ROZDZIAŁ 5


Przekręciłam się i położyłam na kanapie, przyciągając kolana do piersi. Między nogami wciąż mi pulsowało, ale nie było to nieprzyjemne. Odczuwałam jedynie… zawód, że tak szybko minęło. Jednocześnie brzydziłam się samej siebie za to, że pozwoliłam na ten zły czyn.
To nie było tak, że nie wiedziałam niczego, co dotyczy tych tematów. Nie. Czytałam wiele romansów, które stały na półce w naszym salonie. Podczas wojny nie spędzałam wieczorów z mamą. Ona albo zamykała się w swojej sypialni, albo znajdowała sobie trzy razy więcej roboty, niż mogła znieść. Ja natomiast brałam książkę i siadałam przy kominku. Nie chciałam myśleć o tym, co właśnie może się dziać z moim ojcem czy bratem. Uciekałam do świata fikcji. Pięknych, romantycznych powieści. I w każdej, prędzej czy później, dochodziło do zbliżenia głównych bohaterów.
To był jednak pierwszy raz, gdy doświadczyłam czegoś takiego na własnej skórze. Miałam wrażenie, jakby jego dłonie wciąż błądziły po moim ciele. Jakby jego usta dalej całowały moje uda. I przerażało mnie to.
Nie wiedziałam, jak dużo czasu minęło do chwili, gdy postanowiłam wstać. W dalszym ciągu nie potrafiłam zebrać myśli, ale już wiedziałam, że stało się coś złego. Że to ja doprowadziłam do czegoś złego. Mogłam się przecież postawić.
Nie. Nie mogłam. Musiałam się zgodzić, pozwolić mu z własnej woli. W przeciwnym razie, przekreśliłabym na zawsze nasze relacje, których w zasadzie jeszcze nie było. Znienawidziłabym go za to, co zrobił. Uważałabym, że to było straszne. Ale zgodziłam się i dzięki temu nie znienawidziłam go, a to, jak się czułam, świadczyło o tym, że to było przyjemne.
Niestety, nie wszystko co przyjemne, jest dobre.
Nie miałam siły, aby rozglądać się po salonie. Znalazłam jedynie wzrokiem czerwoną sukienkę. Czy mogłam stąd wyjść? Nie byłam pewna odpowiedzi na to pytanie. Przez chwilę myślałam nad tym, ale w końcu postanowiłam wrócić na górę, do pokoju, w którym od teraz miałam mieszkać.
Podeszłam do sukienki i podniosłam ją, aby już po chwili na siebie założyć. Niemal od razu poczułam się lepiej. Byłam osłonięta, chociażby cienkim materiałem, ale jednak. Czułam się z tym bezpieczniej. Wtedy mój wzrok padł na brązowy pasek, leżący u moich stóp. Jego też musiałam założyć. Nie chciałam tego, skoro już wiedziałam, do czego służył. Wtedy naszły mnie wątpliwości, czy aby na pewno chcę stąd wyjść. Jeśli wcale nie mogłam i miałam czekać na Caluma, spotka mnie kara, gdy on wróci, a mnie tam nie będzie. Ta myśl sprawiła, że przeszył mnie dreszcz strachu. Na moment mnie sparaliżowało. Ale po chwili odetchnęłam.
Przecież on nic nie powiedział. A nie może mnie ukarać za moją niewiedzę, prawda? Miałam nadzieję, że tak. Nie chciałam poczuć tego przedmiotu na pośladkach. Zdecydowanie nie. To był idealny środek przekazu: albo będziesz grzeczna, albo poczujesz siłę tego cienkiego maleństwa na tyłku. Działało, bo na samą myśl drżałam ze strachu. Jednocześnie zaciskałam mocno uda, bo czułam, jak na dole dopada mnie napięcie. To było to, co w jednej książce przeżywała bohaterka. Podniecenie. Czy taka alternatywa mnie podniecała? Nie potrafiłam tego określić, gdy trzymałam to w dłoni. Czy bardzo by bolało? A może wcale? Może chciałabym więcej? Przerażona własnymi myślami, szybko założyłam pasek i skierowałam się do wyjścia, mocno pchając ciężkie drzwi i wychodząc na korytarz. Nie chciałam dłużej tego roztrząsać.


