zdziwiłam się, gdy otworzył przede mną drzwi i przepuścił mnie przodem. Widziałam, jak marszczy brwi na moje zdziwione spojrzenie, ale nie skomentował tego, jedynie wyminął mnie, aby iść przodem.
— Jeśli będziesz głodna lub spragniona, tutaj są drzwi do kuchni, ale możesz też wchodzić przez jadalnię. Jestem pewien, że zauważysz tamto wejście. — Wskazał dłonią na drzwi znajdujące się w odległości kilku metrów od tych do jadalni. — Tam jest salon, w którym byliśmy wczoraj. A tutaj — popchnął kolejne ciężki drzwi — pokój muzyczny. Wejdź.
Nie kazałam mu czekać. Weszłam do środka nie z przymusu, bo mi kazał, a z ciekawości. Pomieszczenie było średniej wielkości. Na samym środku stał ogromny, lśniący fortepian, a oparta o niego była jedna z gitar. Pozostałe wisiały na specjalnych uchwytach na jednej z błękitnych ścian — tej po prawej od drzwi. Na ścianie naprzeciw znajdowało się wielkie okno, przez które do środka wpadały jasne promienie słońca. Zauważyłam, że w tym domu wszystkie okna były ogromne, a pokoje nasłonecznione i jasne, za wyjątkiem ciemniejszych korytarzy. Na stoliku zaraz obok wejścia, leżały zeszyty pełne nut, a przy ścianie po lewej stała granatowa sofa, która na pierwszy rzut oka była bardzo miękka i wygodna. Obok niej stał kolejny stolik z wieżą stereo, a dalej — tuż w rogu — wysoki stojak na płyty, zapełniony po brzegi.
— Grasz na jakimś instrumencie? — zapytał, przerywając ciszę.
— Nie — powiedziałam i na potwierdzenie pokręciłam przecząco głową.
— Trzeba będzie to kiedyś zmienić — mruknął pod nosem, ale mimo to usłyszałam.
Nie odezwałam się. Ostrożnie podeszłam do ściany z gitarami i przyjrzałam jednej z nich bardzo dokładnie. Była piękna i zadbana. Miała tylko jedną rysę i nic poza tym. Spojrzałam na pokój z innej perspektywy. Zauważyłam to, czego nie dojrzałam stojąc przy drzwiach. Nad sofą i na ścianie obok drzwi, wisiały obrazy i zdjęcia oprawione w ramki. Każde przedstawiało coś związanego z muzyką.
— Tutaj też możesz przychodzić, kiedy tylko masz ochotę.
— Dziękuję — szepnęłam i spuściłam wzrok.
— A teraz pójdziemy na górę. Plan dnia jest następujący: śniadanie o dziewiątej, obiad o czternastej, a kolacja zazwyczaj o osiemnastej lub nieco później. Zapamiętasz?
— Tak.
— Świetnie. Za każdym razem kiedy cię o coś poproszę, wykonujesz to bez zbędnych pytań po co i dlaczego. Jasne?
— Tak.
— I postaraj się na moje pytania odpowiadać czymś innym niż tak, bo żywię nadzieję, że jesteś inteligentną dziewczyną, która ma czasem coś do powiedzenia i że nie będzie z tobą nudno. Widziałem, że spodobała ci się biblioteka. Lubisz czytać?
— Tak, mama mnie nauczyła jak byłam mała i w domu często czytałam.
— Jakie książki zazwyczaj?
— Mama miała tylko historie romantyczne — odparłam nieco zawstydzona.
— Wielka miłość, małżeństwo, dwójka dzieci, dom z ogródkiem i pies? — Uniósł do góry jedną brew, spoglądając na mnie z rozbawieniem.
— Coś w tym stylu — mruknęłam, a on cicho zachichotał.
— No cóż, moja biblioteka jest znacznie bardziej zaopatrzona. Chociaż osobiście nie czytam zbyt wiele. — Wzruszył ramionami. — Za domem jest ogród, ale póki co nie ufam ci za bardzo, więc wychodzić możesz tylko ze mną. Być może później to się zmieni.
Kiwnęłam głową. Szybko weszliśmy po schodach na górę, a on wskazał drzwi na końcu korytarza po lewej.
— Tam jest moja sypialnia i gabinet. Zapamiętaj, bo będziesz tam często przychodziła. To jest pokój Chloe. — Wskazał drzwi oddalone o cztery metry od moich. — A to duża łazienka. Jeśli onieśmielają cię lustra w swojej, możesz przychodzić tutaj. Reszta pomieszczeń to nudne sypialnie.
Drzwi od łazienki były bardzo podobne do tych od jadalni, biblioteki, salonu czy nawet sypialni Caluma i Chloe. Chociaż pomieszczenia były nowoczesne, korytarze sprawiały wrażenie starych, jakby z innej epoki. Miałam tyle pytań, na które oczekiwałam odpowiedzi, ale w rzeczywistości nie zadałam ani jednego. Czekoladowe tęczówki Caluma świdrowały mnie uważnie.
— Podsumowując, spędzasz czas gdzie i jak chcesz. Przychodzisz kiedy cię o to proszę. Stawiasz się na posiłki o dziewiątej, czternastej i osiemnastej. Nie wychodzisz z domu. Wiesz, po co tutaj jesteś, prawda?
— Aby cię zadowalać i zaspokajać — zacytowałam jego wczorajsze słowa, a on zadowolony kiwnął głową.
— Świetnie. Więc skoro już wszystko wiesz, to bardzo dobrze, bo właśnie mam na ciebie ochotę. — Jego twarz rozświetlił łobuzerski uśmiech, który mógł oznaczać tylko jedno.
Powtórkę z wczoraj.  