– O, już jesteś. – Przywitał mnie głos małej blondynki. Siedziała po turecku na środku mojego łóżka i uśmiechała się przyjaźnie. – Czekałam na ciebie.
– Tak?
Byłam nieco zdziwiona, ale nie chciałam tego po sobie pokazywać. Uśmiechnęłam się do niej lekko, a ona odwzajemniła uśmiech, z tym, że jej był dwa razy większy. Radośnie zeskoczyła z łóżka i byłam pewna, że podbiegnie do mnie, gdy nagle zamarła w miejscu i jej uśmiech zniknął.
– Muszę cię zaprowadzić na kolację – oznajmiła i podeszła do mnie powoli, łapiąc za dłoń. Pociągnęła mnie na korytarz.
Jej zachowanie mnie dziwiło i nieco przerażało. Tryskała energią, jaką tylko dzieci mają, aby po chwili zupełnie spoważnieć. Zaprowadziła mnie na dół, tym razem w zupełnie innym kierunku niż ostatnio. Nie w stronę drzwi frontowych, jak wtedy, gdy prowadziła mnie do salonu, ale do tyłu, za schody.
Dość szybko znalazłyśmy się przy dużych, podwójnych drzwiach, podobnych do tych przez które przechodziłam wcześniej. Pchnęła je i weszła do środka, a ja podążyłam za nią. Na środku pomieszczenia stał duży, prostokątny stół, a przy jego czterech bokach, stały ławki. Nie krzesła, tylko ławki. Moje zdziwienie rosło z każdym nowym elementem, jaki poznawałam w tym domu.
Wiedziałam już, że jest to jadalnia. Dziewczynka podbiegła do stołu i usiadła na ławce, z uśmiechem przyglądając się zawartości jednego z dwóch talerzy, jakie na nim stały.
– Chodź! – Znów była energiczna. – Kim robi pyszne kolacje.
– Kim jest Kim? – spytałam ostrożnie i powoli podeszłam do stołu, zajmując miejsce naprzeciwko małej blondynki.
– Kucharką. – Wzruszyła ramionami i złapała za widelec, wbijając go w makaron.
Pokiwałam jedynie głową i zabrałam się za swoje jedzenie. Od rana nie miałam nic w ustach, ale dopiero teraz to do mnie dotarło. Najpierw porwanie, potem Aukcja, na której zostałam sprzedana, a na końcu to, co zrobił mi on. Przez cały dzień nie miałam nawet chwili czasu, aby pomyśleć o jedzeniu. Nie czułam głodu, bo był zastąpiony strachem, którym się karmiłam.
– Jak masz na imię? – spytałam niepewnie, zerkając na dziewczynkę, która już prawie zjadła całą swoją porcję.
– Chloe. – Uśmiechnęła się. – A ty?
– Daisy. – Wzruszyłam ramionami i włożyłam do ust kolejną porcję jedzenia. Było pyszne, naprawdę. – Um, może opowiesz mi coś o tym domu, albo o tym, kto tu mieszka? – zaproponowałam ostrożnie.
– Nie mogę dużo powiedzieć, ale są tu dwie kucharki, Kim i Alyson. Kim robi śniadania i kolacje, Alyson obiady. Co dwa dni przychodzi jakaś sprzątaczka, są trzy, ale nie wiem jak się nazywają, bo ich nie lubię – skarżyła się. – No i jest też pan Edward. Mieszka w małym domku na końcu ogrodu i opiekuje się nim. Sadzi drzewka i podlewa kwiatki i czasem przynosi dla mnie bukiety, które wkładam do wazoników w moim pokoju – mówiła, uśmiechając się ciepło.
– I nie ma tu nikogo więcej? – zdziwiłam się.
Wzięłam do ręki szklankę pełną soku, która stała obok mojego talerza. Było mi trochę niezręcznie, ale naprawdę chciało mi się pić. Sok był pomarańczowy. Nie przepadałam za nim, ale lepsze to niż nic.