Miałam nieco inny plan na ten rozdział – wcale nie przewidywałam ich wspólnego śniadania, ale tak podoba mi się bardziej, więc jest ok. Ogólnie jestem zadowolona z tej części. Mam nadzieję, że dzięki temu poznacie Caluma z nieco innej strony. ;) Rozdział 9 za jakieś dwa tygodnie – to będzie prawdopodobnie 14 maja, chyba że wyrobię się szybciej, wtedy dodam wcześniej, ale nie nastawiajcie się na to za bardzo. /K

28 komentarzy:

  1. Jestem załamana całkowicie myślą że kolejny za dwa tygodnie.
    Życzę weny i Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. To było GE-NIAL-NE ♥ Takie proste, a jakże ciekawe ♥♥ Calum potrafi być milszy, yay ^^ Chloe jest taka słodka :D Ja obstawiam, że to jego siostra, albo siostra jakiejś bliskiej mu osoby :D Czekam na nexta ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam to opowiadanie. Calum jest mega intrygujący i nie mogę go rozgryźć, ale ma coś w sobie, co sprawia, że nie da się go nie lubić. Tak samo i Daisy. Ciekawi mnie historia Chloe, więc liczę na to, że Calum kiedyś puści parę z ust i ją opowie. Mega pozytywny rozdział. Ta mała jest świetna, szczególnie, jak przekręca słowa. Czytałam tą część z uśmiechem. Przemyślenia Daisy - świetne. Z niecierpliwością czekam na kolejną część. Pozdrawiam i życzę duuuuużo weny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Calum jest taki nieprzewidywalny... ❤
    Ściskam i życzę weny
    You Belong With Me

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham te twoje opowiadanie i nie mogę się doczekać nowego rozdziału :) I mam prośbę.. Ale serio skończ opowiadanie tzn. Czytałam 2 i dzieewczyny przerwały na takim momencie. A tutaj muszę wiedzieć co się skończy. Życzę weny ! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wróciłam ze szkoły więc pierwsze co to idę komentować nowy rozdzialik na Sprzedanej ♥
    Czytałam go już wczoraj na Wattpad'dzie ale nie znoszę tam komentować więc oto jestem ;*
    Rozdział spodobał mi się bardzo. Różni się od wcześniejszych .. w końcu mój Caluś pokazuje ,że jest wspaniałym mężczyzną ♥
    (Nie ma +18 , rozpaczam ) x3 haha !
    Oczarowałaś mnie relacją pomiędzy Calum'em a Chloe. Uwielbiam te sceny z nimi ... są takie kochane ♥
    Ostatnio (znaczy wczoraj xd) miałam rozkminę życiową nad tym kim jest ta mała dla Cal'a ... i wymyśliłam ,że może Hood zaopiekował się nią bo jej rodzice zginęli podczas tej wojny O.o
    I don't know być może , mam nadzieję ,że w tej kwestii mnie zaskoczysz *O*
    "Przestałam się go bać. Nie mogłam, po prostu nie mogłam po tym, co zobaczyłam wczoraj wieczorem i dzisiaj. Jak przytulał Chloe, brał ją na ręce, mierzwił jej blond włosy, słuchał co mu opowiadała i był dla niej taki kochany. Więc dlaczego nie mógł być taki i dla mnie? Czy jego limit bycia miłym wyczerpuje się tylko dla tej małej dziewczynki, tak bardzo od niego różnej, że na pewno nie mogła być jego rodziną? Odpowiedź na to pytanie przyszła momentalnie. Byłam przecież tylko nic nie znaczącą niewolnicą…" uwielbiam ten tekst ♥ Really idk czym się jarać .. ale ja się jaram :D
    Co by ci tu jeszcze nabazgrać .. długość rozdziału mi się podoba , nie ma żadnych błędów xx
    I chyba tyle .. jak zwykle czekam na kolejny rozdział który niestety pojawi się znów za dwa tygodnie ... *płacze*
    Do przeczytania ♥
    (Wybacz ,że taki oklepany komentarz ale padam na twarz po sgl .. )
    Buziole ;*