– No, czasem pojawia się ktoś z ochrony. Wszyscy są ogromni i mają wielkie ramiona i zawsze noszą czarne ubrania, a Calum mówi, że są tu aby nas chronić, a ja mu wierzę. Calum jest kochany i jestem pewna, że niedługo go polubisz. Wszystkie panie, jakie były tu wcześniej, strasznie dużo krzyczały, a ja tego nie lubiłam i ich też nie lubiłam. I Calum chyba też ich nie lubił, bo nigdy nie były tu długo i bardzo dobrze, bo ich nie lubiłam. Myślę, że ty też byś ich nie lubiła, wiesz? Były okropne. Ale ty jesteś fajna. – Na zakończenie swoich słów, uśmiechnęła się promiennie, a ja nie wiedziałam, jak zareagować.
Miałam nieodpartą ochotę powiedzieć jej, że mówi niepoprawnie, ale nie miałam serca. Była przecież tylko dzieckiem. Dzieckiem, które zapewne nie chodziło do szkoły, bo gdy tylko Trzecia Wojna wybuchła na dobre, wszystkie zamknięto i do tej pory nie otworzono żadnej z tych placówek.
– O nie! – krzyknęła nagle, patrząc na zegarek, wiszący na ścianie. – Musisz już iść!
– Co?
Spojrzałam na nią, niewiele rozumiejąc.
– Calum zawsze je sam, więc musisz już iść na górę – tłumaczyła szybko, nerwowo machając małymi rączkami.
– Oh – wydusiłam i powoli wstałam.
Miałam wrócić sama na górę? Niby nic trudnego, ale nie byłam u siebie, a do tego ten dom był ogromny. To była rezydencja, szczerze mówiąc. Ruszyłam więc do drzwi, ale zanim zdążyłam chociażby do nich dotrzeć, otworzyły się same, a w progu stanął Calum.
Zaschło mi w gardle, a oddech stał się urywany. Nie rozumiałam dlaczego. Przecież był tylko mężczyzną, nikim więcej. Więc dlaczego jego obecność tak na mnie działała? Spojrzał na mnie uważnie, a potem podszedł powoli, zatrzymując się tuż przy mnie. Położył dłonie na moich biodrach i przyciągnął mnie bliżej siebie.
– Pójdziesz teraz do swojego pokoju – powiedział szeptem, wprost do mojego ucha. Jego ciepły oddech owiewał moje ucho i szyję. Zadrżałam. – Wejdziesz do łazienki, nalejesz wody do wanny i dosypiesz płatków do kąpieli. Wybierzesz któreś, jest ich tam dużo. Rozbierzesz się i będziesz na mnie czekać, dbając, aby woda cały czas była ciepła. Zrozumiałaś?
– T-tak – odszepnęłam przerażona, a on odsunął się i wyminął mnie, podchodząc do Chloe. – Cześć, kochanie. – Jego głos był miły.
– Daisy jest super!
Doszłam już do drzwi i nacisnęłam lekko klamkę. Zanim jednak je otworzyłam, odwróciłam się lekko i zobaczyłam coś, co zmieniło moje nastawienie do tego chłopaka. Czochrał blond włosy Chloe i uśmiechał się do niej tak pięknie i szczerze.
Poczułam ukłucie w sercu. Mam okazję sprawić, aby nie traktował mnie chłodno, pomyślałam. Mogłam sprawić, aby traktował mnie jak tę małą. Jeśli oddam mu się całkowicie, może jego relacja ze mną będzie inna? Zawsze mogłam trafić gorzej. Powinnam docenić to, że trafił mi się akurat on. Może wcale nie jest taki zły, za jakiego go mam?
Drzwi zamknęły się za mną, a ja stanęłam niepewna na środku korytarza. Ale czy ja chcę się oddać? Czy chcę, aby sprawował nade mną całkowitą władzę? Czy jestem na to gotowa?