    OdpowiedzUsuń
  7. okej.. teraz moja kolej na skomentowanie (z góry przepraszam z błędy - piszę z telefonu).
    przeczytałam całość na wattpadzie ale nie ogarniam tej aplikacji w zupełności, więc skomentuję na blogspot, z racji też że moje komentarze nie należą do najkrótszych ufam blogspot że wystarczy mi znaków lmao
    to tak.. zaczęłam wczoraj czytać "sprzedaną" i powiem że cholernie mnie zaskoczyłaś pomysłem na to ff, nie spotkałam się nigdy z takim więc masz u mnie plusy. rozdziały nie należą do krótkich co też jest jak najbardziej na plusie.
    podsumowując, zachęciłaś mnie aby czytać ten fanfic do końca.
    dziołszko hahahaha wczoraj znalazłam to ff i zanim zabrałam się za czytanie obejrzałam chyba 7382910397 razy zwiastun, bo wyszedł taki zajebisty że to aż szkoda gadać. jest taki kskkcsldksl
    spodobało mi się to opowiadanie i będę je czytać regularnie.
    pozdrawiam x /@hemmobson

    OdpowiedzUsuń
  8. bardzo fajny rozdział oraz ciekawy blog. Opowiadanie z fajną fabułą na pewno wpadne tutaj nie raz ;)
    http://secret-hill.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

  9. Wpadałam tu dziś i musze przyznać że już zakochałam się w tym opowiadaniu 😍
    Świetny pomysł na bloga 😁
    Jestem ciekawa kim jest dla Caluma ta mala kruszynka 😏
    Z niecierpliwością czekam na następny rozdział. 😜

    OdpowiedzUsuń
  10. Co z rozdziałem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyraźnie napisałam, że 14 maja. Ostatnio dużo się dzieje, więc ta data może ulec zmianie.

      Usuń
  11. Błagam, dodaj nowy rozdział!!!

    OdpowiedzUsuń
  12. Nominowałam cię od Liebster Blog Award. Pytania znajdziesz na blogu http://kronika-dark-hills.blogspot.com/.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Miał być wczoraj

    OdpowiedzUsuń
  14. Kiedy będziesz rozdział

    OdpowiedzUsuń
  15. kiedy rozdział?????????????????

    OdpowiedzUsuń
  16. rozdział miał być wczoraj, czekałam, czekałam i dalej nie ma:(

    OdpowiedzUsuń
  17. Jestem załamana brakiem rozdziału

    OdpowiedzUsuń
  18. ;( ja również... Sprawdzam i dalej nic ;((

    OdpowiedzUsuń
  19. Mnie juz to wkurza, bo rozdział miał być juz kilka dni temu. Co chwile wchodzę i sprawdzam czy jest, bo ma prawdę podoba mi się to opowiadanie, ale juz mam tego dosyć, bo nie ma ani rozdziału, ani żadnej informacji kiedy on będzie. Jest to najlepsze opowiadanie jakie kiedykolwiek czytałam, ale przez to ze aż tyle czasu musze czekać na następne rozdziały, szczerze zastanawiam się czy nie przestać go czytać.

    OdpowiedzUsuń
  20. wszyscy są serio zdenerwowani, ale ja się nie dziwię. teraz w szkole są poprawy, bo niedługo koniec roku. mogłabyś zamieścić informacje ze zmianą, ale to nie jest jakaś wielka tragedia. poczekajcie sobie trochę, a poza tym dziewczyna ma przecież jakieś życie poza blogiem, nie siedzi na nim dwadzieścia cztery na dobę. pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ok, chwilę zabrało mi sformułowanie czegokolwiek. Nigdy jeszcze nie czytałam opowiadania blogowego, które wyzwoliłoby we mnie tyle emocji. Nie jest to dziwne, jestem pewna, że wszyscy Twoi czytelnicy czują to samo, co ja. Pochłonęłam te wszystkie rozdziały i sama nie wiem kiedy się skończyły. Straciłam poczucie czasu, piszesz po prostu niezwykle. Nie komplementuję Cię pusto, naprawdę oddziałujesz na emocje.
    Bardzo przeżywałam całą tę historię. Czytałam Greya, do którego nie chcesz być porównywana. Uważam to za chłam, a skoro to czytałam, mam prawo się wypowiedzieć. Twoje opowiadanie jest na wyższym poziomie (brak słowa "seks", przygryzanie warg), ale... Nie jest to chyba jedno z tych, które mają zaskakiwać. Mam wrażanie, że wiem jak się skończy. Jedyne podobieństwo między utworami to niewinna dziewczyna i pociągający, dominujący mężczyzna, traktujący przedmiotowo kobiety ( mała Chloe mówiła, że wiele kobiet tam było). Zanim się zdenerwujesz, wiedz, że bardzo mi się podobało skoro dotrwałam aż tutaj i zamierzam przeczytać wszystkie napisane przez Ciebie rozdziały, a najlepiej przeczytać je do końca.
    Nie jestem fanką Caluma. Nie uważam go za uroczego, kochanego. Bardziej za słabego człowieczka z mroczną przeszłością. Bezlitosnego, choć pewno okaże się kimś innym. Może kiedyś był inny?
    Mała dziewczynka w jego domu? Co do #?€(#)#)?! Ten moment i moment "pokazu na wybiegu" najbardziej podniósł mi ciśnienie.
    Jestem w stanie zrozumieć Daisy i w żadnym wypadku nie oceniam jej negatywnie. Opis jej przeżyć jest świetny, dopracowany i czytelnik jest w stanie czuć się... jak ona.
    Chciałam dać Ci sygnał, że jestem tu i czytam oraz wyrazić swoją opinię.

    Pozdrawiam serdecznie ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nie jest to chyba jedno z tych, które mają zaskakiwać. Mam wrażanie, że wiem jak się skończy".
      Na początku owszem, nie miało zaskakiwać. Miała to być prosta historia o tym, że nawet potwory nie rodzą się tak o, tylko potworami stają się przez coś, ale i do takich ludzi da się dotrzeć i odnaleźć w nich dobro. Miał być romans z wielkim 18+. Miałam rozpisany plan na 20 rozdziałów, pięknie, co nie? Ale jakoś się posklejały te rozdziały i z 20 plan skurczył się do 13. Po akcji na cmentarzu (kilka rozdziałów dalej) miała się zakończyć cała akcja. Więc tak, możesz mieć wrażenie, że wiesz jak to się skończy, ale... Gdzieś w połowie lekko zmienił mi się zamysł. Wpadłam na nowy pomysł, ale zamiast pisać kolejne opko, postanowiłam urozmaicić Sprzedaną i... W tym momencie: nie, jestem pewna, że zdecydowanie nie wiesz, co dla Was szykuję. :) Co prawda dopiero wprowadzam po woli te wątki i taka prawdziwa akcja zaczęła się w 15. rozdziale, ale mam nadzieję, że naprawdę zostaniesz na dłużej i poczekasz, żeby móc zobaczyć, jak to się zakończy. ;)
      Co do Twojej opinii o Calumie - cieszę się. Naprawdę się cieszę. Odbierasz go do tej pory tak, jak chciałam, aby został odebrany. Nie mogę się doczekać, co powiesz później, jak parę faktów z przeszłości wyjdzie na jaw. :D
      Dziękuję za komentarz, dziękuję za tyle ciepłych słów. I za wyrażenie emocji. Naprawdę jest mi niezmiernie miło, że tak na Ciebie wpłynęłam. :D
      Również pozdrawiam
      xxx

      Usuń
    2. Ooo bardzo mnie to cieszy, że zamierzasz mnie zaskoczyć. Popieram pomysł, kochana!
      Opowiadanie czytam nadal, jestem przy 11- tym rozdziale, miałam chwilkę więc czytałam. Gdy wrócę do domu lub znajdę chwilę czasu sformułuję jakiś sensowny komentarz o akcji przedstawionej.
      Co do Caluma wyszło na jaw już powoli co nieco o jego ojcu, o tym, że z początku chciał chronić te kobiety, ale... I tak zmusił Daisy do oddania mu się i to... Groźbą, że przestanie być przyjemnie.
      " Stokrotka", "Kwiatuszek" - ok, to było Süß ❤.

      Lecę czytać dalej!
      Buziak, duuużo weny i czasu życzę! :*

      Usuń

Pamiętaj, że każdy komentarz to motywacja do dalszego (i - w moim przypadku - częstszego) pisania! Dlatego zostaw po sobie ślad. Ja się uśmiechnę, a Ty szybciej dostaniesz kolejny rozdział. Czyż to nie proste? ;)

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.