Rozdział krótki, przepraszam. Jakoś taki wyszedł. Ale kolejny jest jednym z moich ulubionych, jakie w ogóle kiedykolwiek napisałam, więc mam nadzieję, że szóstką zrekompensuję wam ten. W sumie można powiedzieć, że właśnie przeczytaliście taki przejściowy fragment, a czasem takie są potrzebne. Mimo to, mam nadzieję, że komuś się spodobał. Zwłaszcza, że kilka osób w poprzednim narzekało na zachowanie Daisy. Ale nie mogłam przecież zrobić tak, że ona odda mu się bez żadnej walki, prawda? Mam nadzieję, że rozumiecie. :)
Czekam na Wasze opinie w komentarzach!:)


17 komentarzy:

  1. Boże, kocham Caluma, hihi ♥
    Chyba na dobre zakochałam się w tym opowiadaniu i od razu informuję, że nie pozbędziesz się mnie tak szybko, kochana.
    Bardzo podoba mi się ten rozdział i uważam, że jest on chyba jak na razie najlepszym w tym opowiadaniu. Jest po prostu genialny.
    Huh, też uważam, że dziwnie by było, gdyby Daisy poddała się Calowi bez walki.
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.
    Buzi!

    OdpowiedzUsuń
  2. Krótszy niż zazwyczaj, ale i tak idealny. ♥
    Nie mogę się doczekać szóstego, szczególnie tej kąpieli. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Zwykle czytam na wattpadzie, ale z niewiadomych powodów nie chce mi się załadować. Rozdział jest cudowny! Tak mi się smutno zrobiło, że ona chce mu się oddać, żeby nie traktował jej tak chłodno. Czekam na następny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zostałaś przeze mnie no minowana do Liebster Award. Tutaj dowiesz się wszystkiego:
    http://youaremypoison-jbff.blogspot.com/p/blog-page_7.html
    ( Pytania z nominacji 1)
    Pozdrawiam, Alex
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  5. świetny! z niecierpliwością czekam na kolejny ;)

    zapraszam do mnie -> http://she-is-innocent.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. No piękny! Inaczej nie da się tego określić ♡ I błagam cię o szybkie dodanie następnego ;*

    OdpowiedzUsuń
  7. Aaaa cudowny. Czekam na nastepny. Mam nadzieje ze relacje Daisy i Calum'a sie poprawia ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zajebisty umiem tylko tyle powiedzieć na ten temat

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie mogę się doczekać następnego <3333 :****

    OdpowiedzUsuń
  10. Cudooo :D Ej ja chcę +18 :) Hihi Calum taki słodziak :) :*
    Dużo weny i żelków życzę :D
    Ps.Zapraszam do siebie http://znaszmojeimieniemnie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Szybko dodaj nowy

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetne!! Jak zwykle...
    http://all4you-lukehemmings.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak widać Calum ma też tą słodką stronę, szczególnie w stosunku do dzieci. Ciekawi mnie, co ta mała tam robi. Zaciekawił mnie ten rozdział jeszcze bardziej. Nie dziwię się, że Daisy ma taki mętlik w głowie. Czekam na ciąg dalszy :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Cudo! Czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń

Pamiętaj, że każdy komentarz to motywacja do dalszego (i - w moim przypadku - częstszego) pisania! Dlatego zostaw po sobie ślad. Ja się uśmiechnę, a Ty szybciej dostaniesz kolejny rozdział. Czyż to nie proste? ;)

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.